Zaraza/I
| Zaraza (bytawy abrazok) Аўтар: Адам Плуг 1850 (пераклад 2025) Арыгінальная назва: Zaraza Пераклад: Nejrust |
II → |
Pan Jury.
HETA BYŁO ŭ Litwie.
A chto ż nie wiedaje, szto Litwa — samaja łahodnaja z naszych prawincyj, szto ŭ joj ziamla bolsz paetycznaja, a sercy bolsz czułyja, śmiełyja i szlachietnyja, a zwyczai i zwyczki nie zaplamlenyja czużynaj, a relihija czystaja i świataja, mocna ŭkaranionaja ŭ duszy?
Wy spytajecie mianie, czamu?
Tak Pan Boh daŭ, maje darahija panowie!
Heta nie adkaz!
Kali ż adkaz budzie ciażkim i dziŭnym! ... tym nie miensz ja pawinien jaho wymawić; i kali wam heta nie spadabajecca, wy skażacie, szto ja warjacieju.
Woś ża Litwa jość takoj tamu, szto jana bahataja barami, bahnami i piaskami; szto ŭ joj mnostwa szlachieckich, krytych sałomaj siadzibaŭ, parohi jakich niedastatkowa wysokija dla sialanskich noh, i szto ŭ joj kaścioły szczylniejszyja i bolsz wielicznyja, czym pałacy.
Kali łaska, nie dumajcie, szto ja worah cywilizacyi; zusim nie! Tolki ja razumieju heta pa-swojmu; tolki mnie zdajecca, szto cywilizacyja — heta nie szatan i nie hanarliwy panok, i szto jana nie ŭciacze ad kryża i nie pahardzić biednaj sałamianaj strachoj. Ale nie chwalujciesia pra heta! Niama niczoha horszaha, czym uwiazwacca ŭ tak zwanyja sacyjalnyja pytańni!
Dyk woś, na Litwie, na race, nie skażu jakoj, kab wy nie zdahadalisia, pra kaho ja piszu, dziesiać hadoŭ tamu stajała ścipłaja szlachieckaja siadziba, adździelenaja ad niewialikaj wiosaczki tolki fruktowym sadam. Domik byŭ wuzki, u jaho było ŭsiaho czatyry akiency śpieradu; pa dwa z kożnaha boku hanaczka, z lipawymi, bialusieńkimi łaŭkami. Dach byŭ amal taki ż wysoki, jak i ścieny, kryty hontami, i padtrymliwaŭ adzin wielizarny komin; i jaho strakaty koler świedczyŭ i pra siwy ŭzrost, i pra akuratnaść haspadaroŭ, bo pa miery taho, jak honta hniła, jaje zamianiali nowaj, tak szto pobacz z wuhalna-czornaj, abo pakrytaj szerym mocham, tut i tam bliszczeli sierabrystyja i szeryja, jakija prymuszali hety maleńki dach miżwoli nahadwać siwuju haławu mocnaha staroha. Niepadalok stajali haspadarczyja pabudowy, i pamiery abory i świrana, i dwuch wialikich humnaŭ świedczyli pra dobraje żyćcio haspadara. Staryja lipy, biarozy i klony kidali cień na ŭsie budynki; i ŭsio padworje, byccam naŭmysna pakrytaje zialonym dziornam; z soniecznym hadzińnikam pasiaredzinie, było czystaje, roŭnaje i świeżaje, byccam pafarbawanaje! Usio heta było akrużana wysokim parkanam, pobacz z jakim stajaŭ rad piramidalnych tapolaŭ, jakija chmiel źwiazwaŭ swaimi hirlandami i ŭpryhożwaŭ wiankami. Samo saboj zrazumieła, szto kala humna na wysokim słupie stajała hałubiatnia, a busły hniazdzilisia ŭ starym dubie nad rakoj, bo niwodnaja szlachieckaja siadziba nie moża abyścisia biez ich.
Wiosaczka taksama była pryjemnaja dla woka; i, niahledziaczy na czornyja chaty biez kominaŭ, z maleńkimi zakuranymi wakiencami, niahledziaczy na niekalki sadoŭ kala chat, jana mieła niejki prywabny, świeży i radasny wyhlad. Czym heta można było b patłumaczyć? Nie wiedaju; mahczyma, heta byŭ wynik adsutnaści ruin i pusteczy, wynik paradku i czyścini wakoł chat i na wulicy, jakaja zwyczajna ŭ inszych miescach była brudnaj i hnojnaj, wynik hustych ścirtaŭ pry humnach; a moża ŭreszcie wiasiołyja twary i wiasiołaja haworka wiaskoŭcaŭ, apranutych celna i czysta, tak ażyŭlali hetuju miascowaść. Paŭtaraju, szto nie wiedaju, wiedaju tolki, szto tak i było.
