Zaraza/XIII
| ← XII | Zaraza (bytawy abrazok) Аўтар: Адам Плуг 1850 (пераклад 2025) Арыгінальная назва: Zaraza Пераклад: Nejrust |
XIV → |
Niapeŭnaść
Niekalki tydniaŭ minuła z momantu adjezdu Jurasia. U Krynicy ludzi z nieciarpieńniem czakali ad jaho lista; sam Hrymatajła chadziŭ u horad na posztu nie adzin, a try razy na tydzień, tak chacieŭ dahadzić Kastusi; ale, na żal, daremna! Spisa hetaksama, pastajanna wałaczyŭsia na swajoj klaczy; a Rubajła wychodziŭ sustrakać im abodwuch. Czasam usie troje, niby zmowiŭszysia, chadzili ŭ Olszynku, kab dawiedacca nieszta ad pana Hryki; ale i toj paśla adjezdu charunżycza nie czuŭ ad jaho nijakich wiestak i mocna chwalawaŭsia sa swajoj żonkaj, z Jasiem i Andrusiom.
Lohka ŭjawić, jak heta ŭsich chwalawała; i ŭsio ż usie rabili wyhlad, szto spakojnyja, i nawat wiasiołyja, dziady dziela Kastusi, Kastusia dziela dziadoŭ. Ale z inszaha boku, kali jany kłalisia spać, pałkoŭnik doŭha tupaŭ pa pakoi, uzdychajuczy i pacirajuczy łob; paruczniki, zabywajuczysia pra swaju swarku, siadali razam, kab paraicca i zrabić wysnowy; a biednaja Kastusia płakała pierad Boham i pierad Janawaj.
Janawa spaczatku suciaszała swaju maleńkuju kotku to warażboj na kartach, to tłumaczeńniem snoŭ, to roznymi praroctwami pieŭnia, saroki ci kata; ale, na żal, usio prawaliłasia! dwa miesiacy prajszło biez najmienszych wiestak pra Jurasia! Potym jana ŭżo nie mahła strymliwać swajho abureńnia.
— «Szto jon sabie dumaje!» — kryczała jana, — «dumaje, szto ŭżo kupiŭ nas, ci szto? Pahladzicie jakaja fanaberyja! Byccam jon adziny ŭ świecie! stolki świetu, kolki i ŭ aknie!.. Lepsz by nie płakać i nie sumawać, a dumać pra kahości inszaha; bo tut chłapcoŭ, jak maku, i kożny z ich hatowy ŭ ahoń i wadu za maju maleńkuju kotku, kali b tolki nie hety sabaka na sienie!»
— «Maja darahaja babula!» — zakryczała Kastusia, — «nie każy mnie hetaha! Ja nikoha nie chaczu».
— «Nikoha!» — zakryczała Janawa. — zaczarawaŭ, ci szto?! Niachaj ruka Boska i Najświaciejszaja Maci baronić ! za szto ż jaho tak lubić? Moża, tamu, szto jon kłapocicca pra nas, jak sabaka pra swaju piatuju nahu! Użo ż dziakuj Bohu dwa miesiacy, jak jon pajechaŭ, a choć sławieczka napisaŭ ? Każuć, szto nawat niabożczyka można wiarnuć z mahiły ślaźmi i tuhoj, a jon nawat nie dumaje !
— Bo moża chwory, moża, z im zdaryłasia niejkaja biada.
— Tarara! zdarawiutki, zdarawiutki! A kali i chwory, ci nie moh by jon paprasić kaho-niebudź pawiedamić nam pra siabie?
— Moża, jon pamior! — kryczała Kostusia, załomwajuczy maleńkija ruczki i zachodziaczysia ad płaczu.
