Zaraza/XII
| ← XI | Zaraza (bytawy abrazok) Аўтар: Адам Плуг 1850 (пераклад 2025) Арыгінальная назва: Zaraza Пераклад: Nejrust |
XIII → |
Zaraza ŭzmacniajecca
Dastatkowa stamiŭszy i czytaczoŭ, i siabie niepatrebnymi padrabiaznaściami, i dumajuczy, szto ŭżo daŭ takija-siakija prykłady mietadu pani Amielii i charaktaru zarazy, pra jakuju piszu, ja pasprabuju być maksimalna łakanicznym u dalejszym apawiadańni, kanca jakomu jaszcze nie widać. Ale zahadzia abwiaszczaju, szto nawat u kancy nie budzie nijakaj dramatycznaści ani na paŭhrosza, intaresu ni na makawaje ziernie! Bo, kali łaska, pamiatajcie, szto heta karcina, usie piersanaży jakoj bacznyja adrazu, i ja tolki tłumaczu ich stanowiszcza.
Juraś ślepa kinuŭsia ŭniz pa schile, na jaki jaho nierazumna pastawiła hanarystaść, a słabaść charaktaru zatrymała. Jon nawiedwaŭ hrafoŭstwa ŭsio czaściej i czaściej, i, nareszcie, staŭ ich amal sztodzionnym hościem. Pani Amielija, dawiedaŭszysia jaho charaktar, szto, dareczy, było niaciażka, uliczwajuczy jaho prastatu, całkam awałodała im; i paŭtornymi ŭdarami kpinaŭ jana, nareszcie, pazbawiła jaho ŭsich skarbaŭ jaho duszy, ci, chutczej, tak apahaniła ich, tak zrabiła ich ahidnymi, szto kożny raz, kali jon źwiartaŭ na ich pozirk, jaho achaplali i ahida, i soram!
Astatniaje rabiłasia czytańniem, pryczym samym sistematycznym czynam. Usio samaje amaralnaje, dzie byŭ samy biessaromny cynizm, paczynajuczy ad skandalnych miemuaraŭ kurtyzanak, luboŭnych ramanczykaŭ Balzaka i Pola de Koka i łuchty Rabela, aż da Waltera, Walneja i Holbacha — usio heta jaho prymuszali czytać, a potym, u razmowach pra praczytanaje, imknulisia źwiarnuć wyklucznuju ŭwahu na toje, szto było najbolsz ahidnym, najbolsz apahańwajuczym duszu, szto ŭzwyszała materyjalizm i żywiolnuju paczućciowaść. I hradacyja była nastolki ŭmiełaj, szto biedny Juraś nie zaŭważyŭ, u jakuju biezdań jon kinuŭsia! Spaczatku ŭsio paczałosia z niawinnych ramanczykaŭ, dzie złaczynnaja straść, paetyzawanaja, upryhożanaja, wyklikaje tolki spaczuwańnie i, prachodziaczy praz samyja żachliwyja złaczynstwy i atakujuczy samyja światyja abawiazki, zaŭsiody zdajecca niaszczasnaj achwiaraj, pakutnikam czaławieczych zababonaŭ i barbarskich zakonaŭ, a zakanczwałasia sotniaj apowieściaŭ Balzaka i da taho padobnych śpiecyjalistaŭ u lohkaj litaratury; paśla czaho paczynaŭsia kurs fiłasofii, pra jaki ja ŭżo zhadwaŭ.
Jurasiu heta wielmi spadabałasia; ale jakoj sientymientalnaj zdawałasia jamu paźniej jaho rodnaja litaratura!.. Bo treba wiedać, szto pa zahadu pani Amielii jon czytaŭ joj uhołas polskija knihi, i jana tak wywaroczwała jaho samyja lubimyja twory, paczynajuczy z tych samych «Bierahoŭ Wilii », wywaraczwała nawywarat, tak wyśmiejwała, tak absypała ich kpinami, tak pryniżała, paraŭnoŭwajuczy ich z francuzskimi szedeŭrami, szto nareszcie biedny charunżycz z soramam pryznaŭsia joj, szto nie razumieje, jak moh atrymliwać ad hetaha zadawalnieńnie, i jon użo zusim nie aburaŭsia, kali jana nazywała ŭsio heta miaszczanskaj litaraturaj!