I heta jaszcze nie ŭsio, i siadziba i wioska byli akrużany takoj cudoŭnaj, malaŭniczaj wakolicaj, szto ja nawat nie dumaju apiswać jaje, bo peŭna nie zdoleju. Skażu tolki, szto choć heta była raŭnina, jana była takaja raznastajnaja, takaja ażyŭlenaja źwilistym bieham raki, łuhami, palami, hajkami, aziorkami i piasczanymi wydmami; tak paetyzawana to kryżam pry darozie, to kapliczkaj la krynicy, to rybackaj chatkaj ci mahiłaj tapielca nad rakoj, to, nareszcie, budkaj wartaŭnika la lesu, albo szwiedskimi mahiłami na piaskach, parosłych jadłoŭcam, ci samotnaj hruszaj siarod pola, szto ciażka było na jaje hladzieć, bo, hledziaczy na jaje, asabliwa na apranutuju ŭ wiasnowyja szaty, serca rastawała ad niejkaj piaszczotnaj radaści, i chto wiedaje czamu, woczy napaŭnialisia ślaźmi.
Z dwuch bakoŭ niebakraj zakrywaŭ ciomny les, z treciaha jon źliwaŭsia z błakitnym niebam, tolki iduczy ŭzdoŭż raki, woku traplalisia malaŭniczyja niewialikija zaścienki; z czaćwiortaha, za rakoj, na schile ŭzhorka, raźlohsia wializny panski dwor, jak jakoje miasteczka, z sadam, jak les, z pałacam, jak kaścioł, i jaho można było ŭbaczyć amal za paŭmili.
Szlachieckaja siadziba, jakuju ja apisaŭ, należała panu Juryju. Ja, wiadoma, nie mahu nazwać jaho proźwiszcza; Skażu tolki, szto pana Juryja tytuławali Charunżyczam: bo ŭ nas na Litwie, jak wam wiadoma ci niewiadoma, kożny szlachcicz pawinien mieć tytuł. Wam heta moża zdacca śmiesznym siońnia, kali bolszaść sprabuje atrymać pasadu dziela tytuła; ale ŭ naszych litoŭskich tytułach ja baczu pamiatku czahości, mahczyma, wielmi starażytnaha, ale i wielmi dobraha: tut heta świedczyć, szto daŭniej, kali ideju dziarżaŭnaj służby nielha było adździalić ad szlachcicza, choć na wajnie, choć u miry, kożny mieŭ tytuł jak znak zasłuhi, i adsiul zwyczka karystacca tytułami, jakaja zachawałasia da naszych czasoŭ. Szkada tolki, szto siońniasznija tytuły zakanczwajucca na icz!...Ale! Wydatnaja dumka! Niaŭżo nielha i arystakrata pieratwaryć na arystakracicza? Heta było b wielmi prawilna…
Ale heta nie da reczy; ja wiartajusia da pana Juryja. Jon byŭ wielmi dabradusznym chłopczykam! Ja wiedaŭ jaho amal hetak ża dobra, jak i siabie, bo my razam chadzili ŭ szkołu, ci, każuczy pa-staromu, lażali na adnym piańku. Nabożny, sardeczny, jon z radaściu achwiarawaŭ by aposznim szelaham, swajoj najdarażejszaj cackaj, kab dahadzić kamu-niebudź, jon z radaściu addaŭ by swaju kaszulu, kab dapamahczy kamu-niebudź; i jon wuczyŭsia bojka, i swawoliŭ łoŭka, i lubiŭ swaju dobruju maci i siamiejnuju strachu bolsz za żyćcio. U jaho byŭ tolki adzin niedachop, maleńki, zdawałasia b, biaskryŭdny dla kaho-niebudź; ale na samoj sprawie samy żachliwy z usich, jon nie mieŭ paczućcia miery pry nieŭtajmawanaj schilnaści da raskoszy. Biedny czaławiek atrymaŭ u spadczynu naturu swajho baćki!
