Перайсці да зместу

Zaraza/VII

З пляцоўкі Вікікрыніцы
VI Zaraza (bytawy abrazok)
Аўтар: Адам Плуг
1850 (пераклад 2025)
Арыгінальная назва: Zaraza
Пераклад: Nejrust
VIII

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




RAZDZIEŁ VII.
Hraf i hrafinia pracujuć nad palapszeńniem bytu swajho majontku.

 Try miesiacy minuła z Siomuchi, a hraf z hrafiniaj nidzie nie pakazwalisia, i pra ich usio radziej zhadwali ŭ nawakolli; tolki kali Hroszek zjaŭlaŭsia ŭ jakim-niebudź domie, jon żaliŭsia, skardziaczysia na dziwactwy swaich naczalnikaŭ. A swaim bliżejszym znajomym jon tajemna szaptaŭ, szto hraf zusim zwarjacieŭ; bo paczaŭ budawać rudniki i prywioz szachcioraŭ z Niamieczczyny, choć rudy na ŭsim majontku nie było i śledu. Heta byŭ adziny dokaz, jaki lohka było prawieryć, bo nasamrecz hraf praświdrawaŭ usie swaje pali, szukajuczy żaleza, i, achopleny mietałurhamanijaj, uwieś czas błukaŭ i błukaŭ sa swaimi szachciorami, raźbiwajuczy kamiani i kapajuczy pahorki.

 Akramia taho, u jakaści dokazu warjactwa pan Hroszek jaszcze wystawiŭ, szto pan Ernest zahadaŭ wysiekczy cudoŭnyja lasy, kab stosy dla czakanaj rudy byli hatowyja zahadzia, i jon puściŭ budaŭniczuju draŭninu na drowy, jakuju jon raniej spłaŭlaŭ da Karaleŭca pa dwa dukaty za sztuku! Heta jaszcze nie ŭsio, skazaŭ pan Hroszek, szto hraf dawodziŭ z niamieckaha doświedu, szto ŭ jaho jość niejki mietad, z dapamohaj jakoha jon za czatyry hady wyraścić tyja ż sosny, jakija Boh wyraściŭ za sto hadoŭ; i jon zahadaŭ nie arać pole, dakazwajuczy, szto heta zusim niepatrebna, i szto nawat na hołym kamieni zbożża urodzić. Szto tyczycca hrafini, to jana zahadała wyłuczyć wialiki kawałak pola pad swaju haspadarku, jaki jana źbirałasia zasadzić winahradnikami, bo nie mahła zrazumieć, czamu ŭ hetaj barbarskaj krainie hetaja halina sielskaj haspadarki zusim niewiadomaja, kali ŭ Niamieczczynie, amal na toj ża szyracie, źbirajuć wydatnyja winy.

Tak sumlenny Hroszek uspryniaŭ namahańni hrafa palepszyć stan swajho majontka jak simptomy warjactwa!... Hraf czuŭ za miażoj, szto takaja płoszcza ziamli, jak jaho, moża dać u czatyry razy bolszy prybytak, i wyraszyŭ dawieści swaje majontki da hetaha ŭzroŭniu daskanałaści; bo chacieŭ pakazać siabie zamieżnikam z jaszcze bolszaj pysznaściu, i ŭżo ŭzakonić sabie tytuł kniazia. Najbolsz peŭna ŭ hetych paważanych namierach byli pierakananyja paddanyja, jakija, niahledziaczy na ​​sumlennyja chitryki pana Hroszeka, adczuwali na sabie żaleznuju ruku hrafa, ci pani hrafini; bo Hroszek kazaŭ, szto pan Ernest byŭ pad abcasam pani Amielii, albo pa-prostu, szto jana wadziła jaho za nos.

Ale ŭsie namahańni hrafa byli daremnymi; dachod nie tolki nie pawialiczwaŭsia, ale i źmianszaŭsia; i abodwa jany czasta hłyboka razważali, jakuju nowuju krynicu dachodu jany mahli b znajści!

Kali łaska, darahi czytacz, uspomnicie, szto my mahli baczyć pałac praz raku ad siadziby Juryja. Ciapier hetaja raka znachodziłasia na hruncie charunżycza, i jana była sollu ŭ waczach hrafa. Jon zaŭważyŭ, szto tam prachodzić kupiecki haściniec, i szto zamiest ciapieraszniaha masta, arhanizawaŭszy parom, można było b wyciahnuć prystojny dachod; akramia taho, na takoj szumnaj wadzie byŭ by wydatny młyn, lesapilnia, walusznia, i ŭsio heta dało b cudoŭny dachod. Jon dawieryŭ swaju ideju hrafini, i jana schapiłasia za jaje abiedźwiuma rukami i adrazu ż zahadała paklikać pana Hroszeka.

  Paŭnamocny prybyŭ i, prasiedzieŭszy hadzinu ŭ biljardnaj, dzie jaho zwyczajna prymali, bo jamu nie dazwalałasia pierastupać paroh haścinaj, nareszcie daczakaŭsia pani hrafini i, chutka ŭskoczyŭszy z kresła, prywitaŭ jaje nizkim, poŭnym uszanawańnia pakłonam, na jaki hrafinia, nie źwiartajuczy ŭwahi, nieszta pramarmytała pa-niamiecku lokaju, jaki adczyniŭ joj dźwiery, a pan Hroszek stajaŭ, kryŭdna kusajuczy wusy. Nareszcie jana sieła ŭ fatel i, niadbajna kiŭnuŭszy haławoj u adkaz na paŭtorny pakłon paŭnamocnaha, skazała: «Czamu — skazała jana, — panie Hroszek, na hetaj race niama ani paroma, ani młyna, ani lesapilni , ani waluszni?