Adnak, niahledziaczy na hetaje czytańnie i razmowy, niahledziaczy na samaje dawierliwaje abychodżańnie z boku hrafini, in gratiam kreŭnaści, niahledziaczy na najwyszejszuju i najśmialejszuju kakietliwaść, Juraś, na żal, zaŭsiody byŭ saramliwy, zaŭsiody poŭny pawahi da pani Amielii, jakaja nie mahła zrazumieć, szto heta znaczyć, bo dobra wiedała, jaki zapał jana ŭ im wyklikała!.. Biadaczka ŭpała ŭ rospacz! I, baczaczy, szto ideał Dżałmy nie ażyćciaŭlajecca, jana paczała jaszcze bolsz pracawać, kab ażyćciawić druhuju pałowu swajoj mary. Dyk woś, Juraś hulaŭ u karty i biljard, bo hulaŭ z pani Amielijaj; jon kupiŭ u hrafa kania wierchawoj jazdy za 150 dukataŭ, bo pani Amielija jezdziła wiercham, i Juraś musiŭ jaje suprawadżać, a jon saromieŭsia swajho kucaha konika; jon kupiŭ u pana Ernesta taksama cudoŭnaje siadło i paponu, dy jaszcze i za biescań , a taksama dźwie strelby i paru pistaletaŭ. Ale na hetym usio nie skonczyłasia: hraf czasta nawiedwaŭ Olszynku, i hrafinia czasta zachodziła tudy z prahułki; Uzradawany Juraś rychtawaŭsia da najpyszniejszaha pryjomu i ŭsio sypaŭ i sypaŭ hraszyma!.. I paśla kożnaha takoha wizitu jon zwyczajna ŭwodziŭ nowuju raskoszu pad swaju ścipłuju strachu; bo ci ŭśmieszka, ci miżwolnaje słowa, ci, nareszcie, dawierliwaje papiaredżańnie hrafini pakazwali jamu na nieszta prawincyjnaje, szlachciukowaje , szto paruszaje prawiły dobraha tonu, ci ŭ mebli , ci ŭ absłuhoŭwańni, ci ŭ sierwiroŭcy stała. Ja nie budu kazać pra tualet charunżycza, u jakim jon spaborniczaŭ z panam hrafam.
Takim czynam, za niekalki miesiacaŭ nie tolki byŭ wyczarpany ŭwieś kapitał, nie tolki byli pradadzieny ŭsie zapasy zbożża, harełki i miodu; ale nawat znajszlisia daŭhi! I jakija jaszcze daŭhi! Na żal, lichwiarskija!.. szkolnyja dni paŭtarylisia ŭ wielizarnych masztabach!! Juraś prajhraŭ adrazu piaćdziasiat dukataŭ u karty; i tut u jaho nie było ni hrasza ŭ zapasie! Jon hulaŭ biez hroszaj, bo nie mieŭ dastatkowaj ułady nad saboj, kab admowicca ad hulni; prajhraŭszy, jon musiŭ wiarnuć doŭh na nastupny dzień... Dyk woś, nie doŭha dumajuczy, pajszoŭ jon u horad, da paczciwych żydkoŭ, i pad 30 pracentaŭ atrymaŭ dźwieście dukataŭ, bo padumaŭ sabie: ja b lepsz adrazu pazyczyŭ bolsz, bo nawat u haspadarcy jość roznyja terminowyja patreby. Ale praz niekalki miesiacaŭ jon znoŭ zastaŭsia biez hroszaj, choć i nie zadawoliŭ nijakaj patreby; tamu jamu dawiałosia ŭziać nowy doŭh. Na hety raz jon atrymaŭ 200 rubloŭ biez pracentaŭ na dwa miesiacy; tolki paabiacaŭ panu Jankielu z wietliwaści niekalki dziasiatkaŭ harszkoŭ zbożża, pud miodu i niekalki sażniaŭ drewa. Wiarnuŭszysia dadomu, jon znajszoŭ tam niejkaha swajho ciozku, jaki z dalokaj miaściny, z kijkom, u szerym kapocie i łapciach, z sucharami i paczkam dakumientaŭ u barsukowaj torbie, zajszoŭ da jaho, prosiaczy sa ślaźmi dazwolić jamu padpisać jaho papiery dziela jaho szaści synoŭ, a zaadno pazyczyć jamu chacia b sto rubloŭ na paświedczańnie asoby. Jon achwotna dazwoliŭ pierszaje, ale na druhoje mocna źbianteżyŭsia; adnak ża jon adliczyŭ sto rubloŭ, choć heta była tolki pałowa tolki szto pazyczanych hroszaj! Bo i dobraje serca, i pychliwaść, i strach, szto wiestka pra takoha ciozku moża dajści da hrafa, nie dazwalali jamu admowić. Dyk jon addaŭ hroszy i adprawiŭ hościa jak maha chutczej; bo bajaŭsia, szto hraf moża pryjechać. A raniej, hod tamu, jon by abawiazkowa wietliwa pasadziŭ jaho za stoł, paczastawaŭ by niekalki dzion i z achwotnym i lohkim sercam, tolki z czystaj paczciwaści, akazaŭ by jamu patrebnuju padtrymku!