Niabożczyk charunży, jak i inszyja, nie moh ni ŭ czym sabie admowić; a z inszaha boku, kali jon pamior, jon pakinuŭ żoncy tolki niekalki dziasiatkaŭ z niekalkich sotniaŭ dusz, jakija sumlennaja pani-charunżyna wyrwała z paszczy kredytoraŭ, pradaŭszy cudoŭnych koniej i karety, mahonii i kuczy brazhotak, nazapaszanych niabożczykam, i z sumam u sercy raźwitaŭszysia z wialikim natoŭpam usialakich słuh. Praŭda, nawat usio heta nie wielmi dapamahło b; ale znajszlisia sumlennyja daŭżniki, jakim niabożczyk pazyczyŭ hroszy biez jakoha-niebudź zwarotu, i nawat biez jakich-niebudź natatak u siabie, jakija ŭ lichuju hadzinu paśpiaszalisia na dapamohu, wypłaczwajuczy swaje daŭhi. Biednaja charunżyna z wialikaj ciażkaściu dała siabie pierakanać u sutnaści reczy, spaczatku ŭspryniaŭszy pryznańnie daŭżnikoŭ jak niejkuju siabroŭskuju prapanowu, jakoj jana nie adważyłasia skarystacca, nie majuczy nijakaj nadziei kali-niebudź wiarnuć jaje.
Ciapier, jak ja ŭżo kazaŭ wyszej, synoczak udaŭsia ŭ baćku, i pry najmienszaj nahodzie ŭ im adhukałasia taja ż zhubnaja słabaść. U szkole jamu dastatkowa było pasiabrawać z niejkim paniczam, jak jaho adrazu ż achopliwaŭ niejki dziŭny szał ci apjanieńnie, i jon ślepa kidaŭsia na darohu, jakaja wiała jaho za sto mil ad jaho ŭłasnaj śfiery. Nieŭzabawie jon musiŭ apranacca, jak jaho nowy siabar, nabyć sabie taki ż hadzińnik, łancużok, szpileczki, lusterki, hrebni, szczotaczki, mylca, parfumy, pamady, karaciej każuczy, cełuju hałantarejnuju kramu. Jon użo nie moh abychodzicca biez palczatak, łakirawanych botaŭ, humowych haloszaŭ; jon bolsz nie moh pisać na zwyczajnaj papiery, jon bolsz nie moh taczyć piaro prostym nażom, jon nie moh wuczycca z pierapisanaha, jon abawiazkowa pawinien byŭ mieć usie knihi i darahi słoŭnik, dy jaszcze ŭ raskosznych pieraplotach!... I treba wiedać pra heta jaszcze i toje, szto niszto nie mahło doŭha ŭ jaho trymacca, bo kali b jon tolki zaŭważyŭ, szto kamuści sztości padabajecca z jaho reczaŭ: jon chutka ad ich admowiŭsia b. A na majoŭku, ci na swaje imianiny, jon abawiazkowa pawinien byŭ czastawać swaich kaleh; ale nie piernikami i jabłykami, a pirahami i apielsinami, wiadoma, uziatymi ŭ kredyt; bo ŭwieś zapas hroszaj, jaki zwyczajna ŭ toj czas dasyłała maci, nawat nie paśpiawaŭ sahrecca ŭ jaho kiszeni! kali b chacia iszoŭ na wypłatu daŭhoŭ, dy dzie tam! chutka dastawaŭsia jahonym paważanym tawaryszam!...
Nabliżalisia wakacyi, a razam z imi i czas wypłaczwać daŭhi. Kolki tady pakutawaŭ biedny Juraś, jak horka jon szkadawaŭ pra swaju lehkadumanaść — ja nie mahu apisać hetaha. Jon, jaki tak lubiŭ swaju maci, baczyŭ, z jakim kłopatam i z jakoj addanaściu jana pracawała, kab zabiaśpieczyć jamu niezależnaje, spakojnaje isnawańnie, jaki tak czasta czuŭ jaje prośby i uhawory paźbiehnuć marnatraŭstwa, ciapier jon pawinien byŭ sustreć jaje suciaszalnaj nawinoj pra swaje daŭhi! pra daŭhi, nazapaszanyja za drobiazi, biez jakich jon moh i pawinien byŭ abyścisia, nawat żadać ich użo było hrachom! Jon nie moh prynizicca da takoj stupieni, kab wydumlać niejkija pachwalnyja pryczyny abo nieabdumanyja patreby pierad maci, bo wiedaŭ, szto jana abawiazkowa jamu pawieryć. Tamu jon usimi mahczymymi sposabami staraŭsia chacia b pamienszyć sumu hetych niaszczasnych daŭhoŭ: i woś jon czastku wypłaciŭ, pradaŭszy raniej nabytyja darahija brazhotki amal za biescań, czastku chawaŭ, abiacajuczy kredytoram szczodryja pracenty; a astatniaje, z horkimi ślaźmi, pryznawaŭ!...