— «Niama paroma, — adkazaŭ Hroszek, — bo heta wuzkaja raka, niesudnachodnaja, tamu most byŭ by lepszym; a szto da młyna, lesapilni, waluszni, na to pan charunżycz nie maje czym zapłacić».

— Jak heta panie charunżycz? — zakryczała hrafinia. — Szto jamu da hetaha ? Ci hetaja raka jamu należyć ?

— Tak, pani hrafinia!

— C’est étrange ! heta jość dziŭna ! (pani hrafinia zaŭsiody pierakładała swaje francuzskija frazy na polskuju, kali razmaŭlała z ludźmi, jakija nie wiedali hetaj mowy). Ja była upeŭniena, szto heta nam ... nawat mnie zdajecca, szto mnie kazali pra raku na naszaj ziamli.

— Prabaczcie, pani hrafinija, ale niama niwodnaj.

— C’est impośsible! Heta niemahczyma! Ja wyrazna pamiataju raku! Chiba waspan jaje pradaŭ?

— «Nie, pani hrafinia, niczoha nie pradawali».

— «U hetym musić być nieszta!» — złosna zakryczała Hrafinija. — «Spadziajusia, raka nie źmianiła swajho reczyszcza, a hetaje siabroŭstwa z panam charunżyczam, c’est choquant, heta szok !»

Twar Hroszeka byŭ zality krywioju! Jon byŭ hatowy zabyć pra ŭsiu pawahu, rezka adkazać, jak i należyć; ale jon uspomniŭ swaju żonku i piaciarych dziaciej, jakim patrebien byŭ sztodzionny chleb, prahłynuŭ swaju krywawuju kryŭdu i achwiarawaŭ swajo pryniżeńnie Bohu . Jon tolki adkazaŭ:

— «Jość mapka, zroblenaja padczas prodażu».

— «Pryniasicie jaje da pana».

Pan Hroszek prynios mapku da panskaj kancylaryi, dzie znajszoŭ abodwuch hrafaŭ i najpakorna rastłumaczyŭ im miescaznachodżańnie ziamiel, jakimi jany wałodali. Akazałasia, szto ich miażoj byŭ niewialiki ruczaj, jaki ŭpadaŭ u raku, jakaja tak padabałasia panu i pani Ernest. Dapuścim, raka nazywałasia Jama, a ruczaj — Jamka. Pan Hraf doŭha dumaŭ, uzirajuczysia ŭ mapku, a potym zahadaŭ prynieści jamu zapisy ab prodażach i, praczytaŭszy ich, uskliknuŭ:

 — «Hetaha nie moża być! Tut pamyłkowa napisana, szto Jamka pawinna być miażoj i należać mnie niepadzielna; pawinna być Jama. Mianie zdziŭlaje wasza niadbajnaść adnosna majho dabrabytu i ja baczu, szto pawinien dziejniczać tut sam. Znajdzicie mnie daświedczanaha adwakata, my pawinny wyklikać u sud hetaha charunżycza!»

 — «Ale, panie hraf!» — zakryczaŭ żachliwa paŭnamocny, jość żywyja świedki prodażu!»

 — «Ja nie pra heta pytajusia waspana!» — stroha adkazaŭ hraf; chto ŭ hetych krajach samy daświedczany adwakat?»

 — «Pan Jurycki; ale jon nie woźmiecca za takuju ​​sprawu».

 — «Pra takoje nie pytaju waspana! Mnie patrebien toj, chto woźmiecca za jaje».

 — «Pan Kryminalski zjaŭlajecca ŭ sumniŭnych sprawach; ale jon nie stanie suprać pana charunżycza».

— «A czamu?»

 — «Tamu szto ŭwieś pawiet budzie aburany».

 — «Pan hraf, — zakryczała hrafinia, — zastupicca za ŭwieś pawiet».

 A pan Ernest dadaŭ:

 — «Piszycie, waspanie, niachaj pryjedzie. I, miarkuju, wy wiedajecie, szto intares pana pawinien prybrać z pamiaci słuhi ŭsie siabroŭskija stasunki? Możacie waspanie iści».

 Pan Hroszek wiarnuŭsia dadomu zasmuczany, zakłapoczany, pryniżany. Jon sam nie wiedaŭ, szto rabić? Ci napisać Kryminalskamu? Ci warta papiaredżwać charunżycza? Ci padziakawać hrafu za służbu? — Aposzniaje jon liczyŭ najlepszym, bo nizkaść hrafa napaŭniała jaho niewymoŭnym abureńniem, i jamu zdawałasia, szto, służaczy takomu czaławieku, jon stanowicca saŭdzielnikam jaho podłaści, i, jakim by sumlennym jon ni byŭ, jon nikoli nie budzie wyzwaleny ad złych padazreńniaŭ; i akramia taho, buduczy paŭnamocnym, choć z momantu wiartańnia panoŭ hetaja pasada stała tolki naminalnaj, jon nios na sabie ciażkoje jarmo adkaznaści pierad hramadskim sudom za ŭsie kryŭdy swajho pana. Ale raźwitacca sa służbaj, buduczy abciażaranym wialikaj siamjoj, nie majuczy dzie prytulić haławu, nie tak prosta! treba spaczatku nieszta prydumać. Dyk woś, jon wyraszyŭ ciszkom paszukać inszaje miesca, a Kryminalskamu napisaŭ, wyklikaŭszy jaho da hrafa, bo byŭ upeŭnieny, szto prapanowa pana Ernesta nie budzie pryniata.

