Перайсці да зместу

Krywawy mirt

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Krywawy mirt
Аўтар: Адам Плуг
1863 (?) (пераклад 2025)
Арыгінальная назва: Krwawy myrt
Пераклад: Nejrust

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




Krywawy mirt.

APAWIADAŃNIE STAROHA LEHIJANIERA.

  Minuła ŭżo paŭstahodździa, jak u adnym z polskich szlachieckich damoŭ byŭ ja na wiasielli, na wiasielli, jakoje dahetul zastajecca pamiatnym mnie z pryczyny peŭnych akalicznaściej, jakija nadta mocna ŭrazili majo tady jaszcze junaczaje ŭjaŭleńnie. Ahułam nawat, chacia ja i doŭhaje żyćcio prażyŭ na świecie i bahasławiŭ mnostwa par, ja byŭ szczaśliwym udzielnikam mnohich pysznych wiasiellaŭ; ja nikoli bolej niczoha padobnaha nie baczyŭ i, wiadoma, nikoli nie pabaczu.

Żanich  mieŭ swajo hniazdo ŭ Litwie; jahonaja maci była rodam z Rusi, tamu z imi pryjszoŭ natoŭp swajakoŭ z toj i inszaj krainy, i heta ŭżo samo pa sabie nadawała asabliwaść hetamu wiasiellu, jakoje wiasioły natoŭp haściej żartaŭliwa nazwaŭ unijaj Litwy z Karonaj . Bo treba ż było jaszcze i tak dziŭna zdarycca, kab naraczonaja zwałasia Jadwihaj, a jon, byccam znarok, Uładysłaŭ.

Abiedźwie siamji byli wielmi zamożnyja, i chacia jany nie byli sienatarskimi, u ich nie brakawała zasłuh pierad ajczynaj; bo prodki i adnoj i druhoj na praciahu doŭhich stahodździaŭ niamała pakłali achwaraŭ na jaje ałtar, niamała krywi dziela jaje dabra pralili. Takim czynam, wiasielnaja ŭraczystaść była pieknaj; i szlachietny dom, wielmi zadawoleny swaimi haściami, pawodziŭsia, jak zawiecca, paczesna.

Za niekalki dzion pierad szlubam raspaczałasia biasieda, i czas iszoŭ wielmi wiesieła. Ale czym bliżej było da Sakramentu, tym paważniejszym stawaŭsia żanich, tym bolsz uraczystym zdawałasia jahonaje pieknaje abliczcza, tym bolsz uźniosłaj i ŭraczystaj zdawałasia jahonaja pastawa. I maładaja, cuda-dzieŭka, niejak zadumałasia pawoli, i nie skażu, kab jana spachmurnieła, ale chutczej upadała ŭ niewykaznuju żałobu i byccam u niejkaje zabyćcio; i hledziaczy na jaje aniolskaje abliczcza, na jakim wystupaŭ niejki nieziamny blask, na jaje tonkuju i zhrabnuju postać, jakaja na jaje lohkich nahach nibyta ŭźnimałasia ŭ pawietra, nie raz mnie zdawałasia, szto jana ŭżo nie adnoj duszoj, ale i ciełam adrywajecca ad ziamli.

My hladzieli na ich z wialikaj cikawaściu, z mimawolnym podziwam i zachapleńniem; i ichni asabliwy nastroj taksama paczaŭ niaznaczna ŭpływać na nas. Ad hucznaj zabawy i zaŭziatych tancaŭ my pastupowa pierajszli da cichaj i paważnaj biasiedy, da jakoj u toj czas nie brakawała źmieściwa.

I niekatoryja szaptali: niadziŭna, szto naszyja zakachanyja majuć sumnyja dumki; niadziŭna, szto twary baćkoŭ spachmurnieli. Adnym i druhim peŭna prychodzić na dumku, szto źwiazwać hetyja stasunki ŭ takija burliwyja czasy — drennaja prykmieta... Chto wiedaje, mahczyma, jaszcze do skanczeńnia miadowaha miesiaca małady zabudziecca na Himieneju dziela Marsa?...