Biez najmienszaha dakoru, z niewymoŭnaj dabrynioj zapłaciła jaho darahaja maci; i heta jaszcze macniej raniła serca biednaha Jurasia, bo jon zanadta dobra adczuwaŭ, jakoje wialikaje pakarańnie zasłuhoŭwaje. Chistajuczysia ad płaczu, jon caławaŭ nohi swajoj najdarażejszaj maci, prosiaczy prabaczeńnia za swaju nieabdumanaść i najuraczysta abiacajuczy paprawicca; a jana bywała tolki horka-horka zapłacza! pryciskała jaho da serca, caławała ŭ łob, uzdychała, i na hetym kaniec; a kali wiarnułasia dadomu, maliłasia, paściłasia i prynosiła roznyja achwiary, kab wymalić Bożuju miłasernaść!
Juraś wierniecca ŭ szkołu, szczodra zabiaśpieczany hraszyma, piaszczotna nastaŭleny i błahasłaŭlony, i adrazu ż uwieś kapitał razydziecca, to na wypłatu daŭhoŭ z bandyckimi pracentami, to na padtrymku kaleh. Uspaminajuczy ślozy maci, jon paŭhoda zaścierahajecca ad usich wydatkaŭ, admaŭlaje sabie wa ŭsim i staranna paźbiahaje spakus. Ale raptam niaszczasnaja słabaść biare wierch nad jaho wolaj, jaho enierhija wybuchaje. Juraś znoŭ warjacieje! Jon płanawaŭ znajści sposab wypłacić swaje daŭhi biez dapamohi maci, bo spadziajecca stać nastaŭnikam ci kimści padobnym; ale nadzieja nie spraŭdżwajecca, i znoŭ tolki ślozy, prośby i abiacańni!!
Toje ż samaje i wa ŭniwiersitecie, taja ż nieabdumanaść; ale junackaja wola była macniejszaj za dziciaczuju; maci Jurasia niczoha nie wiedała pra jaho daŭhi, jon sam ich apłaczwaŭ sa swaich zarobkaŭ. I kali hrech byŭ wialiki, to i adkupleńnie było nie małym, bo jon pryświaczaŭ usie chwiliny dnia i bolszuju czastku noczy najciażejszaj pracy, kab, nawuczajuczy inszych za hroszy, nie zaniadbać ułasnuju nawuku.
Tak prajszło dwa z nieczym hady. U siaredzinie treciaha hoda, wyklikany listom adnaho z susiedziaŭ pad siamiejnuju strachu, tak bolej nie wiartaŭsia, bo śmierć jaho kachanaj maci nie tolki pryniesła jamu najmacniejszy bol u serca, ale i abciażaryła jaho haławu nieźliczonymi kłopatami. Niekalki tydniaŭ, prawiedzienych la jaje śmiarotnaha łoża, można skazać, całkam źmianili jaho, byccam jaho dusza, spaczuwajuczy cierpiaczaj, samaj kachanaj maci, źmiakczonaja hłybokim horam, wyliłasia ŭ inszuju formu i, dziakujuczy papiaredżańniam i nastaŭleńniam pamirajuczaj żanczyny, nabyła niepachisnuju mużnaść. Można skazać, szto hetyja niekalki tydniaŭ byli dla jaho niekalkimi hadami mazolnaj pracy pa raźwićci ŭ sabie sapraŭdy mużnaha charaktaru. Jon paabiacaŭ swajoj sumlennaj maci iści pa jaje śladach, dabradziejna wykarystoŭwać bahaćcie, addadzienaje jaje dabradziejnaj pracaj, lubić jaje lubimych sialan i dobrych susiedziaŭ; i paźbiahać raskoszy, jak ahniu; i jon strymaŭ swajo słowa.