Ale piersz czym napisać list, jon raskazaŭ usio żoncy, uzdryhwajuczy ad nikczemnaści pana Ernesta.

— «Jak tak?!» — zakryczała sumlennaja szlachcianka, — «ty dumajesz, szto jon wiedaje pra niesprawiadliwaść swaich patrabawańniaŭ? Hetaha nie moża być! Jon, napeŭna, pamylajecca; idzi nieadkładna i pasprabuj pierakanać jaho ŭ hetym; inaksz na twaju haławu ŭpadzie padwojnaja wina: i za toje, szto ty niasłuszna zapadozryŭ bliżniaha, i za toje, szto nie adkryŭ jamu woczy na ​​praŭdu».

Pan Hroszak padziakawaŭ żoncy za dobruju paradu i jak maha chutczej pabieh u pałac, smutkujuczy ŭ duszy z-za swajoj paśpiesznaści i adczuwajuczy ahidu da siabie, szto moh tak lohka zapadozryć kahości, mahczyma, samaha niawinnaha.     Jon czakaŭ hrafa, mabyć, dźwie hadziny, bo pan Ernest hulaŭ u karty sa swaimi metrami i nie moh adarwacca ad takoj ważnaj sprawy, kab wysłuchać niejkaha ŭpaŭnaważanaha. Nareszcie wyjszaŭ z nadutym twaram: — «Czaho wy choczacie, waspanie?» — nieachwotna spytaŭ jon, nie adkazwajuczy na ​​nizki pakłon Hroszeka.

— «Panie hrafie!» — umolnym hołasam zakryczaŭ Hroszek, — niachaj pan jaszcze raz ahledzić mapu i akty; miaża tam wyrazna paznaczana, i niama za szto sudzicca z susiedam».

 — «Waźmicie za zwyczku, waspanie, — złosna skazaŭ hraf, — nie wyrywacca z paradami biez prośby! U mianie jość woczy i rozum, i ja baczu i wiedaju, szto rablu...

  — «Ale, panie hrafie!» — prasiŭ upaŭnaważany, plaskajuczy rukami, — «klanusia swajoj żonkaj, swaimi dziećmi, Boham niabiesnym, szto hrafu nie należyć niwodnaha łokcia ziamli bolsz, czym paznaczana na mapie!» Bo ja ż sam abmierwaŭ majontak!...»

 — «Dosyć ża mnie hetaha!» — zakryczaŭ pan hraf, tupnuŭszy nahoj, — «rabicie, jak wam każuć!» — i wyjszaŭ, mocna hrymnuŭszy dźwiaryma.

 Ad hora i pryniżeńnia pan Hroszek zapłakaŭ, jak dzicia; wiarnuŭsia dadomu, zmuczany da kanca, i, napisaŭszy list panu Kryminalskamu, maliŭsia Bohu , kab toj nie pryniaŭ takoj skandalnaj sprawy.

 Tak jano i stałasia. Kryminalski, choć i byŭ czaławiekam razbeszczanym, kłapaciŭsia pra hramadskuju dumku i nie adważwaŭsia na takoje adkrytaje biezzakońnie; jon nie tolki nie pryniaŭ sprawu pana Ernesta, ale i, abrażany jaho niewierahodnym abychodżańniem, jakoha jon nikoli bolsz nie sustrakaŭ nidzie siarod padobnych klijentaŭ, kinuŭ jamu ŭ woczy verba veritatis [1] i adrazu ż pajszoŭ da Jurasia, kab papiaredzić jaho pra podłyja namiery.

Razdrażniony, pan Ernest ledź nie zachwareŭ, i choć jon pahardżaŭ usim nawakollem i liczyŭ siabie wyszejszym za jahonaje mierkawańnie, jon nie moh ciarpieć dumki, szto niekatoryja szlachciuki buduć pryniżać jaho arystakratycznaje imia, tym bolsz szto jon niczoha z hetaha nie atrymaje. Bo kali b jon wyjhraŭ sprawu i puściŭ z torbaj charunżycza, heta była b inszaja sprawa; chaj jany haworać; jon wiedaŭ by, czym sucieszyć siabie. Ale kali abjawiać, szto ŭ jaho byŭ tolki hety namier i jon nie moh jaho wykanać, heta budzie krychu balucza! Hetaha treba paźbiehnuć. Dyk jon pajszoŭ raicca z hodnaj żonkaj, i jany wyraszyli.

Koniej adrazu ż zaprehli, i hraf na poŭnym hałopie palacieŭ u Krynicu. Jon mieŭ bolszy pośpiech, czym czakaŭ, bo znajszoŭ tam i charunżycza, i z hetaha zrabiŭ wysnowu, szto jon nie baczyŭsia jaszcze z Kryminalskim, i tak jano sapraŭdy i było.

Jaho prybyćcio wielmi zdziwiła ŭsich i wyklikała ŭ ich prykraść. Hrymatajła i Spisa, łajuczysia, uciakli z domu; ale pałkoŭnik, szanujuczy światyja zakony haścinnaści, pryniaŭ jaho jak najlepiej, jak zwyczajna ŭsich prymali pad hetaj paważanaj strachoj.

