Перайсці да зместу

Pan Sudzicz/VII

З пляцоўкі Вікікрыніцы
VI Pan Sudzicz abo Apawiadańnie pra Litwu i Żmudź
Аўтар: Ян Гаштаўт
1839 (пераклад 2025)
Арыгінальная назва: Pan Sędzic
Пераклад: Nejrust
VIII

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




RAZDZIEŁ SIOMY.

Wiestka pra rewalucyju ŭ Warszawie.

 Nocz była ciomnaja, iszoŭ mocny śnieh, kali nawakolle, sabranaje na wiaczerniaje świata ŭ domie panoŭ S..., dzie pan Sudzicz stajaŭ pobacz sa swajoj naraczonaj, paczuła hrukat karety, jakaja padjechała da hanka.

 «Chto heta? Chto heta?» —

 Żmudzin, uwieś bieły ad śniehu, kidajecca ŭ zału, zabyŭszysia nawat skinuć futra, nastolki jon śpiaszaŭsia.

 «Prynoszu wam ważnyja nawiny», — byli jaho pierszyja słowy; ale, ubaczyŭszy natoŭp ludziej, niby achopleny stracham, jon adszukaŭ siabra i, znajszoŭszy jaho pobacz, skazaŭ: «Ci jość tut chto-niebudź z palicyi, sa szpijonaŭ?» — skazaŭ jamu na wucha.

 «Nie, usie jany hramadzianie i susiedniaja szlachta».

 «Tady radujciesia ŭsie, rewalucyja ŭ Warszawie».

 Wialikaje słowa! czaroŭnaje słowa! Twoj huk dahetul adhukajecca ŭ wuszach i duszy kożnaha sumlennaha litwina.

«Ty nie żartujesz?» — spytaŭ Sudzicz.

«Nawina aŭtentycznaja. Użo dwa dni praz nasz pawiatowy horad, dzie, jak wy wiedajecie, ja żyŭ, prajazdżaje mnostwa karet i furmanak. Heta byli transpartnyja srodki ruskich hienierałaŭ i aficeraŭ, jakija ŭciakali z Warszawy ŭ Pieciarburh. Dawiedacca ad ich niczoha było niemahczyma, bo jany ni z kim nie razmaŭlali. Ale siońnia prywatny pisar, dabraduszny chłopiec, napaiŭ adnaho fieldjehiera i dawiedaŭsia ŭsiu praŭdu. Wialiki kniaź Kanstancin pakinuŭ Warszawu z ruskim wojskam, i mienawita jon wysłaŭ hetaha fieldjehiera ŭ Pieciarburh. Polskaje wojska ciahniecca z prawincyj na dapamohu rewalucyjanieram. Szkoła padcharunżych paczała rewalucyju i z dapamohaj życharoŭ za adnu nocz wyhnała z Warszawy ŭsich maskaloŭ. Radujciesia, braty, nadzieja adradziłasia!»

Ledź jon wymawiŭ heta, jak usie prysutnyja mużczyny, żanczyny i dzieci, znajomyja i nieznajomyja, abniali żmudzina i prycisnuli jaho da serca; taki sałodki toj, chto prynosić żadanuju wiestku.

«Mnie wielmi pryjemna, — cicha skazaŭ żmudzin Sudziczu, — szto nasza szlachta chacia b patryjatycznaja».

Nowaja waza z punszam, pastaŭlenaja na stoł, była parożniaja praz dźwie chwiliny.

«Mazurku, mazurku!» — kryczali ŭsie.

Wincenta, siadajuczy za pijanina, — «u mianie jość mazurka, napisanaja tym, chto siońnia prynosić nam takuju ​​sałodkuju wiestku; jana pawinna była nazywacca żmudskaj, ja jaje zawu mazurkaj nadziei, i ja zajhraju jaje dla was».

«Wydatna, wydatna, nam inszaj nie patrebna», — skazali ŭsie, kali jana skonczyła hrać.

