usim czysta szto balić, a czamu balić — nia wiedaim; adnej takoj hutorki pokul życia, zdajecsa, nia zabudu, a musić jana dobraja była kali tak dobra u haławu mnie zalezła; tak dobra pomniu jak jon heta nam kazaû, jak my ûsie z im hawaryli, szto kali choczycie zara wam mahu jaje pierekazać. Wot pasłuchajcie!
Siadzieli my niejak raz z dziadźkoj Antonom u karczmie, pili piwa i hawaryli sabie jak zwyczajnie ab usim czysta. Dziejałasia heta zimoj, byû na dware maroz duży, a pad wieczar nawet wiecier padniaûsia. Było pozna i my użo zbiralisia damoû, jak uwyszło û karczmu troje ludziej, dobra tyki zmiorznuûszych na dware. Uwyszli, zniali pachwalonki, zaczali topać łapciami, ciorci ruki, dyj skazali szynkarce padać sabie harełki.
Adkul Boh wiadzieć? — pytaicsa dziadźka Anton.
„Wazili my drowy na czyhunku, a ciapier damoû jedzim.“ — „A na dware miacielica, ha?“ — „Oj miacielica, i swietu nia widać, a maroz pahany tolki traszczyć pa płatoch, treba jaszcze wypić, ci nia razahreić pahanaja,“ skazaû adzin dyj hlanu na druhich. — „Kali wypić, to wypić.“ Kliknuli żyda. toj prynios harełki, pa