Pan Ernest paczaŭ z prabaczeńniaŭ, szto dahetul haspadarczyja raboty i nieźliczonyja kłopaty, jak zwyczajna paśla wiartańnia z doŭhaha padarożża, nie dazwolili jamu addać należnuju pawahu patryjarcham usioj wakolicy, i zajawiŭ, szto karystajecca pierszaj wolnaj chwilinaj, kab addać jamu należnuju paszanu i paprasić pra łaskawuju ŭwahu; i jon taksama pawinszawaŭ siabie z tym, szto jamu paszczaściła sustrecca z panam charunżyczam, jakoha jon daŭno pakachaŭ z hramadskaj dumki i jakoha prahnuŭ dadać da swaich siabroŭ. Jon taksama zrabiŭ hładki kamplimient panu Rubajle i paszkadawaŭ, szto nie baczyć panoŭ Hrymatajła i Spisy, dadaŭszy, szto addaŭ by ŭwieś swoj majontak Bohu ŭ achwiaru za takich szanoŭnych siabroŭ. Kastusi taksama akazaŭ tysiaczu wietliwaściej, skazaŭszy, szto wiedaje jaje daŭno, szto kożny dzień molicca Bohu , kab jaho daczka była padobnaja da jaje, szto jon zajzdrościć szczaściu Juryja, szto jon byŭ by samym szczaśliwym u świecie, kali b u jaho byŭ taki syn, jak charunżycz, i kali b Boh daŭ tamu synu takuju ​​spadarożnicu żyćcia, jak jana; tym czasam jon prasiŭ siabroŭstwa dla swajoj żonki i daczki.

 Kastusia sama nie wiedała, biednaja, szto rabić z saboj? Biednaja wiaskowaja dziaŭczyna tolki hareła i apuskała woczy, adkazwajuczy tolki adnaskładowa na jaho kniżnyja frazy, praniźliwyja francuzskaj mowaj, i jana nie wiedała, jak zabaŭlać niwodnaha hościa z wyszejszaha świetu! Prastaczka! Niachaj pahladzić, jak trynaccacihadowaja hrafińka ŭmieje znajści swajo miesca ŭ samaj szmatlikaj mużczynskaj hramadzie, jak wydatna jana wiadzie razmowu, nawat pra palityku, tak, nawat pra fiłasofiju, i pra ŭsie ŭstanowy, choć by pra razwody, jak jana razumieje ŭsie dwuchsensoŭnyja słowy, jak jana wiedaje, jak i kali pryniać kamplimient, nie pałajuczy i nie apuskajuczy waczej!... heta b jaje nawuczyła!

Rubajła byŭ niezwyczajna krasamoŭny i z wietliwaściu adbiwaŭ kożnuju wietliwaść; i jon hawaryŭ za ŭsich i padmirhwaŭ Juryju, padbadziorwajuczy jaho da razmowy; ale jon niejak byŭ nie ŭ swajoj talercy.

Pałkoŭnik, pryzwyczajeny za swajo doŭhaje żyćcio da prastadusznaj szczyraści, nie moh adpłacić hrafu takim ża krasamoŭstwam. Jon tolki wietliwa padziakawaŭ jamu za wietliwaść i wykazaŭ szkadawańnie, szto jaho niamohłaja staraść nie dazwalaje jamu skarystacca pryjemnym susiedstwam.

— «Heta tak blizka!» — uskliknuŭ pan Ernest.

— «Dla mianie, miłaściwy panie, — adkazaŭ pałkoŭnik, — tolki mahiła wielmi blizka».

— «O! my was tudy nie adpuścim!» — z zapałam uskliknuŭ hraf, a kali sam pałkoŭnik tak nami niezadawoleny, maja żonka ŭkradzie waszu ŭnuczku».

— «O! szto szto, a heta nie atrymajecca!» — skazaŭ Rubajła, — bo my staranna scierażem swoj skarb!

— «Nie sumniawajusia, panie paruczniku, — każa pan Ernest, — bo chto b nie dryżaŭ za taki kasztoŭny skarb; ale heta zanadta ciażkaja sprawa z kabietami, asabliwa kali jany pasiabrujuć z waszaj scierażonaj».

— «Nie sumniawajusia ŭ hetym, — każa pałkoŭnik, — bo nawat my sami nie możam uhawaryć Kastusiu raźwitacca z nami; joj zdajecca, szto my nie możam tut prażyć biez jaje ni chwiliny i szto my ni ŭ czym nie możam abyścisia, jak dzieci biez niańki, — szto nawat czastkowa praŭda. Ci nie tak, Kastusia?     — «O tak, darahi dziadula!» — adkazała Kastusia i, paczyrwanieŭszy, pacaławała jamu ruku.

— «Najwialikszaja praŭda, — każa Rubajła, — kali b chto-niebudź wykraŭ naszu darahuju fieju, to nie tolki ŭsio żywoje pabiehła b za joj pa śladach, ale nawat usie drewy i kwietki, usie budynki, moj darahi stary, sarwalisia b z miesca, kab dahnać jaje».

Kastusia wybiehła z pakoja i praz dźwiery hulliwa pahraziła palcam Rubajłu, i nieŭzabawie za joj uśled syszoŭ i pan parucznik.

Zastaŭszysia sam-nasam z pałkoŭnikam i charunżyczam, hraf prystupiŭ da sprawy, jakaja prywiała jaho ŭ Krynicu.