Janawa z rydańniami kidałasia da jaje i, apuściŭszysia na kaleni la jaje noh, uziała jaje ruki i, pakryŭszy ich pacałunkami, zakryczała piaszczotnym hołasam:
— «Nie pamior, nie pamior, maja darahaja ptaszka! Dalipan nie pamior! I nawat nie zabyŭsia, tolki jaho listy dzieści zhubilisia... ty ż wiedajesz, jakija hetyja pasztaljony pjanicy!... Nie płacz, maja darahaja!... Hladzi, jak knot świeczki z kapturykam pawiarnuŭsia da ciabie, — heta, niesumnienna, list! A siońnia mnie taksama ŭsiu nocz śniłasia, szto Hrymatajła stralaje i stralaje ŭ maich kaczak; szto heta znaczyć, kali nie listy? A pierad świtańniem mnie nawat śniłasia, szto ja zławiła samoha Jurasia (nie złujsia, ptuszka) u sadzie ŭ kanoplach; nie mahła wycierpieć! Mianie achapiła złość, szto jon kala chaty cikuje i nie chocza tabie pakazwacca; i jak ja stajała z matykaj, paczała jaho bić, nie szkadujuczy ni woka, ni boka! Niachaj baronić ruka Boska i Matka Najświaciejszaja! A heta, peŭniusieńka, aznaczaje, szto jon pryjedzie da nas».
Kastusia, niby zakałychanaja słowami paczciwaj Janawaj, pierastała płakać i adkazała na jaje praroctwy sumnaj uśmieszkaj; a jana praciahwała:
— «Jon pryjedzie, jon abawiazkowa pryjedzie! ale ż uspomnić! chiba ż nie daczakajusia!»
Minuła jaszcze niekalki dzion, a listoŭ nie było! Niespakojny pałkoŭnik, uspomniŭszy, szto ŭ jaho ŭ Wilni jość znajomy, niejki stary adwakat, napisaŭ jamu, prosiaczy źwiestak, szto adbywajecca z Jurasiom? Adkaz pryjszoŭ nieŭzabawie, ale stary nikomu hetym nie pachwaliŭsia; bo jamu pisali, szto, niahledziaczy na samyja naprużanyja namahańni, niczoha nie ŭdałosia dawiedacca pra charunżycza!
U Krynicy rabiłasia sztoraz sumniej. A da taho jaszcze i para nastała niewynosnaja! Listapad panawaŭ wa ŭsioj swajoj mocy z wiatrami, tumanam i brudam i trymaŭ usich zamknionymi ŭ siadzibie , jak u manastyry, a wyćcio wietru, szamacieńnie hołych halin i manatonny stuk dażdżu pa wadaścioku, nawodziaczy na sumnyja dumki, pawialiczwali smutak zasmuczanych.
Pałkoŭnik widawoczna stareŭ, jon użo i zhorbiŭsia, i paczaŭ wałaczycca nahami, a jaho siwyja wusy pabialeli, jak małako. Kastusia z usich sił starałasia jaho padbadzioryć i tolki maliła Boha mużnaści, kab mahła z im, amal jak raniej, wiesieła razmaŭlać; czytała jamu knihi i haziety i nawat śpiawała jaho lubimyja pieśni! Stary hladzieŭ na jaje czaściej za ŭsio moŭczki z sientymientalnaj uśmieszkaj; i jon hladzieŭ na jaje rezka, praniźliwa, byccam chacieŭ wysaczyć samyja patajemnyja tajamnicy jaje duszy. I nie raz na jaho twar wiartaŭsia poŭny spakoj; bo nie raz jon spakuszaŭsia, nie raz jamu zdawałasia, szto jaho aniołak sapraŭdy nie wielmi pakutuje, szto jana ŭżo pierażyła heta, zabyłasia. Jakaja ż heta była radaść tady dla Kastusi!... Ale nie raz bywali chwiliny prazorliwaści, kali jon usprymaŭ uwieś bol i ŭsiu pakoru swajoj darahoj unuczki; tady ruki jaho apuskalisia, haława schilałasia na hrudzi, i ślaza, horkaja, piakuczaja, krywawaja, wybiahała pierad jaho ćmianymi waczyma, i niaszczasny stary paczynaŭ malicca, kab abaranicca ad rospaczy!