Nie padajuczy pad ciażaram smutku, jon szukaŭ palohki ŭ sumlennaj pracy. I jak tolki razjechalisia susiedzi, jakija razam z im i majontkam addali swaje aposznija siabroŭskija pasłuhi charunżynaj, jon adrazu ż uziaŭsia za siadzibu i wiosaczku. I tam, i tam praciahłaja chwaroba maci pakinuła ślady; bo i sumlenny stary akanom, pan Hryka; i jaho biascennaja pałowa, jakaja dapamahała pani ŭ kirawańni domam, hublali haławu ad smutku, i nie baczaczy świetu dalej za ślaźmi, hladzieli nie haspadarku, a chworuju żanczynu; i słuhi biehli to da warażbitaŭ, to da lekaraŭ, to da ziołkaŭ, to da cudadziejnych wod z roznych bakoŭ... na żal, usio daremna!
Dyk spaczatku jon pajszoŭ z panam Hrykam u wiosku; u łazaret, u dom sastarełych, u szkołku; potym ad chaty da chaty, kab paznajomicca z tymi, kaho maci tak czasta rekamiendawała z takim kłopatam, kab dawiedacca pra ich patreby, paprasić u ich siabroŭstwa i dawieru. I siwyja staryja z chlebam i sollu sustrakali jaho na parozie, sa ślazoj spaczuwańnia na waczach; i łahodnyja sialanki sa szczyrymi rydańniami schapili jaho za ruki i, pasypaŭszy ich pacałunkami, horka zajenczyli, nazywajuczy jaho biednieńkim sirotkam i swaim darahim sokałam. O! jany dobra razumieli jaho stanowiszcza, bo jaho maci była i ich maci.
Kranuty da hłybini duszy, jon wiarnuŭsia dadomu z najmacniejszym raszeńniem pryświacić usie swaje siły dabru hetych dabradusznych sialan i ŭkłaści ŭsio swajo szczaście ŭ ich szczaście; i jon adczuwaŭ siabie nastolki mocnym u swaim maładym sercy, szto nawat kali b uwieś świet treba było zruszyć z pasady dziela dasiahnieńnia mety, jon by taksama pasprabawaŭ heta... biedny!...
I, wiarnuŭszysia, jon adrazu ż razam z pani Hryczynaj i Janam z Andrejem, dwuma starymi słuhami, paczaŭ paradkawać majontak. Wulicy hrabli i padmiatali, drewy aczyszczali, płaty i parkany papraŭlali, domik myli i bialili; a Jury, prysutny paŭsiul, kirawaŭ pracaj, bajuczysia, szto nieszta moża źmianicca ŭ starym ładzie, bo chacieŭ, kab usio było tak, jak było pry jaho maci. Praca iszła pawolna, asabliwa ŭ domiku, bo było bolsz płaczu, czym pracy; bo Hryczyna i Jaś z Andrusiom, jak jana ich nazywała, niahledziaczy na siwyja wusy i wialikija łysiny, — u kożnym pakoi, la kożnaha abstalawańnia, piersz czym paczać szto-niebudź, pawinny byli spaczatku, stojaczy sa załamanymi rukami i ślaźmi na waczach, uzdychajuczy i chistajuczy hałowami, raskazać adzin adnamu, jak jany kupili heta z niabożczycaj, jak jany heta pastawili, jak jany heta pieranieśli, jak heta padabałasia niabożczycy, jak jana karystałasia tym ci inszym i h.d.; i kali ŭsie troje nareszcie raspłakalisia i zaŭważyli, szto jany taksama pakryŭdzili Juryja baluczym uspaminam, pani Hryczyna, wycirajuczy ślozy fartuchom i chutka ŭziaŭszysia za pracu, zakryczała, byccam ad złości: «A nu! Jasiu, Andrusiu! Czaho ż płaczacie? byccam nie wiedajecie, szto heta Juraś... to bok panicza razżalić? Iszli b swajo rabili!» Bo kali ż pani ŭsio ż sama pacznie... — «Sama! jakraz sama!»...
Pychkajuczy i zadychajuczysia, jany na chwilinu zmoŭkli, kab tolki znoŭ paczać toje ż samaje pry najmienszaj nahodzie.