— «Praszu prabaczeńnia, — skazaŭ jon, — u pana pałkoŭnika, szto ŭ pierszy ż wizit ja adważwajusia hawaryć pra sprawy; ale ja nie mahu pieraadoleć siabie, nie mahu strymać swajho abureńnia! I akramia taho, sam moj chryścijanski abawiazak nie dazwalaje mnie maŭczać. Ci jość tut niejki adwakat, pan Kryminalski?» — «Znajomy wam, panowie?»

— «My jaho wiedajem», — abyjakawa skazaŭ pałkoŭnik.

— Widawoczna, szto niedakładna, — praciahwaŭ pan Ernest, kali zhadka pra jaho nie aburyła panoŭ. — Tolki ŭjawicie: hety niahodnik adważyŭsia prapanawać mnie z jaho dapamohaj padać pazoŭ suprać charunżycza za miażu, śćwiardżajuczy, szto można dakazać, szto Jama, a nie Jamka, zjaŭlajecca naszaj miażoj!

Jury razjuszyŭsia, a pałkoŭnik spakojna adkazaŭ:

— Mahczyma, pan Kryminalski nie praczytaŭ uważliwa sprawy i nie ŭczytaŭsia ŭ akty; a jany każuć, szto litera docet, lilera nocet[2]“.

— Naadwarot! — skazaŭ pan Ernest; jon praczytaŭ uważliwa, i wielmi uważliwa, bo skazaŭ mnie heta adkryta!

— Jakaja nikczemnaść! — zakryczaŭ charunżycz.

— Naturalna, — praciahwaŭ pan Ernest, — ja pakazaŭ jamu na dźwiery; paśla czaho jon u hniewie pahrażaŭ mnie paklopam! Ale ja dumaju, szto ŭsia wakolica wiedaje jaho dastatkowa dobra, kab pawieryć tamu, chto budzie bałbatać u hniewie.

— Biez sumniewu, — skazaŭ charunżycz; «My dastatkowa dobra wiedajem jaho za jahonyja pachwalnyja sprawy, ale nie liczyli jaho zdolnym na takuju ​​​​nizaść! I my najszczyrej dziakujem hrafu za jaho dobraje papiaredżańnie».

— «O! Niama za szto!» — skazaŭ pan Ernest, — chto ż maŭczyć pra takija reczy?

— «Dziakujem», — skazaŭ pałkoŭnik, — «bo toj, chto atakuje sonca matykaj, warty tolki śmiechu».

— «Jaszcze adno słoŭca», — każa pan Ernest, — «mahczyma, praz niekalki hadoŭ mnie dawiadziecca pradać swoj miascowy majontak, bo ja sumuju pa Halicyi, a maja żonka sumuje pa Wałyni, bo tut my amal zusim czużyja, i kali b nas czasam nie nawiedwali dobryja siabry z naszaha rodnaha kraju, my b wyhladali jak sapraŭdnyja manachi. Ciapier, kali ja budu pradawać, wielmi mahczyma, szto nowy pakupnik nie budzie takim skrupuloznym, jak ja, i zachocza pasłuchać naszepty hetaha szatana Kryminalskaha. Bo, na samoj sprawie, hetaje niaszczasnaje padabienstwa Jamy i Jamki moża być wydatnaj padstawaj dla biezzakońnia. Dyk ci nie addaście wy mnie swoj majontak, panie charunżycz, kab paźbiehnuć hetych nieparazumieńniaŭ?

 — Jak heta, panie hrafie? — spytaŭ zdziŭleny Jury. — Ja maju pradać swoj majontaczak?

 — Tak, — każa pan Ernest, — ja adważwajusia prapanawać wam heta ŭ waszych ża intaresach; ja nawat dobra zapłaczu.

 — O nie! szanoŭny panie, — z zapałam uskliknuŭ Jury, — niama takoj uznaharody ŭ świecie, za jakuju ja b admowiŭsia ad hetaha światoha kawałaczka ziamli, bo ja pryros da swajho maleńkaha domika, jak czarapacha da pancyra, i tolki żyćcio moża adarwać jaho ad mianie! Bo tam maja kałyska, tam mahiły maich baćkoŭ, tam kożnaje dreŭca, pasadżanaje rukoj majoj maci, tam na ŭsich ścieżkach ślady jaje darahich noh, tam kożny kutok zapoŭnieny samymi światymi ŭspaminami pra ludziej, samych darahich mnie!... i maich paddanych! Bo kożny z ich — albo moj apiekun, albo moj adnahodak, albo moj chrosny syn! Ci mahu ja ich pradać?!

Pan Ernest zrabiŭ sientymientalny wyraz twaru.

— O, darujcie mnie, moj darahi panie! — uskliknuŭ jon z chwalawańniem, ściskajuczy ruku Juryja. — Darujcie mnie moj zaŭczasny kłopat, jakim ja tak was zasmuciŭ! Boh świedka, szto ja dziejniczaŭ z samych najszlachietnych pamknieńniaŭ! I nawat znoŭ ja adważwajusia hawaryć; ci nie lepsz dobraachwotna sastupić, czym kab takuju ​​kasztoŭnuju świataść adarwali hwałtam?