Lejtenanty jak mahli trymali marku: Hrymatajła kożny wieczar raskazwaŭ fantastycznyja palaŭniczyja historyi, Rubajła ŭ soty raz paŭtaraŭ swaje daścipnyja aniekdoty, Spisa abiacaŭ razwodzić u race kitoŭ i marskich żywiołaŭ; i ŭsie troje, hulajuczy ŭ karty z pałkoŭnikam i luta spraczajuczysia, staralisia jak maha chutczej prajhrać, kab padbadzioryć jaho. Na żal, usie ich namahańni byli daremnyja! Jany z tuhoj czakali susiedziaŭ, dumajuczy, szto ich lubimyja hości pazabawiać staroha, ale darohi sapsawalisia , i ŭ Krynicu nichto nie pryjazdżaŭ!
U takim stanie reczaŭ nabliżałasia Swiata Bożaha Naradżeńnia, jakoha ŭsie tak czakali, bo ŭ sercach miżwoli praczynałasia nadzieja, szto Juraś strymaje słowa i pryjedzie; dy i staryja taksama radawalisia, szto Kastusia znojdzie tut niemałuju zabawu dla siabie. Sapraŭdy, pieradświatocznaja praca, mituśnia pa ŭpryhożwańni doma, pa padrychtoŭcy padarunkaŭ dla prydwornych dziaciej nie tak balucza dawali adczuć ciażki ciażar smutku.
Pryjszła Wihilija. Spisa nawat pamaładzieŭ, jon byŭ tak rady, szto jaho talent budzie hulać hałoŭnuju rolu ŭ hety dzień. Ułoŭ byŭ paśpiachowy, i ŭsia wakolica atrymała szmat ryby; a na stoł pałkoŭnika pajszli szczupaki, karpy i karasi kazacznych pamieraŭ. Hrymatajła trochi chmuryŭsia, bo Wihiliju nie światkawali z miasam; ale suciaszaŭ siabie Bożym Naradżeńniem, na jakoje ŭ jaho byŭ woz dziczyny. Rubajła kłasifikawaŭ słoiki wareńniaŭ i saleńniaŭ i butelki roznych naliwak; bo hety warażbit zaŭsiody mieŭ czym zrabić urażańnie! A akramia taho, jaho niamała cieszyła nadzieja, szto paśla wiaczery jon zrobić z apłatak takuju kałysku i zorku, jakich jaszcze nie baczyŭ świet i polskaja karona.
Nakryli stoł sienam, u jakoje Janawa sprytna nasypała żmieniu roznaha zbożża (bo wiadoma, szto kali paśla źniaćcia pokrywa na stale zastajecca zbożża, można czakać bahataha ŭradżaju) i saczyli za zorkami, a widać, jaszcze bolsz za Jurasiem. Pałkoŭnik stajaŭ la akna, sumna hledziaczy ŭ bok bramy; a paruczniki i Kastusia raz-poraz wybiahali na hanak, — Hrymatajła nawat wyjszaŭ za bramu. Mihcieła maleńkaja zorka, mirhali miljony zorak; i ŭsio ż nichto nie dumaŭ sieści wiaczerać, bo ŭsim usio jaszcze zdawałasia, szto Juraś woś-woś pryjdzie... Jakoje dziwa! Dahetul jany zaŭsiody światkawali światy razam!...
Daremnaje czakańnie!... treba było paczynać patryjarchalny bankiet, biez samaha lubimaha hościa! Prybyli służboŭcy sa swaimi siemjami, jakija zwyczajna prawodzili Wihiliju i pierszy dzień Wialikaj noczy ŭ pałkoŭnika, sabrałasia czeladź dla łamańnia apłatki; i kożny raz, kali adczynialisia dźwiery, pozirk Kastusi adrazu ż kidaŭsia ŭ ich bok, szukajuczy kachanaha, — daremna!... i paczaŭsia ŭźniosły i sumny abrad.