 Nareszcie nastaŭ najuraczysty dzień. Maładyja ceły ranak prawiali ŭ kaplicy, spowiedziu i malitwaj rychtujuczysia da światych szlubaŭ; i kali jany wiarnulisia ŭ dwor, siabroŭki niawiesty nieŭzabawie paczali rabić bukiety, inszyja ŭ hety czas pajszli prybirać niawiestu. Hości, sabranyja ŭ wialikaj zali, paważna razmaŭlajuczy pamiż saboj, wa ŭraczystym nastroi ducha czakali zaruczanych z sardecznym bahasłaŭleńniem! Praz niekatory czas usie krychu ażywilisia, bo zjawilisia siabroŭki niawiesty z bukietami, i pakul jany ich zamacoŭwali, niekatoryja adpuskali wiasiołyja żarty na hety kont. Raptam, iduć! iduć! — zaszaptali ad bakawych dźwiarej, i ŭsie woczy pabiehli ŭ toj bok, i ŭsie byli poŭnyja zdziŭleńnia...

 Szafiery prywiali ŭ zalu niawiestu, jakaja była apranuta ŭ czornuju sukienku, a na haławie, pakrytaj biełym jak śnieh welumam, byŭ wianok z żywoha mirtu, na zialonych listach jakoha milhali krywawyja krapinki. Żanich, jakoha wiali siabroŭki niawiesty, mieŭ na sabie bieły żupanik, źwiazany czornym jadwabnym pajasom sa srebranymi probliskami, a na im — czorny kuntusz da kalen z biełymi wytaczkami; z boku ŭ jaho karabiela, u ruce biełaja szapka z czornym barankam, na hrudzi bukiet krywawaha mirtu.

My pierahlanulisia, byccam pytajuczy adzin adnaho pra pryczynu hetaha dziŭnaha ŭbrańnia; my pahladzieli na siabie i tolki ciapier zaŭważyli krywawy mirt i ŭ naszych bukietach.

Paśla niejkaj chwiliny maŭczańnia znoŭ paczalisia szepty, użo nie waczami, a słowami kożny chacieŭ dawiedacca pryczynu takoha wiasielnaha ŭbrańnia. U hety momant żanich wyjszaŭ u siaredzinu zali i tak da nas pramowiŭ:

- Was peŭna dziwiać naszyja żałobnyja sukni, u jakija my prybralisia na wiasielle, byccam nasupierak tradycyjnamu zwyczaju? Was taksama cikawić i toj krywawy mirt u wianku niawiesty i wiasielnych bukietach? Nie adzin moża zrabić z hetaha niejkija dziŭnyja wysnowy i cicha aburycca naszymi ekscentrycznymi pawodzinami, pryniaŭszy jaho za niejki wieniecyjanski maskarad, jaki źnieważaje świataść Sakramentu… Ciapier, piersz czym my pojdziem da ałtaru, piersz czym my schilim kaleni dla bahasłaŭleńnia, ja pawinien spaczatku patłumaczyć wam usiu recz, kab wy jaszcze szczyrej bahasławili nas i jaszcze bolsz horacza malilisia za nas.

Na praciahu amal dwuch stahodździaŭ żałobnaja suknia jość szlubnym strojem majho rodu, i jana zastaniecca takoj datul, pakul plamy krywi nie źniknuć z liścia mirtu, jakoje raście ŭ maim rodnym domie bolsz dwuch stahodździaŭ. Ab tym dzŭnym mirtu majem takoje padańnie:

 Pry panawańni Jana Kazimira, kali naszaja biednaja ajczyna mieła adrazu stolki niepryjacielaŭ, tak bahata żachliwych kryŭd, tak bahata parazaŭ ciarpieła, u listapadzie 1661 hoda, u dzień światoj Sałamiei, apiakunki naszaj siamji, katory ŭłasna siońnia światkujem, u domie majho prapradzieda, niahledziaczy na strach wajny, sabraŭsia wielmi wialiki hurt haściej; i, za wykluczeńniem starych i dziaciej, mużczynskaje tawarystwa składałasia adno z tawaryszaŭ-pancyrnych, jakija na adziny dzień patajemna wybralisia z raźbitaha niepadalok abozu, kab uziać udzieł wa ŭraczystaj siamiejnaj biasiedzie, szto niaczasta traplajecca. Heta było wiasielle, ale jakoje wiasielle!

 Moj prapradzied światkawaŭ swajo załatoje wiasielle, a jahony małodszy syn, moj pradzied, u hetuju radasnuju hadawinu, pawodle najszczaśliwaha nakanawańnia, taksama mieŭ abiacać wiecznuju wiernaść swajoj kachanaj. Boh świedka, nie była heta para dla hetaha, asabliwa dla taho, chto, jak moj pradzied, prosta z abozu iszoŭ da ałtaru, kab ledźwie nie ad ałtara znoŭ da abozu wiarnucca a moża i ŭ bajawy ahoń skoczyć. Ale ż płanawali jany hetaje wiasielle niekalki hadoŭ i ciarpliwa adkładali jaho da ŭraczystaj załatoj hadawiny, jakaja prypadała na świata naszaj apiakunki, jakaja bahasławiła i szlub majho prapradzieda, i jahonaha baćki i dzieda i troch starejszych synoŭ, dyk, daczakaŭszysia hetaha dnia, jany ŭżo nie zważali na niespryjalnuju paru, a cieszylisia ciapieraszniaj chwilaj, addaŭszy zaŭtraszni dzień Bohu.

I sapraŭdy, pieknaja heta była chwila, kali małady żanich, adważny woin z wojska Czarnieckaha, z luboŭju i wialikaj paczciwaściu ŭpaŭ da noh swajho baćki, prosiaczy bahasławieńnia; i kali hety szczaśliwy jubilar, hieroj nie tolki cichaj baraćby swajho prywatnaha żyćcia, ale i słaŭnych bajoŭ pad Zamojskim i Chadkiewiczam, z sałodkimi ślazami ŭ waczach, z niewymoŭnaj asałodaj na twary, uźniaŭ dryżaczyja dałoni nad haławoj syna i pramowiŭ bahasławieńnie:

«Budź takim ża szczaśliwym u damasznim żyćci sa swajoj kachanaj, jak ja byŭ szczaśliwy sa swajoj na praciahu paŭstahodździa i jak jość siońnia! Daj swajoj ajczynie toje, szto ja daŭ joj z łaski Bożaj, i ubacz jaje ŭ bolszaj sławie, czym jana jość siońnia!»

I pieknaja heta była chwila, kali siwyja staryja ŭ paważnym wiasielnym ubrańni, z mirtawymi bukietami na hrudzi, pabahasławiŭszy swaich dziaciej, sami skazali: «Bahasławicie nas!», schiliŭszy hałowy pierad dziećmi, haściami i damoŭnikami!

Abiedźwie pary praz chwilinu stajali pierad ałtarom u kaściole, napoŭnienym natoŭpam pabożnych i cikaŭnych pabaczyć niezwyczajny abrad; i praz niekalki hadzin cełaje wiasielnaje koła pad huki zwonkaj kapeły, ataczyli biasiednyja stały, uznosiaczy hałasy za zdaroŭje!

Kachajmasia jaszcze nie abyszło koła, jak pasiarod najwiasiołaj biasiedy, husar, uwieś zamazany brudam, uwarwaŭsia jak piarun, stomleny ad chutkaha biehu, i zapychanym hołasam kryknuŭ: «Da zbroi, braty! da zbroi!»