 Na paczatku pramowy Juryja ŭ pakoj uwajszli Kastusia i Rubajła i, niezaŭważanyja charunżyczam, cicha sieŭszy na kanapu, z zachapleńniem słuchali jaho słowy. Kastusia, pałajuczy, z radasna bjuczymsia sercam, sa ślaźliwymi waczyma, jak kwietka, schiliła haławu da kachanaha i amal nie aśmielwałasia dychać, kab nie pieraszkodzić hukam ŭzdychu słuchać takuju ​​pryjemnuju pramowu; a dźwie bujnyja ślaziny Rubajły, skaciŭszysia pa jaho rużowych szczokach i pawisszy na wusach, dryżali, jak kropli rasy na liści, bo i jaho wusny dryżali ad piaszczotnaha chwalawańnia. I kali hraf zahawaryŭ, kali parucznik paczuŭ: ci nie lepsz było b dobraachwotna sastupić, czym kab takuju ​​kasztoŭnuju światyniu hwałtam wyrwali, jon uskoczyŭ, jak pratknuty dzidaj, i z bliskuczymi waczyma, z zapłakanym twaram kinuŭsia da hrafa, i, schapiŭszy jaho za ruku i mocna ściskajuczy, byccam chacieŭ rastruszczyć jaje, tak szto pan Ernest achnuŭ, zakryczaŭ ad chwalawańnia:

— «Chto wyrwie? Chto chocza jaje wyrwać? Chto adważycca, moj maspanieńku!»

— «Supakojciesia, panie parucznik!» — każa pałkoŭnik, — «nichto jaje nie wyrywaje, nichto nie maje namieru wyrwać. Tolki hraf prapanuje prodaż Jurasiu, kab paźbiehnuć buduczych nieparazumieńniaŭ. Bo jon każa, szto Kryminalski prapanawaŭ jamu dapamohu, kali toj chocza sudzicca z Juryjem za miażu, dakazwajuczy, szto Jama, a nie Jamka, pawinna jaje składać».

— «Kryminalski!» — kryknuŭ Rubajła, — «a ja czaćwiartuju jaho, nikczemnika!!»

— «Dziacinstwa!» — każa pałkoŭnik, — usio heta warta śmiechu; adnak ża, my dziakujem wam, pan, za kłopat. A kali pan hraf zachocza pradać swaje majontki, kab paźbiehnuć kanfliktu z nowym susiedam, Juraś kupić ich, heta budzie najlepsz».

 — «Sardeczna cieszusia!» — skazaŭ hraf z drenna schawanym pryniżeńniem, — «Sardeczna cieszusia i prapanuju samyja wyhadnyja ŭmowy». I ŭ swaju czarhu jon pacisnuŭ ruki pałkoŭniku, Juryju i Rubajłu, jaki, nadźmuŭszy wusy, pampiezna skazaŭ:

 — «Szto inszyja daduć, toje i zapłacim; ale toj Kryminalski — szelma in superlativo gradu [3] ! I chiba mianie djabły woźmuć, kali ja jamu śpinu nie wydubluju».

 — «Pakińcie jaho ŭ spakoi, panie paruczniku!» — skazaŭ pałkoŭnik, i dosyć pra heta.

 I sapraŭdy, jon pierawioŭ razmowu na inszuju temu.

 Pan Hraf, sieŭszy pobacz z Kastusiaj, paczaŭ raskazwać joj roznyja dziŭnyja reczy pra zamieżnyja krainy; ale kali pałkoŭnik i Rubajła ŭmiaszalisia ŭ razmowu, kali jon zaŭważyŭ, szto pierad im nie takija wialikija prastaki, jak jamu zdawałasia, jon straciŭ imprawizacyjny zapał i nieŭzabawie raźwitaŭsia z susiedziami, addaŭszy siabie ich dobraj pamiaci i siabroŭstwu.

 Pałkoŭnik, pa starym zwyczai, jak pawitaŭ tak i pażahnaŭ jaho na hanku; a pan Ernest, jakomu lokai anansawali nawat samych blizkich swajakoŭ, padumaŭ sabie: «skaczuć szlachciuki! woś jak panskaść pamima woli impanuje».

 Bliskuczaja kareta ruszyła ŭ darohu, a sabaki Hrymatajły pabiehli za joj, luta rykajuczy, aż za bramu, aż za most, aż da dubowaha haju; ni pałkoŭnik, ni Jury, ni Rubajła, ni Kastusia, jakija taksama wyjszli na hanak paśla adjezdu hrafa, nie mahli ich pawiarnuć nazad.

Kali czatyrochkołka źnikła u dubrowie, a sabaki wiarnulisia, usio tawarystwa ŭwajszło ŭ pakoj.

— «Dziŭnaja recz, — skazała Kastusia, — czamu hetyja łahodnyja sabaki tak razjuszylisia? Jany nikoli raniej ni na koha tak nie napadali! Ci moża heta być niejkaje pradczuwańnie?»

— «Wiadoma, pradczuwańnie! — ​​żartam skazaŭ Rubajła, — jany razzławanyja, bo jon chocza adabrać u nas naszaha anioła, a ŭ Jurasia majontak».

— «Pierastańcie dziacinicca, panie paruczniku!» — skazaŭ pałkoŭnik. Jaki sens pa-pahansku rabić wysnowy z brechu sabak? Jany breszuć, bo nie prywykli da takich hucznych koniej».

— «Biezumoŭna!» — skazaŭ Rubajła, bo akramia taho, jon zdajecca niejkim wietliwym i pryjemnym czaławiekam».

— «Tak, — skazaŭ Juraś, i, mahczyma, sapraŭdy nie warta ŭchilacca ad takich łaskawych stasunkaŭ».

— «Sapraŭdy, — skazaŭ pałkoŭnik, trochi padumaŭszy, — mahczyma, mnie warta kali-niebudź pajechać tudy, kab jany nie ŭspryniali maju lanotu jak abrazu; ale, barani Boża, zusim nie maju serca dla takich stasunkaŭ». 