Ja nie mahu hetaha apisać, dy i jaki sens u apisańniach? Kamu Boh daŭ zachawać prastatu serca, nie zaplamlenuju atruczanym dychańniem czużoj ziamli, toj uspomnić, z jakoj tuhoj u dziciaczyja hady jon czakaŭ toj wieczar, jak paźniej jon byŭ by rady palacieć na kryłach sa szkoły, paśpieć na ŭraczystuju cyrymoniju i z błahasłaŭleńniem atrymać ad swaich darahich baćkoŭ hety simwaliczny kawałaczak apłatki; jak, nareszcie, nawat u stałyja hady, dzie b jon ni byŭ, jaki b los ni napatkaŭ, jon zaŭsiody prysutniczaŭ piaszczotnaj duszoj za baćkoŭskim stałom, dzie jaho baćki i swajaki, łamajuczy apłatku, piaszczotnymi ślaźmi adznaczali pamiać adsutnaha, a potym bałbatali pamiż saboj, miarkujuczy, kudy jon padzieŭsia, z kim jon dzielicca apłatkaj i ci jość tam chto-niebudź, kab padsaładzić jaho tuhu pa siamji? Ale toj, chto patuszyŭ hetyja światyja iskry ŭ swaim sercy, nie buduć jamu karysnyja apisańni; mahczyma, tolki kab naśmichacca z ich, nazywać światy abrad barbarstwam!... Ale ja nie mahu strymacca... piaro lacić samo pa sabie!
Z uraczystym, hłybokim chwalawańniem pałkoŭnik uziaŭ apłatku, padyszoŭ da parucznikaŭ, razłamaŭ jaje i piaszczotna abniaŭ kożnaha, szaptaŭ kożnamu nieszta na wucha, i kożny ŭskliknuŭ: «Daj Boża! Daj Boża!» Potym da Kastusi; i kali jana ŭpała jamu ŭ abdymki, kali stary, piaszczotna abniaŭszy jaje i pacaławaŭszy jaje darahuju hałoŭku, żałobnym hołasam błahasławiŭ i ŭzradawaŭsia i pradkazaŭ radasnuju buduczyniu; ślozy stajali ŭ waczach kożnaha z prysutnych, i ŭsie dumki pieratwarylisia ŭ światyja malitwy za szczaście hetaha dziciaci! Ale chto moża wykazać, szto adbywałasia ŭ duszach pałkoŭnika i Kastusi? O, niama słoŭ dla hetaha, niama!... Pieraadoleŭszy chwalawańnie, stary pawiarnuŭsia z apłatkaj da służboŭcaŭ i czeladzi, prywitaŭ kożnaha dobrym słowam, pa-baćkoŭsku abniaŭ, pryniaŭ ad kożnaha szczyryja winszawańni; Janawa tolki niczoha jamu nie skazała, bo, jak zapłakała, ubaczyŭszy Kastusiu ŭ jaho abdymkach, bolsz nie mahła wymawić ni słowa, akramia rydańniaŭ. I kali jaje ziaziulka nabliziłasia da jaje, jana zabyłasia pra ŭwieś świet, jak kinułasia joj na szyju, jak paczała abdymać jaje, caławać i błahasłaŭlać, i klikać maci i charunżynu z niabiosaŭ, i wyraszać skarhi, i suciaszać jaje samymi piaszczotnymi słowami; biednaja Kastusia bolsz nie mahła strymliwać śloz u swaim pierapoŭnienym sercy i, schawaŭszy swoj maleńki twaryk na jaje ŭłońni, zakryczała cichim i sumnym płaczam... Aż paruczniki razzławalisia! Bo kali Kastusia pierad hetym łamała z imi apłatku, kożny z ich, nawat Spisa, pramaŭlaŭ taki hładki, zhrabny kamplimient, tak daścipna winszawaŭ jaje, szto dzicia nawat uśmichnułasia, i jany ŭżo pradkazwali, szto dobry nastroj praciahniecca da kanca; a tut, jak na złość, niewynosnaja baba ŭsio sapsawała! Użo naduty Hrymatajła chacieŭ zabrać Kastusiu z Janawaj biez cyrymonij, pakłaści hetamu kaniec; ale Rubajła spyniŭ jaho, każuczy:
— Dyk ty, moj maspanieńku, dumajesz, szto sa ślaźmi na sercy lahczej, czym na waczach? Pakiń jaje! Niachaj wypłaczacca.