Pierszyja dźwie pazyki kasztawali biednamu Jurasiu niamała. U szto jon uhryźsia, nad czym muczyŭsia, piersz czym nareszcie wyraszyŭ pajści da żydkoŭ, ciażka apisać. Treci raz byŭ lahczejszy; i ŭ reszcie reszt, byccam z ułasnaj skarbonki, czerpaŭ z lichwiarskich miaszkoŭ! I pazyczyŭszy tak szczodra, biadak nie zadumwaŭsia pra nastupstwy, a dakładniej, zadumwajuczysia, jon nie baczyŭ ich żachu. Bo kali jon pryznaczaŭ datu apłaty, jon byŭ upeŭnieny, szto nie prapuścić jaje: jon zahadzia padliczyŭ, kolki jamu pryniasie pole, za kolki jon zmoża jaho pradać, kolki daść pasieka, kolki winakurnia, kolki woźmie za woŭnu, masła, syr i h.d.... i jon cieszyŭsia sałodkaj nadziejaj, szto nie tolki wypłacić swaje daŭhi, ale i budzie mieć zapas! Byccam jon zakluczyŭ damowu z Panam Boham, szto toj dabrasławić pole, pasieku i statak i pryniasie dobruju canu!... Termin nastaŭ; nadziei nie apraŭdalisia, nie było czym płacić daŭhi; i nielha było nie trymać słowa! Tamu jon pazyczyŭ pad szalonyja pracenty ŭ inszym miescy, kab adkupicca ad staroha lichwiarstwa, i tak biez pierapynku!.. Kali b hod tamu niejkaja biada prymusiła jaho ŭziać u doŭh, jon spaczatku pajszoŭ by da pałkoŭnika, ci da kaho-niebudź z susiedziaŭ, jakija b jamu zaraz dakładna nie admowili, nawat nie ŭdajuczysia ŭ toje, na szto jamu patrebnyja hroszy; ale ciapier jon byŭ bolsz śmieły z żydami, czym sa swaimi najlepszymi siabrami!!!
U takim stanowiszczy spraŭ, wiadoma, jon usio radziej bywaŭ u Krynicy, i to ŭżo nie z upadabańnia, a jak by z abawiazku, i z niepryjemnaha abawiazku! Nieadnojczy nawat i ŭ niadzielu nie prychodziŭ, bo taksama ŭsio radziej zahladaŭ u kaścioł; a kali i zahladaŭ, dziakujuczy wuczeńniam pani Amielii, jamu ŭżo było soramna stanawicca na kaleni pa-staromu i malicca z knihaj! A kali jon iszoŭ da ksiandza probaszcza na śniadanak, jon wyhladaŭ tak, byccam jaho abrabawali! Jamu było soramna za swaich susiedziaŭ, jakija spaczatku żartawali z jaho nowaha siabroŭstwa, jaho elehantnaści, jaho doŭhich wałasoŭ i barady, stawiaczysia da jaho z takoj ża familjarnaściu, jak i raniej; ale kali jany zaŭważyli jaho chałodnaść i nawat hrubaść, jany pawolna, pawolna paczali addalacca, nawiedwać Olszynku ŭsio radziej i radziej; i, nareszcie, kali jany zaŭważyli, szto jany turbujuć jaho swaimi wizitami, szto jon nikoli ich nie nawiedwaje, jany zusim ad jaho adczużylisia. Kali b jon adczużyŭ tolki sercy swaich susiedziaŭ! Paczciwaje Hrykoŭstwa, pad waczyma jakich jon wyras z kałyski, jakija nazirali i jaho chryszczeńnie, i śmierć baćkoŭ, i nieśli ich cieły ŭ mahiłu, Hryk z żonkaj, jakija lubili jaho jak rodnaje dzicia, pahardżanyja, adpraŭleny żyć u asobnuju siadzibu, bo jany byli pieraszkodaj za stałom, bo jamu z imi było ciesna ŭ domie, — jany nie pierastawali lubić jaho ŭsim sercam; ale hłyboka aburanyja, jany czasta skardzilisia, nie raz nawat płakali na panicza, pierad Jasiem i Andrusiom, jakija szczyra dapamahali im u hetym, bo da ich panicz taksama astyŭ. Ale, nie każuczy ŭżo pra źmienu paczućciaŭ, nowy ład żyćcia Jurasia i jaho marnatraŭnaść turbawali ich najbolsz i byli najbolsz czastaj temaj ich sumnaj razmowy. Paddanyja taksama adczuwali hetuju źmienu, i, pazbaŭlenyja baćkoŭskaj apieki swajho pana, jany żudasna pakutawali...