Ale nareszcie mituśnia skonczyłasia; usio było jak raniej, jak było pry żyćci i zdaroŭi niabożczycy, byccam tolki pa zwyczaju jana wyjechała na drożkach u pole abo pajszła na wiosku da chworych. Hetak ża łożak pad pawiljonam czysty i świeżazasłany, nad im Najświaciejszaja Panna Wostrabramskaja, z wiarbowaj halinkaj, z wianoczkami i hramnicznaj świeczkaj, pobacz maleńki stolik z raśpiaćciem i malitoŭnikam; — dalej pad aknom takaja ż maleńkaja szafka, na joj tabakierka i chustka: i karty dla paśjansu, i szkatułka, i koszyk z pracaj, i akulary na rehistrach, a pobacz — wializny staramodny fatel z padstaŭkaj dla noh; — dalej u kucie na kołach tyja ż kłubki i pasmy tonkaj praży i szpulka, a pad imi wituszki i pradzilnaje koła z Karaleŭca; i dalej u kucie na kominie toj ża znakamity wienski hadzińnik dalikatnaj raboty, jaki nawat pakazwaje źmieny miesiaca, usio jaszcze zawiedzieny rukoj charunżynaj, wiesieła adbiwaje hadziny i hraje wiasiołyja kuranty, choć jon użo adbiŭ aposzniuju hadzinu dla swajoj hasppaniadyni... dalej na pieczy, doŭhim szeraham, harbuzy roznych hatunkaŭ; dalej taja ż pryhożaja hatycznaja szafa, praz szklanyja dźwiercy jakoj wyhladajuć cudoŭnyja saksonskija farforawyja, krysztalnyja i srebranyja prybory i kitajskija skrynaczki dla harbaty; dalej, pa adzin bok dźwiarej, toj ża wianok z dażynak, pa druhi bok, aławianaja czaszaczka z raśpiaćciem dla światoj wady, prybitaja da dźwiarej... usio toje ż samaje: kanarejki wiesieła śpiawajuć u toj ża kletcy, ruży i hierani kwitniejuć na woknach, szpak karkaje dobry dzień ; tolki hałubki na pieczy, zdajecca, bolsz sumna burkujuć, lubimy sabaka chodzić, apuściŭszy chwost, i tużliwa wyje... U inszych pakojach taksama niczoha nie źmianiłasia; niwodnaja mebla nie źmianiła swajho miesca, niwodnaja karcina nie była pierastaŭlena. Jak i raniej, pan Hryka sa swajoj żonkaj żyli nasuprać; jak i raniej, sialanie źbiralisia na swaje schody ŭ prastornym piarednim pakoi; jak i raniej, Jury zajmaŭ tolki adzin maleńki pakoj, dzie jon niczoha nie zruszwaŭ z miesca, pakinuŭszy ŭsio tak, jak kaliści jaho lepszaja maci ŭładkawała.
Raźmiaściŭszysia takim czynam pa chacie, jon nieŭzabawie sabraŭ wykanaŭcaŭ testamientu swajoj maci, na czale jakich stajaŭ jaho chrosny baćka; patryjarch usioj szlachieckaj wakolicy, waśmidziesiacihadowy, kuntuszowy stary, pałkoŭnik Jury Kartacz; (u jaho honar byŭ achryszczany charunżycz Jury). Ale pra hetaha dabradziejnaha czaławieka my pahaworym u nastupnym razdziele, a tut majem hawaryć pra testamient.
Sialanam byli darawany ŭsie zapazyczanaści i sztohadowy padatak, a tyja niedarecznyja daniny z miodu, kurej, jajek, hryboŭ i h.d. byli skasawany nazaŭżdy. Hryka atrymaŭ pażyćciowa niewialiki falwaraczak, jaki nie chacieŭ pryniać, sa ślaźmi prosiaczy dazwolić jamu służyć Juryju da jaho śmierci i tolki zakazaŭ sabie pysznyja pachawańni niepadalok ad mahił Panskich. Jana i Andreja wyzwalili z usioj siamjoj i nadzialili ziamloj, na jakoj siadzieli. Jany pryniali achwiarawańnie, bo ŭ ich było dziaciej, jak baboŭ: ale jany taksama prasili pakinuć ich da śmierci na zwyczajnaj służbie. Ja nie budu zhadwać inszyja pabożnyja achwiarawańni i siabroŭskija pamiatki, bo mnie dawiałosia b zaniać jaszcze niekalki staronak, kab pieraliczyć ich, a ja zhadaju tolki najważniejszy punkt testamienta, heta znaczyć najważniejszy dla majho ramana. Heta była prośba da pałkoŭnika ab baćkoŭskaj apiecy nad Juryjem i ab wykanańni jaho abiacańnia, dadzienaha daŭno, adnosna szlubu Jurasia z jaho kachanaj unuczkaj, jaki pawinien byŭ adbycca praz try hady, wiadoma, kali Juraś budzie warty takoha szczaścia. Nie raz jon czuŭ prośby i zakliki maci pasprabawać zasłużyć heta, i tut jana paŭtaryła ŭsio heta, dadajuczy, szto nawat u mahile nie budzie mieć spakoju, kali pa jaho winie zapłanawany szlub razwalicca.