 Pierapałochanyja kabiety plasnuli biełymi dałoniami, tawaryszy adarwalisia ad stała, kinuŭszy niedapityja kielichi, a jubilar pierszym padskoczyŭ da husara, spytaŭszy pra pryczynu bajawoha kliczu:

 «Worah na nas idzie!» adkazaŭ źwiastun Biełony: «chutka my dadzim jamu bioj; i hramczej, czym tut wiasiołaja muzyka, nieŭzabawie zahrymiać hroznyja harmaty; i bolsz szczodra, czym wiesiołaje wino, paljucca tam płyni krywi! Da zbroi ż, kamu miłyja honar i ajczyna!»

 ”Da zbroi!” — kryknuŭ jubilar maładzieckim hołasam, woczy jaho zabliszczali dziŭnym ahniom i zaharełasia abliczcza; jon wyprastawaŭsia, horda ŭźniaŭ haławu i byccam wyras u hety momant...

 « Da zbroi!» - zahrymieŭ jahony hodny syn, i, ledźwie kinuŭszy poŭny wialikaj lubowi pozirk na swaju blednuju niawiestu, jon wybieh na dwor dać adpawiednyja zahady, a niekalki tawaryszaŭ pabiehli za im.

«Woś maja hadawina! — skazaŭ stary, zaźziaŭszy, — woś majo załatoje wiasielle! ... Łaskawy Boh da mianie, kali mnie siońnia dazwalaje skoknuć u taki taniec, kali ja ŭżo da inszaha nie zdolny. — I jon pacior ruki, padkruciŭ wus, braznuŭ karabielaj i kryknuŭ adnamu z dwornych: — niachaj mnie Chocimczyka siadłaje!»

 A jahonaja staraja żonka, dryżuczy i bladniejuczy, załamaŭszy ruki ŭ balesnym strachu, nie aśmielwajuczysia wymawić ni słowa, poŭnymi śloz waczyma pahladała nawokał, byccam molaczy pra paratunak. Maleńnie hetaje zrazumieli starejszyja syny i chutka źwiarnulisia da baćki z uhaworami, kab jon, majuczy dosyć łaŭraŭ bajawych, bahasławiŭ tolki małodszych na darohu, a sam zastaŭsia doma za Wojskaha dla żanczyn.

 Aburyŭsia stary hetymi wyrazami i nie dazwoliŭ bolej mowić pra heta. Niekalki razoŭ tolki z wialikaj czułaściu pacaławaŭ u łob swaju żonku, swaju dziaŭczynku, jak jon jaje nazywaŭ, abniaŭ zapłakanuju niawiestku, a praz paŭhadziny jon użo byŭ zusim hatowy, uzbrojeny z haławy da noh, a na hrudź sabie pawiesiŭ swoj darahi szlubny bukiet. Ubaczyŭszy heta, inszyja zaraz ża pajszli za jahonym prykładam, skazaŭszy, szto jany buduć tancawać lepsz, kali halinki mirtu nahadajuć im, szto jany byli ŭdzielnikami wiasielnaj biasiedy.

 Miensz czym za hadzinu ŭwieś dwor abiaźludzieŭ. Mużczyny pabiehli da abozu, a kabiety z tużliwaj malitwaj zamknulisia ŭ kaściole, zabraŭszy z saboj dziaciej.

Heta byŭ pamiatny dzień u historyi naszaj ajczyny, dzień wialikaj sławy i tryumfu adważnych polskich wojskaŭ, jakija pad kamandawańniem Stefana Czarnieckaha razhramili pieraważnyja siły niepryjacielskija.

 Ale dla majho rodu staŭsia jon dniom wialikaj żałoby; bo moj prapradzied, hety stary jubilar, z junackim zapałam ruszaczy ŭ najharaczy ahoń, byŭ parażony śmiarotnym strełam i nadta doraha zapłaciŭ za swaju adwahu. Jehonyja syny i dwornyja wynieśli jaho, akrywaŭlenaha, z pola boju i ŭ toj ża wieczar, napaŭżywoha, adnieśli dadomu, jaki napoŭniŭsia wialikim płaczam.