Szto ja mahu skazać pra Krynicu? Ja nie budu spyniacca na pakutach biednaj Kastusi; lohka zrazumieć, wiedajuczy jaje szczyraje serca, jaje aniolskuju dabryniu, jaje hłybokuju prywiazanaść da Jurasia, jakoha jana z dziacinstwa prywykła lubić i liczyć swaim tawaryszam usiaho żyćcia. Biadaczka ciarpieła, jana ciarpieła niewyrazna! ale mocnaja wieraj i dawieram da Boha, jana znosiła swaje pakuty z pakoraj, i niwodny paboczny pozirk nie baczyŭ ni najmienszaha ich cieniu. Nawat paruczniki, nawat pałkoŭnik, jakija nasili jaje ŭ swaich sercach, baczyli tolki, szto jaje twar źbialeŭ, szto jana stała bolsz surjoznaj; akramia taho, jany nie zaŭważyli ni najmienszaj źmieny ni ŭ czym. Taja ż dabrynia, taja samaja słodycz, toj ż kłopat pra ŭsich i kożnaha... i staryja sardeczna cieszylisia, bo im zdawałasia, szto jany tak umieła chawajuć swoj ułasny smutak ad Kastusi, szto jany tak umieła tłumaczać joj uczynki Juryja i szto im tak paszancawała zabiaśpieczyć joj zabawu!... U hetym aposznim, adnak, jany nie wielmi pamylalisia; bo dobraja Kastusia mieła najbolsz zabaŭ dziakujuczy ich łascy, bo najbolsz kłapaciłasia pra ich spakoj, starałasia ŭsialak zrabić ich żyćcio pryjemniejszym, i, wiedajuczy, szto atrucić ich spakoj swaim smutkam, najbolsz starałasia zmahacca z im. Ale jany pamylalisia nakont pierszaha i druhoha: bo jana zanadta dobra baczyła ich kłopat, bo wiedała pra Jurasia stolki ż, kolki i jany... jana dumała, szto wiedaje ŭsio, nawat nie padazrajuczy pra daŭhi, złaczynnuju straść ci hetaje żudasnaje apahańwańnie starażytnych światych reczaŭ! - szczaśliwaja! - Tak abodwa baki, chawajuczy adzin ad adnaho swaje pakuty, sprabujuczy sucieszyć adzin adnaho, razam chawali wiestki pra Jurasia: staryja, kab nie chwalawać Kastusiu, a Kastusia - kab nie chwalawać dziadkoŭ i nie naklikać hniewu na Jurasia.
A ŭwieczary, kali jana zamknułasia ŭ swaim maleńkim pakoi i, upaŭszy na kaleni, uwieś ciażar swaich pakut u malitwie pierad Boham składała; o, jakija horkija, jakija wialikija byli ślozy, z jakimi smutak liŭsia z duszy! O, jakaja ŭźniosłaja, jakaja baluczaja była hetaja malitwa, ci chutczej hetaja skarha pierad Najświaciejszaj Pannaj, pierad hetaj miłasernaj maci kożnaj siraty! U baluczym zabyćci, byccam sapraŭdy na ŭłońni maci, jakuju jana tak rana straciła, horacza płaczuczy, niaboha spawiadałasia wa ŭsich swaich ciarpieńniach, wa ŭsioj swajoj baleści i maliła padtrymki i suciaszeńnia.
Nie raz uwieczary da jaje prychodziła paczciwaja Janawa, jakaja za hetyja niekalki miesiacaŭ pasiwieła da aposzniaha wałaska i schiliłasia da ziamli, byccam apracoŭwajuczy mahiłu!
- ”Dobry wieczar, pannaczka!”
- ”Dobry wieczar, darahaja babcia! a szto? jon i siońnia nie pryjechaŭ!” - mowiła Kastusia śloznym hołasam.
- ”Nie pryjechaŭ! maja darahaja hałubka!” - adkazała Janawa, uzdychnuŭszy.
