Pan Sudzicz/V
| ← IV | Pan Sudzicz abo Apawiadańnie pra Litwu i Żmudź Аўтар: Ян Гаштаўт 1839 (пераклад 2025) Арыгінальная назва: Pan Sędzic Пераклад: Nejrust |
VI → |
RAZDZIEŁ PIATY.
Prachodziaczy praz wiosku pana Q., dwa maładyja siabry zaŭważyli niezwyczajny ruch. Usie sialanie, jak mużczyny, tak i żanczyny, sa ślaźmi na waczach iszli da karczmy, jakaja zajmała centr wioski. Padyszoŭszy da karczmy, jany ŭbaczyli niekalki asiadłanych koniej i trochkonnuju bryczku, jakija ŭwachodzili ŭ stadołu. Zacikawiŭszysia, jany zahadali furmanu zatrymacca pierad karczmoj; adtul wyjszaŭ znajomy panu Sudziczu kamisar spadara Q. [1].. . Na pytańnie, szto aznaczaje hety ruch, jon adkazaŭ: «Mużyki hetaj wioski paŭstali, tamu mnie dawiałosia adarwacca ad swaich najważniejszych abawiazkaŭ, kab pakłaści kaniec hetamu złu». Skazaŭszy heta, jon zaprasiŭ ich na chwilinu ŭwajści ŭ karczmu. Cikaŭnaść pahladzieć, szto budzie dalej, prymusiła ich pahadzicca na jaho prośbu.
Niekalki dziasiatkaŭ sialan abodwuch pałoŭ stajali ŭ pakoi twaram da dźwiarej, utwarajuczy paŭkoła. Kamisar, akanom, wojt i dziasiatnik znachodzilisia kala stała, za jaki sieli pan Sudzicz i Żmudzin u jakaści hledaczoŭ. Habrej, jaki arandawaŭ karczmu, jaho żonka i dzieci stajali kala pieczy.
Kamisar: «Joziel, — źwiartajuczysia da habreja, — raskaży , jak było ŭ minuły czaćwier?»
Joziel: «Nu, pan wialmożny kamisar wiedaje, szto ja trymaju akcyz i rynak dla hetaj wioski ad Swiatoha Juryja; pan wialmożny sam daŭ mnie kantrakt. Dyk woś, u hetym kantrakcie haworycca, szto niwodzin mużyk nie moża wieźci na rynak u miasteczka ni zbożża, ni kurej, ni husiej, ni cialat, ni wałoŭ; bo, jak słuszna każa pan wialmożny kamisar, kali mużyk idzie ŭ miasteczka, jon marnuje czas i prapiwaje hroszy. Nu, hetyja durnyja mużyki, jany nie razumiejuć, jakuju łasku wy im robicie. Jany choczuć jezdzić na kirmasz, i ŭ minuły czaćwier jany ŭsie pajechali; i kali ja z majoj żonkaj sprabawaŭ spynić , jany mianie abłajali, źbili i pajszli. Nu, pan wialmożny kamisar wiedaje, szto ja płaczu na dźwieście rubloŭ bolsz, czym inszyja, jakija byli da mianie. Nu, pan wialmożny kamisar wiedaje, szto ja daju kawu, cukar, arak i wino pa kantrakcie [2] . Nu, ja nie mahu tracić prybytak».
Kamisar: «Dosyć, dosyć, ja razumieju». Zwiarnuŭszysia da wojta: «Ci abwiaścili wy moj zahad usim hetym chamam nie iści na kirmasz, a pradać usio, szto ŭ ich jość, Jozielu?»
Wojt: «Abwiaściŭ, panie wialmożny ».
Kamisar: «Heta jaŭny bunt, jaŭnaje niepadparadkawańnie dwaru».
Adzin z sialan: «Ale, wialmożny panie , na rynku za pur żyta płaciać piać złotych, a Joziel nie daje nam bolsz za dwa z pałowaj. U mianie była adna ciałuszka na prodaż, za jakuju ja ŭziaŭ na rynku wosiem rubloŭ, a Joziel nie daŭ mnie za jaje bolsz za czatyry rubli i try bierlinki[3], i to pałowu hraszyma, a druhuju pałowu harełkaj». Kamisar: «Zamoŭkni, chamie, a to ja tabie kości pałamaju; ci heta ja z taboj razmaŭlaŭ?» Zwiarnuŭszysia da wojta: «Zaraz ża zakawać hetaha hićla ŭ łancuhi i adprawić jaho ŭ majontak, chaj jon tam pasiadzić ruski miesiac na chlebie i wadzie; a ty, panie akanom, adrazu ŭsim hetym adliczysz: mużczynam pa tryccać bizunoŭ, a żanczynam pa dwaccać rozhaŭ; i kali chto z ich u buduczyni adważycca szto-niebudź wywieźci na kirmasz, adrazu ż heta zabrać i adprawić u majontak. Zrazumieŭ?»
Akanom: «Zrazumieŭ».
Pan kamisar, raźwitaŭszysia z panam Sudziczam, pajszoŭ.
Żmudzin adwioŭ akanoma ŭbok i skazaŭ: «Ci chopić u ciabie biessaromnaści wykanać taki dzikunski zahad?»
Akanom: «Ale jak pan choczasz? Mnie wielmi balucza, ale ja b straciŭ swajo miesca i zastaŭsia biez chleba».
Paczuŭszy heta, pan Sudzicz: «Kali ty stracisz tut swajo miesca, ja waźmu na siabie abawiazak dastać u majho dziadźki inszaje, lepszaje, i nawat kali ja nie znajdu jaho tam, budziesz żyć u mianie biaspłatna, pakul nieszta nie atrymajecca».
Akanom: «Ja dawiaraju panskamu słowu», — i, źwiarnuŭszysia da rydajuczych sialan, — «idzicie ŭsie da chaty dziasiatnika i czakajcie tam, pakul ja pryjdu. Ich treba adsiul wysłać, — skazaŭ jon panu Sudziczu, — «kab habrej ich nie ŭbaczyŭ, a kali jany buduć u dziasiatnika, kul sałomy adbiare ŭsie pakuty, jakija pawinny byli atrymać hetyja biednyja ludzi. Treba dziejniczać razumna».
Wiarnuŭszysia dadomu, dwa maładyja siabry znajszli koniej, prysłanych ajcom H... z listom, u jakim zahadwałasia nieadkładna wiarnuć ich pa ważnych sprawach, dla jakich jon chacieŭ ich wykarystać. Na nastupnuju ranicu żmudzin wyruszyŭ u darohu, abiacajuczy czasta pisać.
Pan Sudzicz amal kożnyja try dni baczyŭ swaju Wincentu, czyje czary pajarczeli z wiartańniem spakoju.