Hrymatajła tolki machnuŭ rukoj, a potym prycisnuŭ da waczej kułaki. I tut Kastusia padyszła da ich, uśmichajuczysia, z wiasiołym twaram, tolki z bolsz żywym rumiancam na szczoczkach, z bolszym blaskam u błakitnych waczach, i zaprasiła ich da stała. Pałkoŭnik czoknuŭsia kielicham, wiasioły szum raźniośsia pa zali, i naliŭki i starka pajszli pa kole, wyklikajuczy wialikaje zachapleńnie ŭ haściej.
Tym czasam Spisa, zławiŭszy buchhałtara, abwioŭ jaho wakoł stała i, hledziaczy na strawy, praszaptaŭ jamu dawierliwa:
— Baczysz hetaha szczupaka, panie? Jakija kawałki! Jak chamuty! Ważyŭ dwa pudy! — A toj karpik! Kali b jaho da Rubajły ŭ sażałku kinuć, tady b jaje zahaciŭ!.. A karasiki — niszto sabie! Jak rydloŭka!
Buchhałtar u zachapleńni kruciŭ haławoj, a Spisa rastaŭ ad radaści i trymaŭ pierad im usio jaszcze adkrytuju tabakierku.
Nareszcie jany sieli, i świata pajszło z wyhladu wielmi wiesieła; z wyhladu - heta szto tyczyłasia damowych, bo haściam i ŭ rai bolsz wiesieła nie było b!
Na nastupny dzień amal usia wakolica pryjszła z imszy ŭ Krynicu pa kaŭbasy, jakimi jana szyroka sławiłasia, i kali b ich nie pytali pra Jurasia, pra jakoha niczoha peŭnaha skazać nie mahli, haspadarstwa musili sprytna ŭchilacca, — dzień prajszoŭ by wielmi wiesieła. Kastusia ŭsio jaszcze wyszukwała Jurasia, jana ŭsio jaszcze cikaŭna saczyła za kożnymi prybywajuczymi sankami; ale ŭsio daremna! Taksama i paruczniki, choć szczyra wyraszyli nie dumać pra niaŭdziacznaha, nie mahli ŭstrymacca ad taho, kab czasam wyhlanuć u wakno.
Druhi dzień, treci i nastupny prajszli dawoli znosna; bo paczciwyja i dobryja hości, jakija pastajanna prybywali, nie dawali czasu na smutak.
Na szczodry wieczar , heta znaczyć wihilija Nowaha hoda, Janawa, sabraŭszy prydwornych dziaŭczat u kawiarni, rabiła roznyja warożby, da jakich Kastusia, jak i raniej, ciahnułasia. Jana raspławiła wosk, i z jaho wylili ŭ wadu dla Kastusi wyrazny wianoczak; jana puściła pieŭnia da kup pszanicy, raskładzienych u rad, i toj spaczatku kinuŭsia na jaje kupu; jana wykinuła swaje czarawiki praz akno, i czarawik Kastusi pawiarnuŭsia prosta da Olszynki; jana zahadała ŭsim z aładkaj wyjści i pasłuchać, dzie bresza sabaka, i Kastusia wyrazna paczuła brech z boku Olszynki; jana zahadała im pasłuchwać pad woknami, i Kastusi wypała ”pryjedzie”: adnym słowam, usie pradkazańni spraŭdzilisia najlepszym czynam, i naszaja niaboha pawiesialeła.