- ”I lepsz, szto nie pryjechaŭ”, - znoŭ mowiła Kastusia; — bo nawoszta jamu pryjazdżać, kali ŭżo jamu tut tak niamiła!»
I ślozy ruczajom ciakli z jaje waczej... Janawa biehła da jaje, jak szmat hadoŭ tamu da płaczuczaj u kałyscy, i, zabyŭszysia pra ŭwieś świet, sieła pobacz z joj na kanapu, pryciskała jaje maleńkuju hałoŭku da kaleniaŭ, piaszczotna caławała i rydała, szaptała słowy suciaszeńnia, i takija piaszczotnyja, takija szczyryja, takija zadumiennyja, szto biednaja Kastusia, jak kaliści dziciom supakojwała ślazy ad jaje hołasu, tak ciapier suciaszałasia ad żalu; i choć ślozy ciakli, jany ciakli biez bolu, nie hryźli ni serca, ni waczej; i choć jana skardziłasia, skarha nie razdrażniała jaje duszu, a prynosiła palohku ad pakut... Ale ci zmahu ja apisać usio heta? A kali b i apisaŭ, ci szmat chto zrazumieŭ by świataść hora i wielicz hetaha suciaszeńnia?!
Kali ŭreszcie, abniaŭszy swajo dzicia, babulka adychodziła, jana zwyczajna rekamiendawała praczytać Litaniju Pieramianieńnia Panskaha, a Boh usio pieramienić.
Da hetych pakut dadalisia nowyja, ale, na szczaście, jany doŭżylisia niadoŭha. Pan Ernest, czyje mary i namiery my wiedajem, zaŭważyŭszy, szto Juraś karystajecca wialikaj luboŭju swajoj wysakarodnaj żonki, byŭ szczyra zadawoleny i wyraszyŭ jak maha chutczej ażyćciawić swaje płany. Jon niekalki razoŭ prasiŭ pani Amieliju pasiabrawać z Kastusiaj i zaprasić jaje da siabie; ale daremna; tamu jon sam paczaŭ usio czaściej nawiedwać Krynicu. Jaho zusim nie źbianteżyła nieŭzajemnaść i nawat widawocznaja chałodnaść pałkoŭnika; jon znachodziŭ tysiaczu padstaŭ, to dla parady, to dla niejkaj pakupki, to z niejkaj prapanowaj, jon znoŭ i znoŭ nawiedwaŭsia ŭ Krynicu. Jon nadakuczwaŭ pałkoŭniku nachabnaj liśliwaściu i absypaŭ Kastusiu ŭsio nowymi i nowymi nazojliwymi wietliwaściami. Chałodnaść i nawat niepryjaznaść, jakuju da jaho widawoczna prajaŭlali, zusim nie dapamahali. Kastusia ŭnikała jaho tawarystwa, jak mahła; ale kali, z abawiazku chatniaj haspadyni, jana zjaŭlałasia choć na karotki momant, pan Ernest adrazu ż nakidwaŭsia na jaje sa swaimi kamplimientami i zaŭsiody prymudraŭsia ŭkinuć dwuchsensoŭnaje słowa pra Jurasia, jakoje, jak atruczanaja strała, pranizwała serca biednaj Kastusi. Czaściej za ŭsio jon namiakaŭ na jaho zalacańnie da adnoj z huwiernantak... Ale na hetym sprawa nie skonczyłasia: jon dawodziŭ swaju nachabnaść da takoj stupieni, szto nawat adważwaŭsia pasłać padarunak! Czasam apielsiny, czasam piersiki, czasam niejkija zamorskija kwietki ci nieszta padobnaje... Ich adchilali; jon pakidaŭ, kali sychodziŭ; jany adpraŭlali nazad, jon znoŭ prywoziŭ nazad! Rubajła duŭsia i skardziŭsia swaim kaleham, jakija zaŭsiody paźbiahali hrafa; Spisa pazielanieŭ, a Hrymatajła razjuszyŭsia ad złości, i ŭsie troje czasta ŭhaworwali pałkoŭnika nareszcie pakazać złamyśniku na dźwiery. Pałkoŭnik tolki cior łob i adkazwaŭ:
— «Ci ja niedastatkowa wyrazna pakazwaju? Ci prosta warta ŭziać jaho za kaŭnier?»
— «O, tak!» — zakryczaŭ Hrymatajła, — za kaŭnier i wykinuŭ precz za dźwiery niamieckim abszydam !... kali b u mianie była ŭłasnaja chacina! Ho-ho! Ja b nawuczyŭ jaho świstać pa kaściole!»