Niekalki miesiacaŭ, prawiedzienych u pastajannaj pracy, poŭnych dumak pra darahuju maci, niejak źmiakczyli hłyboki żal u sercy Juryja, ci, chutczej, prywuczyli jaho da taho piaszczotnaha stanu duszy, jaki nie pryhniataŭ jaho, a tolki akrużaŭ peŭnaj uraczystaściu; jon nie adbiraŭ u jaho żyćciowaj enierhii, nie akunaŭ jaho ŭ biezdapamożny smutak, a dawaŭ jamu siłu i stałaść, ale adznaczaŭ kożny jaho krok niaźmiennaj sumlennaściu i biaźmieżnaj dabrynioj. I adtul jon chutka staŭ ulubioncam usioj wakolicy, dalikatnaściu starych, jakich jon umieŭ szanawać, baczaczy ŭ kożnym adlustrawańnie postaci swajoj najdarażejszaj maci i kachanaj apiakunki, — pryjemnym hościem dla pryhożaj pałowy, jakuju jon nie kryŭdziŭ hrubaj nazojliwaściu i nie nadakuczwaŭ sientymientalnymi kamplimientami, i ŭzoram dla ŭsioj moładzi, jakaja lubiła jaho jak brata; słuchała jaho, jak arakuła. Szanoŭny pałkoŭnik zrabiŭ u hetym niemały ŭniosak... ale pra heta paźniej.
Szto da zaniatkaŭ Juryja, dyk jon ustalawaŭ u ich stały paradak raz i nazaŭżdy. Rana ranicaj, paśla kawy, pa-majstersku pryhatawanaj pani Hryczynaj, jon sadziŭsia na swajho adważnaha ciomna-szeraha kania i ruszyŭ na falwarak, u wiosku, u pole, a abbiehszy ŭsiu haspadarku, apoŭdni wiartaŭsia na abied i sadziŭsia za stoł z panam i pani Hrykami, jakija zabaŭlali jaho piaszczotnymi historyjami pra pamierłuju maci, ci pra dabradziejnaha pałkoŭnika, jaho ŭnuczku i rezidentaŭ, ci hawaryli jany pra patreby sialan, ci, nareszcie, pra kurej i indykoŭ, husiej i kaczak i h.d. A czasam, u bolsz świetły momant, jany bałbatali pra palawańnie, padczas jakoha pan Hryka pierażyŭ dziŭnyja reczy, i pra prywidaŭ i piarewaratniaŭ, jakich jon baczyŭ na ŭłasnyja woczy, i pra praklatych wiedźmaŭ, jakija pastajanna czynili nieźliczonyja szkody biednaj pani Hryczynie, i pra rusałak, jakija, kali żyta kwitnieje, kryczać pad jaje woknami cełymi naczami.
Paśla abiedu niekalki hadzin adpaczynku z knihaj, potym znoŭ pachod u pole, a pa wiartańni prahułka ŭ sadzie, sny pad drewami, pasadżanymi darahimi rukami maci, dohlad za kwietkami, jakija kaliści byli joj darahija, i h.d. Potym narada z wioskaj pra zaŭtraszni dzień, i, nareszcie, wiaczera, padobnaja da abiedu, a paśla hadziny czytańnia — malitwa i adpaczynak. Tak wiasnoj i letam; wosieńniu i zimoj miensz wierchawych pajezdak i prahułak, bolsz czytańnia i hutarak, ci, nareszcie, palaŭniczyja hulni.
Pa niadzielach ci światach pan Jury adpraŭlaŭsia na swaim koniku za milu da miasteczka, da kaścioła; a paśla imszy, paśla śniadanku ŭ hodnaha ksiandza probaszcza, dzie jon zwyczajna ledź żywym wychodziŭ z abdymkaŭ paważanych susiedziaŭ, jon suprawadżaŭ pana pałkoŭnika, da jakoha zwyczajna źbiraŭsia natoŭp szlachty, i da jakoha ja taksama zapraszaju łaskawaha czytacza.