Pakul dziaŭczaty wiesialilisia, raptam z-pad woknaŭ paczułasia kala dziasiatka hałasoŭ, jakija kryczali: « Anioł mowiŭ pastucham» . Jany kinulisia da szybaŭ i zaŭważyli pryhożuju kruciaczujuczuju hwiadzku z wyjawaj Najświaciejszaj Panny, akrużanuju wiankom z rużaŭ [1]. Kastusia wybiehła, paklikała wałaczobnikaŭ u pakoj i prywiała troch starych dziadoŭ, dziŭna apranutych kazoj i żorawam, i kala dziasiatka karlikaŭ z hwiazdoj i jasielkami. Czytacz zdahadajecca, szto heta byli paruczniki i prydwornyja chłopczyki; dziaŭczaty wiedali pra heta, jak i Janawa i Kastusia, ale rabili wyhlad, szto nie zdahadwajucca.
Kastusia pabiehła za dziedam i ksiandzom probaszczam, i kali jany prybyli, paczaŭsia śpiektakl. Spaczatku wystupili jasielki, dzie woł i asioł kłaniajucca dziciaci, a try karali dorać padarunki; Irad siadzić na tronie i, wysłuchaŭszy wielmi śmiesznaje praroctwa niejkaha żydka, zahadwaje zabić usich niemaŭlat; potym szlachcicz czubicca z kazakom, potym żyd z djabłam; i, nareszcie, kryłaty cmok wychopliwaje Irada z trona. Scenu zamykaje woł, jakoha hledaczy pawinny paić piwam, i dziadok, jakomu ŭ kapialusz kidajuć hroszy.
Paśla jasielkaŭ kaza paczała tancawać, a baradaty dzied śpiawaŭ joj:
Hohoho koza!
Hohoho hoża!
Héj razchadzisia,
Razwiesielisia!
Hdzie koza chodzić,
Tam żyto rodzić,albog
Hdzie koza chwastom.
Tam żyto kustom;
Hdzie koza nohoju,
Tam żyto kopoju;
Hdzie koza roham,
Tam żyto stoham.
Dla mojej kozy
Nie mnoho treba,
Reszeto owsa
Na wierch koubasa i t. d.
Potym druhi dzied zabaŭlaŭsia z żorawam , jaki pałochaŭ dziaŭczat swajoj doŭhaj dziubaj. I, nareszcie, treci raskazaŭ pra swajo pałomnictwa ŭ Swiatuju Ziamlu, dzie jon wyciarpieŭ dziŭnyja cudy ad saracynaŭ; a potym, nakormleny mindalem i razynkami, prykawany da skały, jon woś-woś pawinien byŭ być śpieczany na soncy, kali...
U dwary zaźwinieli zwany, zastukali szmatlikija kapyty, i zahuczała radasnaja pieśnia:
Dobry wieczor wam!
Czy wy radzi nam?
Oj czy radzi, czy nie radzi.
Dobry wieczor wam!
Gdzie wesołe twarze
Mają gospodarze,
Tam jest wolno i zaśpiewać
I potańczyć w parze i t. d.
Pałkoŭnik, Kastusia, ksiondz probaszcz, a za imi try dziady wyjszli witać szerah sanak.
Na dwary stajali czaćwiora sanak, i z ich wyjszła kala dziesiatka czaławiek, jakich pałkoŭnik łaskawa zaprasiŭ u chatu. Jany ŭwajszli; heta byli panstwa starszyni i panstwa padkamoryja, dźwie pażyłyja pary, a z imi czaćwiora żwawych krakawiakaŭ i czatyry pysznatwaryja krakawianki ŭ malaŭniczych strojach. Zahuczała muzyka, zahrukali maleńkija koły i zastukali padkowy...