Usia nocz, nastupny dzień i jaszcze adna nocz nie mahli stamić tancoraŭ. Mazurka nadziei nie znajszła sabie supiernika.

Żmudzin pajechaŭ u Wilniu, kab tam jak u centralnym punktcie źbirać źwiestki, i paśla kansultacyj z dobra dumajuczymi ludźmi, jon by raiŭ, szto treba rabić u Litwie, abiacajuczy pawiedamić swajmu siabru pra najmienszyja detali.

Nasamrecz, nieŭzabawie jon napisaŭ nastupnaje:   «Emisar, jaki prybyŭ u hetyja dni z Warszawy, paraiŭ patryjotam stwaryć centralny kamitet u Wilni. Chłapicki, były hienierał, byŭ abrany dyktataram; Warszawa i ŭsia armija ŭskładajuć na jaho wialikija nadziei».

 Praz niekalki dzion:

 «Praklataja arystakratyja swaim upływam i intryhami zachapiła styrno patryjatycznych intaresaŭ u Wilni. U kamitecie siadzieli piać czaławiek biez enierhii (tut jon pieraliczwaje ich imiony). Na żywuju nastojliwaść uniwiersiteckaj moładzi, abjadnanaj z życharami, jakaja patrabawała paŭstańnia ŭ Wilni, kamitet adkazaŭ: szto treba paczakać, pakul palaki dasiahnuć znacznaj pieramohi pad Warszawaj. Jaki pryhoży czas my pakidajem! U Wilni nie bolsz za dźwie tysiaczy maskaloŭ; ja nie czakaju niczoha dobraha ad takoha paczatku».

 U inszym liście:

 «Emisar, jaki prybyŭ z Warszawy, pawiedamlaje pra ważnuju pieramohu, atrymanuju pad Hrochawam. Maskali tut u wialikim strachu. Miascowaja moładź uzbrojenaja. Amal usie patrony adkupleny ŭ maskaloŭ; czasam my płacili pa rublu za adzin patron. Kamitet usio jaszcze marudzić, patrabujuczy jaszcze adnoj pieramohi pad Warszawaj; na żal, jaho ŭpłyŭ wialiki».

Praz niekalki dzion:

«Dosyć hetaha! Nie chaczu śpiaszacca z abwinawaczwańniami, ale, baczaczy, szto tut adbywajecca, można skazać, szto nasz kamitet składajecca z siabroŭ maskoŭskich; jon usimi siłami sprabuje zatarmazić paŭstańnie. Moładź nieciarpliwaja, ale, na żal, pasłuchmianaja, adzin za adnym pakidaje horad, i ŭsie wysyłajuć zbroju za horad, bo palicyja paczynaje padazrawać, nawat chodzić pa damach u poszukach zbroi. Zaŭtra ja adpraŭlajusia na Żmudź; ubaczymsia ŭ darozie».

Na nastupny dzień żmudzin prybyŭ u dom pana Sudzicza.