— Dyk nie prymajcie ich, moj darahi dziadula! — zakryczała Kastusia, całujuczy ruki starca, — nie prymajcie! Pakiniem ich u spakoi! Ci ż u nas mała sapraŭdnych siabroŭ, roŭnych nam i haławoj, i mowaj, i sercam, z jakimi lohka i pryjemna żyć, jakija nie raźliczwajuć na wizity, czyj pryjezd, czyja radaść nie prynosić mitrenhi? A szto da hetaha pana hrafa, moj darahi dziadula, to, jak ja ciabie kachaju, niejak mnie heta nie pasuje, niejak mnie tak balucza, szto ja nie mahu nie tolki hawaryć, ale nawat siadzieć, nawat chadzić! I, moj darahi dziadula, — dadała jana, znoŭ całujuczy jaho ruku, — darujcie mnie, darujcie mnie! bo, moża, heta i sapraŭdy hrech, ale ja adczuwaju niejkuju miżwolnuju ahidu da hetaha czaławieka; i na sercy maim stała lahczej, jak jon adjechaŭ, byccam taja bliskuczaja kareta zwaliłasia z maich hrudziej!... i ja wieru sabaczamu instynktu, moj dziadula! sapraŭdy wieru !

I ślozy zabliszczeli ŭ waczach biadaczki, i jana pakłała swaju zakłapoczanuju haławu na kaleni dzieda, piaszczotna abdymajuczy ich.

— «Hej! Ty majo dziciatka, majo dziciatka!» — skazaŭ stary, piaszczotna abdymajuczy jaje. «Pabaczym, pabaczym... moża, my wyzwalimsia ad hetych niepażadanych siabroŭ».

Jury, widawoczna, byŭ niezadawoleny hetym moża; bo jamu chaciełasia b mieć bliżejszyja stasunki z panam hrafam, da jakoha jaho miżwoli nieszta ciahnuła. Tamu jon praz niejki czas skazaŭ:

— «Nie pieraszkodziła b Kastusi trochi zirnuć na szyroki świet».

— «Chiba ja nie baczyła jaho ŭ kaściole?!» — zakryczała Kastusia. — «Ja jaho nie chaczu, nie chaczu! Ja b zahinuła ŭ tym wialikim świecie, jak rybka, kinutaja z czystaj krynicy ŭ wazu z parfumami. I ja b prasiła ciabie ŭnikać ich; ale ty hatowy nazwać mianie kapryznaj!» — dadała jana sa szkadawańniem, jakoje chacieła schawać pad uśmieszkaj, — tady rabi, szto choczasz, tolki pakiń mianie z maimi dziadkami i ich siabrami; — bo mnie dastatkowa hetaha szczaścia, i ja malu Boha zachawać jaho !

— ​​Chiba ja tak prahnu hetaha nowaha siabroŭstwa? — skazaŭ Juraś, krychu pakryŭdżany; bo i mnie tut niczoha nie brakuje dla szczaścia, i ja nie dumaju szukać jaho dzie-niebudź jaszcze; ale niemahczyma budzie, asabliwa mnie, nie adkazać wizitam hrafu, kali jon zachacieŭ nawiedać mianie.

— Nu, dosyć taho! — skazaŭ Rubajła. — Wożyk, nie nastaŭlaj kaluczki! Kocik, schawaj pazurki! I chalera z tymi panami!

Raptam dźwiery z hrukatam adczynilisia, i ŭwajszoŭ zapalczywy pan Kryminalski.

— Ci toj hical użo pajechaŭ?! — kryknuŭ jon na parozie i bliskuczym pozirkam azirnuŭsia pa pakoi, byccam szukajuczy kahości.

Pałkoŭnik sam nie wiedaŭ, szto rabić, wahajuczysia pamiż abureńniem i zakonam haścinnaści, i tolki mocna pacior łob. Juraś rychtawaŭsia da niepryjemnaha dakoru. Kastusia, niczoha nie razumiejuczy, zdziŭlena zirnuła na hościa; a Rubajła chutka stupiŭ napierad i, zastupajuczy Kryminalskamu darohu, byccam nie chacieŭ dać jamu zrabić ni kroku dalej, skazaŭ z pahroźliwym wyrazam twaru:     — «Moj maspanieńku! Hical nikoli nie stupaŭ nahoj u hety dom, i ja zdziŭleny, szto wy adważylisia siudy zazirnuć!»

 Kryminalski plasnuŭ u dałoni i, adkryŭszy rot, aszałomlenym pozirkam abwioŭ prysutnych. I tady, ciażka ŭzdychnuŭszy i załamwajuczy ruki ŭ rospaczy, — «Niaŭżo! — zakryczaŭ jon, — nu i szelma! o hańba, ty pahladzi!... Panie pałkoŭniku dabradzieju! Szto zdaryłasia? Szto heta znaczyć? Napeŭna, hety maleńki sabaka nieszta na mianie nabrachaŭ! Ale ci prawilna asudżać za woczy? Ci prawilna wieryć słowu niewiadomaha czaławieka, nawat kali b jon byŭ sto razoŭ hrafam?.. Ja wiedaju, szto mianie padazrajuć u roznych niahodnictwach; ale nie taki czorny djabał, jak jaho malujuć. Ja juryst pa prafiesii, tamu, kab mieć kawałak chleba, ja pawinien bracca za ŭsialakija sprawy; i kali prajhraje niawinny czaławiek, czamu mianie asudżajuć? Ci nie bolszy niahodnik toj, chto paczynaje niesprawiadliwy praces i pieradaje jaho ŭ maje ruki, jak światuju i sprawiadliwuju recz? Ci nie bolsz winawaty toj, chto samuju sumlennuju sprawu nie moża abaranić ? Ja sam, Boh świedka, niwodnaha pracesu nie wioŭ ad swajho imia i nikomu dobraachwotna nie prapanoŭwaŭ swaich pasłuh u złoj sprawie».