Pałkoŭnik i paruczniki byli nie ŭ sabie ad radaści, dumajuczy, szto jany padbadziorwajuć Kastusiu: i serca hetaj biadaczki ścisnułasia, i ślozy wystupili na waczach, bo jana ŭspomniła, jak wiesieła prajszoŭ toj wieczar hod tamu na padobnaj wieczarynie, — ale z Jurasiem... Adnak jana pieraadoleła swoj smutak, kab nie turbawać dzieda, wietliwa pacieszyła haściej i nawat paru razoŭ ustawała da mazurki.
Paruczniki nie zdymali swaich mudrahielistych strojaŭ, jakimi jany ad duszy zabaŭlali ŭsio tawarystwa; i choć usie wiedali, szto heta pany-rezidenty, jany nie mahli zdahadacca, chto z ich pad jakim ubrańniem, tak jany ŭmieła razmalawali twary, źmianili hałasy i ruchi. Tolki za stałom paśla staroha miodu fiha wydała Spisu, daliboh Hrymatajłu, a moj maspanieńku Rubajłu.
Probaszcz pajechaŭ adrazu paśla wiaczery, a reszta tawarystwa skakała da poŭnaczy i, sustreŭszy Nowy Hod poŭnym kielicham, pieradaŭszy szczyryja pażadańni haspadaru, jany ruszyli dadomu.
U padobnych imprawizawanych zabawach prajszoŭ uwieś miasapust. Heta stamiła Kastusiu, ale, baczaczy, szto dzied szczaśliwy, jana ŭdawała wiasiołaść i radaść; i nawat sapraŭdy jana paczała wiesialicca. Czamu? Skażu adkryta, choć rasśmiaszu ŭsich czysta racyjanalnych i ŭsich emansipawanych żanczyn: woś ża była na spowiedzi ŭ dzień Troch Karaloŭ, i, umacawanaja niabiesnaj jeżaj, jana nabrałasia mużnaści i adwahi, - jaje wiera acaliła jaje! Ach! bo heta taksama wialiki talisman! i chto wałodaje im, toj nie ŭpadzie pad ciażaram pakut!...
Nadyszoŭ Wialiki post, a pra Jurasia ŭsio jaszcze nie było nijakich wiestak, i kryniczanie nie pierastawali jaho czakać. Jany byli ŭpeŭnienyja, szto jon żywy, bo inaksz by ŭ ich było niejkaje aficyjnaje pawiedamleńnie; ale kudy jon źnik? Robiaczy roznyja wysnowy, jany nie mahli syścisia ni z adnoj z ich, czaściej za ŭsio, adnak, prychodzili da zdahadki, szto jon kudyści pajechaŭ z panam Ernestam. Takim czynam, dni Wialikaha postu byli sapraŭdnymi dniami żałoby, najbolsz dla pałkoŭnika, Kastusi i Hrymatajły; bo Spisa byŭ u swajoj stychii, pastajanna ławiŭ rybu, a Rubajła dahladaŭ swaje parnikowyja rassady, na jakich ahurki ŭżo byli ŭ szostym liści.
Sumny i zakłapoczany Hrymatajła, nie ŭ stanie ciarpieć takoha smutku, zapreh Adzinaha ŭ sani, uziaŭ swaje reczy i adprawiŭsia ŭ świet — szukać Jurasia.
Adwiedaŭ Minsk i Wilniu, usie kaścioły i korczmy ŭ abodwuch miestach, usie majontki i siadziby ŭ abiedźwiuch hubierniach i pytaŭsia wa ŭsich plabanaŭ, ci nie pachawali jany Juryja? u kożnaha asesara, jaki traplaŭsia jamu na szlachu, ci nie było ŭ jaho rasśledawańnia niejkaha zabojstwa ci samahubstwa? — usio daremna! Jon nidzie nie znajszoŭ swajho wychawanca, nidzie nie atrymliwaŭ pra jaho wiestak.