«Nadzieja paczać paŭstańnie ŭ Wilni źnikła», — skazaŭ jon jamu. Usie, rasczarawanyja zatrymkaj, dumajuć tolki pra toje, jak wybracca z horada; ale wychad z horada achoŭwajecca. Jość tyja, chto abwinawaciŭ nasz kamitet u zdradzie. Ja nie zhodny, ale tłumaczu zatrymku naturalnymi razważańniami: kożny mahnat, akrużany wytanczanymi wyhodami żyćcia, staŭ padobnym da żanczyny, jamu nie chapaje ćwiordaści i mużnaści, tak nieabchodnych u rewalucyjnaj dziejnaści; z inszaha boku, jamu jość szto hublać, tamu jon nie chocza raszycca na nieszta niapeŭnaje; ehaizm pieramahaje ŭ im nad patryjatyzmam. Pawodle mianie, hety kłas treba nazaŭżdy wykluczyć z rewalucyi, abo, prynamsi, treba być nadzwyczaj aściarożnym, kab nie dapuścić, kab jaje kiraŭnictwa trapiła ŭ ich ruki, bo heta napeŭna paralizuje ŭsio. O! jakaja szkoda budzie naszamu buduczamu paŭstańniu ad taho, szto Wilnia budzie dla jaho straczana. Tam lażyć maralnaja i materyjalnaja siła Litwy; bo jość ludzi, jakija mahli b natchniać narod swaimi tworami; jość drukarnia, fabryka zbroi i inszaje, mnostwa szkolnaj, uniwiersiteckaj i haradskoj moładzi, arsienał, porachawy skład. Usio heta mahło b lohka trapić u naszy ruki, i ŭsio było straczana pa winie niekalkich hniusnych mahnataŭ. Ale niama patreby marnawać siły; dawajcie zrobim, szto możam, i my wykanajem swoj abawiazak. Skaży, ci ŭżo wywieźli składy, padrychtawanyja dla ruskaha wojska, jakoje pad Warszawaj?

— Niekatoryja paczynajuć dastaŭlać, ale pakul szto wielmi mała wyjszła. «

— Takim czynam, my pawinny nieadkładna paczać paŭstańnie. Składy zastanucca ŭ nas; i chacia b takim czynam my zamorym hoładam maskoŭski łahier. Ja ruszu na Żmudź, dzie, sabraŭszy niekatoryja źwiestki i sustreŭszysia z niekalkimi swaimi siabrami, paczynaju paŭstańnie. Bywaj zdarowy; piszy mnie pra toje, szto ŭ was adbywajecca. Ja, sa swajho boku, nie praminu pawiedamlać tabie pra ŭsio. Spadziajusia, szto nichto nie pieraŭzydzie ciabie ŭ patryjatyźmie. Bywaj zdarowy».

Pan Sudzicz uzdychnuŭ. Pierad im milhnuŭ wobraz Wincenty. U jaho duszy buszawała żudasnaja baraćba pamiż kachańniem i patryjatycznym abawiazkam. «Zaŭtra, — skazaŭ jon sabie, — ja pawinien byŭ być samym szczaśliwym z ludziej, ale maja ajczyna klicza mianie... O ajczyna! O, kachanka! Bażastwy majho serca! Czamu wy ŭ supiarecznaści ŭ hetuju chwilinu?» Piakuczy smutak achapiŭ jaho duszu.

Jon zahadaŭ padać kania: «Tak, — padumaŭ jon, — chaj jana zahadaje mnie; ja chaczu padparadkoŭwacca tolki joj ».

Padjazdżajuczy da doma panoŭ S., pan Sudzicz ubaczyŭ swaju Wincentu, jakaja siadzieła ŭ biarozawym hajku, świedcy stolkich ich niawinnych piaszczot, zahłyblenaja ŭ dumki, z jakich jaho prysutnaść nie mahła jaje wyrwać. Jon prywiazaŭ kania da drewa i sieŭ pobacz z joj, nie skazaŭszy ni słowa. Jany pahladzieli adzin na adnaho i doŭha maŭczali, bo ich duszy razumieli adno adnaho.

«Darahi Jazefie, — nareszcie z widawocznym namahańniem skazała Wincenta, — ty byŭ palakam, piersz czym stać maim żanichom. Ty całkam należysz swajoj ajczynie: jana klicza ciabie ŭ hetuju chwilinu. Słuchajuczy jaje hołas, ty wykanajesz swoj abawiazak... My abjadnajemsia, kali twaja ajczyna budzie wolnaj».

«Ty żadajesz hetaha, Wincenta?»

«Patrabuju. Majo kachańnie budzie suprawadżać ciabie ŭsiudy».

«Ja prahnu żyć i pamierci za swaju Ajczynu i za Wincentu», — skazaŭ jon i, atrymaŭszy piaszczotny pacałunak, palacieŭ rychtawacca da paŭstańnia.