 Usia siamja z niewymoŭnaj luboŭju sabrałasia pry łożku adważnaha staroha, jaki, chacia i byŭ blizki da śmierci, mieŭ zreszty poŭnuju prytomnaść i swabodu rozumu, i nawat szczaśliwuju ŭśmieszku na twary. Kali jaho raspranali, kab pierawiazać rany, jon raptam zirnuŭ na siabie i aż zadryżeŭ ad radaści, zaŭważyŭszy swoj szlubny bukiet na hrudzi zapyrskany krywioju. Jon sarwaŭ jaho i addaŭ swajmu małodszamu synu, ułasna tamu, czyj szlub aświaczaŭsia ŭ toj dzień:

 «Waźmi!» jon skazaŭ: «hetyja mirty! Pasadzicie ich i staranna wyroszczwajcie ich jak wiecznuju pamiać u swaim rodzie! Jany peŭna pryszczepiacca, pryżywucca, bo kroŭ maja sardecznaja, czaść majho żyćcia ŭ ich uliłasia, i ja nie bluźnieru, kali każu, szto ŭraczysta aświaciŭ ich. Niachaj jany kwitniejuć, niachaj razmnażajucca ŭ buduczyja czasy na szlubnyja wianki i bukiety dla waszych dziaciej i ŭnukaŭ, i niachaj jany pieraniasuć u buduczyja czasy pamiać pra waszaha baćku, jakoha tak Pan Boh palubiŭ, szto jamu ŭ dzień jahonaha załatoha wiasiella jemu było dazwolena ŭ jakaści najuraczystaha tosta pralić żywuju kroŭ z ułasnaj hrudzi! Bahasłaŭlaju was! bahasłaŭlaju!»

 I, ciażka dychajuczy, jon uskłaŭ swaje ŭżo stynuczyja ruki na hałowy zapłakanaj siamji, a praz chwilinu prasiŭ spawiadalnika...

Nazaŭtra ŭwieś dom byŭ achopleny żałobaj, praz niekalki dzion adbyłosia pysznaje pachawańnie, a jaszcze praz niekalki tydniaŭ na dwary zastalisia tolki dzieci i żanczyny, bo mużczyny znoŭ pabiehli da abozu.

 Mirt, pasadżany i bierażliwa hadawany, wielmi lohka pryżyŭsia i nadta chutka adpuściŭ nowyja listy. I na hetych listach, na wialikaje zdziŭleńnie żanczyn, jakija jaho pilnawali, zjawilisia krywawyja plamy. Spaczatku, kali sadżali halinki, uziatyja z bukieta, ich nie admywali ad krywi, z pawahi da jaje naŭmysna zachoŭwajuczy jak światuju pamiatku; na starych listach byli plamy sapraŭdnaj krywi; kali hetyja plamy znajszli i na maładych, doŭha nie mahli zdać sabie sprawu z hetaj zjawy, adnak zaŭżdy liczyłasia, szto heta tolki źnieszniaja recz; zreszty nie sprabawali tych plamak zmywać, kab nie zmyć taksama krywi i sa starych listoŭ. Ale kali staryja listy pawolna sami apali, a maładyja, adzin za adnym, na ŭżo wialikim kuście pakrylisia krywawymi plamami , ich szczodra palili wadoj, ale plamy nie zmyli. Jany sprabawali ścierci ich rukami; niekalki listoŭ ścierli ŭ kaszu, i i nareszcie pierakanalisia, szto dziŭny żart pryrody abo, chutczej, dziŭny Boży nakaz kroŭ adważnaha staroha uwiekapomniłasia na listach mirtu, jaki wyras z halin, szto składali jahony szlubny bukiet.