— «Tak, moj maspanieńku», — mowiŭ Rubajła, — wykińcie hetaha niahodnika, jak podłaha krata». —
— «Fihu jamu ŭ nos!» — prapiszczaŭ pan Spisa.
— «Ale bojciesia Boha !» — mowiŭ pałkoŭnik, — «nielha hetaha rabić... Jurasiu treba skazać pra heta».
Hrymatajła raskazaŭ charunżyczu, szto zdaryłasia, kali hraf pryjechaŭ u Krynicu, pakul jaho nie było. Bo zwyczajna tak było, kali Juraś byŭ z hrafiniaj, hraf byŭ u Kastusi. Kroŭ u sercy charunżycza zakipieła… ale jon niczoha nie rabiŭ, bo szto ż moh zrabić?
Tamu paruczniki wyraszyli dziejniczać sami.
Hraf czasam pryjazdżaŭ z żakiejem, adnakonnym faetonikam, jakim sam kirawaŭ. Nu, adnojczy, kali jon tak pryjszoŭ, usie try paruczniki razam wyjszli z domu, i tolki praz hadzinu paśla jaho adjezdu jany wiarnulisia razam. Pan Ernest musiŭ zjechać biez żakieja, bo śpiŭsia jak bela i nie szawaliŭ ni rukoj ni nahoj.
Minuŭ tydzień, druhi i treci, a pan Ernest tak i nie zjaŭlaŭsia. Pawiesialeła Kastusia , pawiesialeŭ pałkoŭnik , i, wiedajuczy ad Jurasia, szto hraf doma i nie chwory, sardeczna cieszyŭsia, szto nareszcie zrazumieŭ sens jaho chałodnaści; i paruczniki, padmirhnuŭszy adzin adnamu, źlohku ŭśmichnulisia.
Ale wierniemsia da Jurasia.
Zaczarawany pani Amielijaj, nie ŭ stanie sam uświadomić paczućcio, jakoje muczyła i wabiła jaho, jon nie pierastawaŭ kachać swaju Kastusiu pa-staromu, spakojna, ale hłyboka, tym nie burnym, ale mocnym paczućciom, jakoje zwyczajna maje miesca ŭ takim wypadku, kali para, pryznaczanaja adno adnamu z dziacinstwa, kachaje swabodna, biez tych strasznych ramantycznych pakut i pieraszkod, jakija niby ŭzmacniajuć i raspalwajuć paczućcio, a na samoj sprawie źniasilwajuć jaho. Ale hetaje cichaje kachańnie nie było baczna ciapier pad toj pałajuczaj straściu, jakuju ŭ im wyklikała pani Amielija; i jaho serca było padobna na tuju lampu, u jakoj haryć alej u wadzie, i ŭ reszcie reszt knot, jaki pałaje ŭ toj ża wadzie, haśnie. Praŭda, czystaja wada ad hetaha dotyku prahorknie i nabudzie niepryjemny pach; ale kali zachacieć, jaje można aczyścić i wiarnuć joj byłuju świeżaść.
U takim stanie duszy, jak my baczyli wyszej, charunżycz redka nawiedwaŭ Krynicu; a kali i nawiedwaŭ, to nie prynosiŭ radaści ni sabie, ni swaim siabram. Byłaja swaboda i szczyraść źnikli; Kastusiu achapiŭ smutak pry wyhladzie wałasataha, baradataha, prybranaha Jurasia, tamu jana ŭżo nie mahła być z im takoj wiasiołaj, jak raniej, nie mahła prymusić siabie wieści staryja razmowy, tyja czaroŭnyja razmowy, jakija tak cieszyli duszu, jakija pasyłali takija szczaśliwyja sny Juryju pra błahasłaŭlonuju maci z Niabiesnaj krainy. Charunżycz znoŭ, miżwoli adczuwajuczy siabie winawatym, u Krynicy nie moh aczyścić