takaja biada, szto i jeści niama czaha, a prydzić starasta z kartaczkaj z kancelaryi i atdawaj astatki, szto maisz, a sam choczysz żywi, choczysz — z hołada pamiraj. Wot jakaja nasza dola! Jak uspomnisz czasam, dyk i slozy û waczoch stanuć. A nia atdasi astatniaha hrosza, pradaduć ûsiu twaju chudobu, a bahaczy tolki i czakajuć z boku, kab z biady naszej skarystawać, kab pażywicsa, i kuplajuć za niszto nasz dabytak, na katory czaławiek czasami kolki hadoû pracawać musieû. Wot jak dzieicsa: pradaduć chudobu, a prydzić wiasna — niama czym ziamli arać, treba leści da bahataha, a paśla jamu ciażka adrabić za toja, za paûdarma, a inaczej rady nijakaj niama.
Ale skażycia wy mnie, maje wy braciatki, maje wy rodnińkija! za szto jany z nas zdzirajuć ûsielakija padatki: padusznyja, padymnyja, ziamielnyja? za jakija heta, za czyje heta hrachi? Chibaż za toja, szto nas maci paradziła, za toja, szto swiataja ziamielka nosić, szto my na dzianiok jasny, na soûnieńka swietłaja hladzim, szto my z ciopłaha doszczyku karystuim, szto pa swiecie bożym chodzim?
Abo róznyja padatki û kancalaryju: to na sud, to na pisara, na starastaû, inyja drobnyja dy