— «Praszu prabaczeńnia!» — skazaŭ Juraś, bo ŭłasna hraf pryjszoŭ siudy mienawita dla taho, kab łaskawa papiaredzić nas pra pachwalnuju prapanowu, jakuju wy jamu zrabili adnosna naszaj miaży».

Kryminalski huczna zaśmiajaŭsia, schapiŭszysia za baki.

— «Szto? Chiba ja nie zdahadaŭsia?» — zakryczaŭ jon, zaśmiajaŭszysia ŭdostal, — o, hańba, nachabnaja hańba! Panie pałkoŭniku, panie Rubajła, panie Jury, panna Kanstancyja! woś, stojaczy na kaleniach (i ŭklenczyŭ) i pacaławaŭszy kryż (i pacaławaŭszy składzienyja ŭ kryż palcy), klanusia swaim majontkam, zdaroŭjem, żyćciom, kab ja nie ŭstaŭ z hetaha miesca, kali heta nie praŭda, szto heta jon sam, hical, naŭmysna pasłaŭ pa mianie, kab dawieryć mnie hetuju sprawu, i z-za taho jon bresza na mianie, szto ja nie pryniaŭ jaje, bo ja abiacaŭ wydać jahonyja namiery».

Kastusia, na jakuju ŭsia hetaja scena zrabiła niepryjemnaje ŭrażańnie, cicha wyśliznuła z pakoja; naduty Jury z nieachwotaj adwiarnuŭsia; Rubajła stajaŭ u stupary, aniamieły, aszałomleny; i pałkoŭnik, nie wiedajuczy, kamu wieryć, ale miżwoli schiliŭszysia da Kryminalskaha, źbianteżany, zaniepakojeny jaho pryniżeńniem i klatwaj, padbieh da jaho, uziaŭ jaho za ruki i, padniaŭszy, skazaŭ z paczućciom:

— «Panie rehient! Panie rehient dabradzieju! Ci można tak klaścisia? Pakiniem hetuju sprawu ŭ spakoi! Niczoha drennaha nie zdaryłasia, i niachaj Boh sudzić, chto winawaty, i daruje jamu, jak ja daruju jamu».

Kryminalski paśpieszliwa ŭstaŭ i, pacaławaŭszy pałkoŭnika ŭ placzo, skazaŭ: «Nie!» — ćwiorda skazaŭ: — «Boh jość Boh, a ludzi jość ludzi! Ja nie chaczu, kab majo imia było zaplamlena! Ja nie dazwolu niwodnym wusnam adważycca pryznacca, szto ja adważyŭsia napaści na tych, kaho ja caniu najwyszej paśla Boha. Kali pałkoŭnik nie wieryć maim klatwam, to, kali łaska, spytajcie Hroszeka, niachaj jon skaża , ci nie wyklikaŭ jon mianie da taho niahodnika».    — «Ale my wierym, wierym panu, i pierapraszajem!» — zakryczaŭ pałkoŭnik. — Juraś! Panie Rubajła! pieraprasicie za wasz miżwolny prastupak, pra jaki my szkadujem usioj duszoj».

 — «Nu, tady pierapraszaju!» — skazaŭ Rubajła, padajuczy Kryminalskamu ruku, — «ale kali tak, to pan hraf — niahodnik z ciomnaj zorki!»

 Tym czasam Juraś wyjszaŭ niezaŭważanym i pajechaŭ dadomu, bo byŭ pierakanany, szto winawaty Kryminalski, a nie hraf, i prabaczeńni pałkoŭnika i Rubajły nadzwyczaj aburyli jaho.

 Nie budu apiswać usich scen paśla wiartańnia Spisy i Hrymatajły, jakija, dawiedaŭszysia ad Kryminalskaha pra ŭsio, szto zdaryłasia, ledź nie zwarjacieli ad żachu! Dastatkowa skazać, szto nawat Spisa, nawat nabożny Spisa, zhadaŭ nieszta pra szablu!

Adjezd Jurasia wielmi zasmuciŭ Kryminalskaha i zaniepakoiŭ chatnich. Pałkoŭnik, raźwitwajuczysia z jurystam, uziaŭ z jaho abiacańnie, szto jon budzie trymać u sakrecie ŭsio, szto zdaryłasia; i ŭ adkaz zapeŭniŭ jaho, szto nie dazwolić razburyć jaho sławu, jak swaju ŭłasnuju.

Astatniaja czastka wieczara prajszła sumna, jak nikoli raniej. Kastusiu sucieszyła tolki toje, szto jana czakała, szto paśla taho, szto zdaryłasia, budzie ciażka padtrymliwać siabroŭskija adnosiny z hrafskim tawarystwam; ale Juraś hłyboka zaniepakoiŭ jaje! I ŭpierszyniu ŭ żyćci jaje światy anioł-achoŭnik prynios Panu Bohu czystuju kwietku jaje malitwy, akraplonuju rasoj horkich śloz.  

  1. słowy praŭdy (łac.)
  2. Litara nawuczaje, litara i psuje (łac.)
  3. wyszejszaj jakaści (łac.)