abliczcza, bo sumleńnie klikała jaho zanadta sumnym hołasam!... I akramia taho, (czamu b nie skazać praŭdu?) kożny raz, kali jon hladzieŭ na Kastusiu, jon adrazu ŭspaminaŭ i rumianiec praczki, i żoŭtyja wałasy, i woczy, jak cybula, i ŭsie tyja kpiny, jakich hodnaja hrafinia zusim nie szkadawała dla biednaj dziaŭczyny, szczodra padtrymanyja panam Ernestam, jaki paśla taho aposzniaha wizitu z zaŭziataściu ŭ sercy apyrskaŭ lutaj atrutaj usio, szto raniej chwaliŭ da niabiosaŭ. Tamu jamu stała prykra ŭ jaje tawarystwie, i jon saromieŭsia takoj niawiesty; i — kali b u jaho byŭ krychu bolsz enierhiczny charaktar, jon by napeŭna nazaŭżdy parwaŭ swaje adnosiny z Krynicaj!.. Nie raz, baczaczy smutak Kastusi, jon duŭsia ŭ duszy i winawaciŭ jaje pierad saboj u dziwactwach, u niewynosnych kapryzach i żadańni kirawać im i h.d. — Jakaja joj szkoda, szto ja pasiabrawaŭ z hrafam? Jana pawinna być szczaśliwaj! Niaŭżo jana nie baczyć toj spryjalnaj źmieny, jakaja adbyłasia ŭwa mnie z taho czasu, jak ja bywaju ŭ jaho? Toje, szto jon staŭ wymuszanym frantam, jon nazywaŭ heta spryjalnaj źmienaj; a raniej jon ciarpieć nie moh takich paniczoŭ, da jakich byŭ padobny siońnia! Bywali znoŭ i takija chwiliny, kali smutak jaho niawiesty nie zławaŭ jaho, a napaŭniaŭ żalem; jon dumaŭ tady pra siabie: treba jaje ŭdaskanalić, trochi abciasać, bo ja pawinien ażanicca z joj; a kali jana zastaniecca takoj, jakaja jość, ja zwarjacieju!... I jon paczynaŭ razmowu pra pana Ernesta, krasamoŭna raspawiadaŭ pra wychawańnie jaho maleńkaj daczki i jaje huwiernantak, żadajuczy takim czynam nawuczyć Kastusiu wialikaświeckaha taktu; ale Kastusia słuchała hetyja słowy nieachwotna, bol ściskaŭ jaje serca, ślozy nawaroczwalisia na woczy, i biadaczka musiła ŭciakać, kab schawacca z imi! A Juraś, naduŭszysia, jechaŭ dadomu.
Paruczniki taksama jamu nadakuczyli, i jon zławaŭsia na ich za toje, szto jany jaho turbujuć. Chto wiedaje, dumaŭ jon sabie, czaho jany ad mianie choczuć? Jany dumajuć, szto ja jaszcze szkolnik i nie pawinien stupić ni kroku biez ich dazwołu! Woś tabie asabliwy despatyzm! — A jany, sa swajho boku, nie mahli być z im, jak raniej. Jany niekalki razoŭ hawaryli z papiaredżańniami; ale kali ich nieachwotna słuchali, jany nareszcie zdawalisia, tym bolsz szto pałkoŭnik prasiŭ ich pra heta. I z ciażaram na sercach im było ciażka, jak i raniej, swabodna, szczyra, wiesieła hawaryć pra swaje sady, dziczynu i rybu. Jury ża nie mieŭ źmiestu dla raniejszaj razmowy; a toje, pra szto jon moh hawaryć, jon wiedaŭ, nie pacieszyć prastadusznych starych!... Heta adbyłosia nie raptoŭna — pastupowa; ale dawoli chutka, bo niekalki miesiacaŭ pastawili reczy na takuju asnowu.