Użo na pieradwielikodnym tydni, zaniepakojeny, jon wiarnuŭsia ŭ Krynicu, i jamu wypała naczawać u miasteczku, dzie jon zwyczajna atrymliwaŭ posztu. Kali jon źbiraŭsia adpaczyć, pan Szaja, karczmar, uwajszoŭ da jaho ŭ pakoj i z izrailskaj chitraściu paczaŭ razmowu; i ad palityki, ad cen na zbożża i rybu jon pierajszoŭ da Krynicy i Olszynki. Hrymatajła byŭ rady dawiedacca nieszta pra swaich znajomych, tamu spytaŭ, szto tam adbywajecca? ci zdarowyja pałkoŭnik, Kastusia i paruczniki? ci nie wiarnuŭsia charunżycz?
— «Zdarowyja, zdarowyja», — skazaŭ Szaja, — «ale szkada, szto charunżycza niama!»
— «Jakija tabie da hetaha sprawy?» — spytaŭ Hrymatajła.
— «A!» — skazaŭ żyd, machnuŭszy rukoj, — «u nas jość niewialiki interas».
— «Szto tam za interas?»
— «Trochi mnie zapazyczyŭ, a termin na waszaje świata».
— «Zapazyczyŭ!» — zakryczaŭ Hrymatajła, uskokwajuczy na kreśle.
— «Maleńkaja drobiaź!» — praciahwaŭ żydok dalej, — «tolki jana b zaraz wielmi spatrebiłasia dla handlu».
Kroŭ u Hrymatajły pryliła da haławy i zaliła woczy.
— «Kolki ż tam?» — spytaŭ jon, prykidwajuczysia abyjakawym.
— «A! Paru tysiacz! Drobiaź!»
Hrymatajła skryhatnuŭ zubami, ale strymaŭsia, skazaŭ byccam niadbała.
— «A Hryka zapłacić tabie hetyja dźwie tysiaczy złotych».
— «Kali, panie, dźwie tysiaczy rubloŭ! Nie wiedaju, ci jość jany ŭ kasie, bo niczoha nie pradawali, bo nie było czaho pradawać».
Hrymatajła ŭskoczyŭ z kresła, ścisnuŭ kułaki, hatowy byŭ razduszyć żyda daliboh u kaszu; ale strymaŭsia, wypiŭ szklanku wady i znoŭ sieŭ, ścisnuŭ zuby, ruka była tak mocna ścisnuta, szto palcy traszczali, i jon ciażka dychaŭ.
Praz chwilu, trochi supakoiŭszysia, jon skazaŭ z dobra ŭdawanaj abyjakawaściu:
— «O, praŭda, praŭda! Ja zabyŭsia! Hryka kazaŭ mnie nieszta pra toje, szto atrymaŭ rasparadżeńnie... a pra kasu budź spakojny! — paśpieszliwa dadaŭ jon, — za jaje jaszcze można kupić daliboh z karapuzami sto takich parchatych, jak ty, Juda!»
Jon schapiŭ jaho za kaŭnier i pierakinuŭ za paroh; zamknuŭ dźwiery, nabiŭ lulku i paczaŭ chadzić pa pakoi, czas ad czasu sploŭwajuczy i marmyczuczy: «Dźwie tysiaczy rubloŭ! Dźwie tysiaczy rubloŭ! daliboh pa wuszy zahraz!» Nareszcie, wykuryŭszy ŭwieś pakiecik tytuniu, nie raspranajuczysia, jon kinuŭsia na łożak.
- ↑ Hwiazda — heta obrucz ad sita abo reszata, da jakoha dadajucca pramiani abo rohi; na obrucz, a taksama na rohi, naciahwajecca waskawanaja papiera z jakoj-niebudź światoj wyjawaj; unutr źmiaszczajecca zapalenaja świeczka. Jana macujecca na kijku i krucicca jak młyn z dapamohaj składanaha miechanizmu. (zaŭwaha Aŭtara)