Czytacz, napeŭna, zadajecca pytańniem, czamu pałkoŭnik, jak jaho apiakun, nie pasprabawaŭ strymać Jurasia? Czamu jon nawat prasiŭ parucznikaŭ nie turbawać jaho papiaredżańniami? — Paruczniki taksama zdziŭlalisia hetamu i czasta pytalisia, czamu jon nie papiaredziŭ, czamu nie pawuczaŭ chłopca pa-baćkoŭsku? Pałkoŭnik adkazwaŭ: «Paczakajcie, paczakajcie! Pakul jaszcze nie ŭsio tak drenna; i akramia taho, ja ŭżo kazaŭ wam, szto ŭ hetym nieszta jość». Nareszcie, kali jany paczali jaho mocna turbawać, jon adkryta pryznaŭsia, szto wyraszyŭ skarystacca hetaj mahczymaściu, kab dać Jurasiu pamiatny ŭrok: «Wy wiedajecie jaho charaktar, — skazaŭ jon, — i jaho sumlennaje, ale lohkaje serca z niemałoj dolaj pychliwaści i schilnaściu da praźmiernaściej. Ale ci pamiatajecie, szto zdaryłasia ŭ szkole? Praŭda, paśla śmierci maci jon całkam źmianiŭsia; ale ciapier baczycie, szto heta było tolki wynikam adsutnaści spakusy, i kali znajszłasia, nie wykarczawanaje pustazielle znoŭ paczało raści. Tamu ja wyraszyŭ, kab wyleczyć jaho, abychodzicca z jaho chwarobaj jak z kataraktaj, heta znaczyć paczakać, pakul jana paśpieje. Ciapier usie papiaredżańni buduć marnymi; my tolki adczużym jaho ad siabie abo adterminujem żadany kryzis, jaki musić nastupić; a kali jon nastupić, kali nas użo pakładuć u mahiłu, kali nie budzie kamu saczyć za chworym czaławiekam pa-naszamu ŭ hety wyraszalny momant, lohka pradkazać, jakim budzie kaniec. Tamu ja addaju pierawahu nie źmiakczać chwarobu; kali b moh, ja b nawat paskoryŭ kryzis, pra jaki każu, bo nie chaczu niaszczaścia majoj Kastusi, bo i Jurasia mnie szkada. Pamiataju, jak adnojczy, kali maja maci źbirałasia adjechać ŭ dalokuju darohu, kudy jana nie mahła ŭziać mianie z saboj, heta zdaryłasia ŭ toj czas, kali dzieci byli ciażka chworyja na adzior, bajuczysia, szto ja źnieprytomnieju ŭ jaje adsutnaść, jana naŭmysna zaraziła mianie, kab ja pierażyŭ chwarobu pad jaje apiekaj. Ciapier i ja tak chaczu pastupić: niadoŭha mnie ŭżo tut zastałosia; niachaj maja dziatwa zaraz pierachwareje. Ale budźcie aściarożnyja! Nie zasynajcie, darahija kalehi! Dawajcie budziem saczyć za ŭsimi simptomami jak maha ŭważliwiej, kab my mahli swojeczasowa ich wyprawić.
Paruczniki pryznali słusznaść hetych zaŭwah i z sumam, ale i z pakoraj czakali hetaha kryzisu. Jany saczyli za simptomami jak maha ŭważliwiej; asabliwa paczciwy Hrymatajła czasta rabiŭ roznyja pajezdki na swaim Adzinym, kab paczuć szto-niebudź ad ludziej; ale jon mała szto dawiedaŭsia. Bo toje, szto Juraś marnawaŭ siabie ŭ raskoszy, wystaŭlaŭ siabie na paśmieszyszcza, zaniadbaŭ haspadarku i paddanych, szto adczużyŭ dobrych siabroŭ, było jamu ŭżo daŭno wiadoma; a nakont daŭhoŭ i maralnaha zaniapadu — chto moh pawiedamić?
Usio było mienawita tak, kali Juraś adnojczy abwiaściŭ pałkoŭniku, szto wyraszyŭ pajechać u Wilniu, kab pastupić na dziarżaŭnuju służbu chacia b na hod, kab pawysić swoj czyn, biez czaho, pawodle niadaŭna abwieszczanaha aktu, nielha było zajmać hramadzianskija pasady. Pałkoŭnik szczyra ŭchwaliŭ hety namier, bo choć jaho i niejak zdziŭlała żadańnie Jurasia pajechać u Wilniu, kali jon moh by zasłużyć czyn u Minsku ci nawat u Słucku, jon zaŭsiody byŭ rady, szto chłopiec dumaje pra surjoznyja reczy, i najbolsz tamu, szto jon parwie stasunki z hrafoŭstwam. Paruczniki chitali hałowami, pastajanna paŭtarajuczy: czamu ŭ Wilniu? Ci nie żadaŭ by bliżej! ale, akramia taho, jany nie byli suprać hetaha namieru. Kastusia dawiedałasia pra heta tolki z niewymoŭnym sumam; i choć z wyhladu mużna pierażywała razłuku, ale haraczyja ślozy i malitwy pierad Boham i szczyryja skarhi pierad Janawaj świedczyli, szto macniejszy bol achapiŭ jaje serca... Sapraŭdy, niejkaje zławiesnaje pradczuwańnie awałodała jaje duszoj, i jana niczoha nie mahła zrabić, kab prahnać jaho.
Juraś adjechaŭ z piaszczotnym raźwitańniem, abiacajuczy pisać jak maha czaściej i pryjazdżać na światy; a praz niekalki dzion u Krynicy dawiedalisia, szto hrafoŭstwa taksama kudyści wyruszyła z usioj swajoj świtaj.