Lohka zrazumieć, jakoj uraczystaj pamiatkaj staŭsia toj mirt dla naszaha rodu. Pilnujuczy jaho z najczułaj bierażliwaściu i paczciwaściu lezď nie relihijnaj, staralisia jak najlepiej jaho raspłodżwać, szto, zreszty, atrymliwałasia niewierahodna lohka. Mahczyma, nie daremnaja była wiera kanajuczaha staroha, kali jon na śmiarotnym łoży skazaŭ, szto kroŭ jahonaha serca, czastka jahonaha żyćcia, praliłasia na hety mirt i ŭraczysta aświaciła jaho.

 Moj dzied użo z krywawych mirtaŭ padaryŭ swajoj kachanaj wianok, i bolsz taho, pasłuchmiany woli swajho baćki, u honar pamiaci hieraicznaha prodka, starym zwyczajem swajho rodu, prystupajuczy da szlubu ŭ dzień światoj Sałamiei, pawioŭ swaju niawiestu da ałtara nie ŭ biełaj, a ŭ czornaj wopratcy. Maje baćki taksama świata zachoŭwali hety zwyczaj: dla ich dzień światoj Sałamiei byŭ dniom wiasiella i razam z tym siamiejnaj żałoby, bo i jany taksama mieli wiasielnyja bukiety i wianok z krywawaha mirtu. Siońnia maja czarha, bo z prapradziedawaha mirtu kroŭ dahetul nie syszła. A tamu nie aburajciesia naszaj żałobnaj wopratkaj, ale bahasławicie nas ad usiaho serca ... Bo chto wiedaje, jak złożycca nasz miadowy miesiac? Jak paŭpływaje na nas mirt nasz szlubny? Moj światoj pamiaci dzied, usioj duszoj addany Laszczynskamu, musiŭ praz kolki tydniaŭ paśla szlubu pakinuć swaju żonku, kab złażyć krywawy wykup krywawamu mirtu, a joj dać danasić żałobu; hetaksama i baćka moj najmilejszy, jaki ażaniŭsia z majoj matkaj jaszcze pry Stanisławie Paniatoŭskim… Ci buduja szczaśliwiejszy za ich, ci nieszczaśliwiejszy?.. Dyk bahasławicie, bahasławicie nas ad usiaho serca, nie na radaść i supakoj, ale na trywałaść i achwotnuju achwiaru!

 Jon skonczyŭ, i nas achapiła wialikaje zadziŭleńnie, i dziŭnyja dumki awałodali nami... Toj nieszta szaptaŭ swajmu susiedu i raptam spyniŭsia, bo raspaczaŭsia ŭraczysty abrad bahasłaŭleńnia, a ŭśled za im usia wiasielnaja pracesija paśpiaszała da kaścioła. Ja taksama pajszoŭ razam z inszymi i szczyra maliŭsia za szczaście maładych, prosiaczy dla ich trywałaści i dobraj woli ŭ achwiary. Ja chacieŭ malicca doŭha, ale mnie ŭżo nie chapała zasiarodżańnia ducha, bo krywawy mirt, jaki byŭ u maim bukiecie, tak pieraważna apanawaŭ mianie, szto ja ŭżo nie moh dumać ni pra szto inszaje.

 Skonczyŭsia światy abrad i my pawiarnulisia ŭ dwor. My ŭźniali tost za szczaście maładych i spakojna, paważna razmaŭlali pamiż saboj, użo nie dumajuczy pra hucznuju biasiedu, a jaszcze mieniej pra tancy, jakija nie mahli pahadzić z żałobaj.

Mianie pastajanna kroiła apawiadańnie Uładysława pra załatoje wiasielle jahonaha prapradzieda, i klicz taho husara ŭsio jaszcze huczaŭ u maich wuszach: braty, da zbroi! Da zbroi! I nie raz ja tak zabywaŭsia, szto na najmienszy huk na dwary padbiahaŭ da wakna, kab pahladzieć, ci nie ŭbaczu ja kryłataha pasłanca Biełony; pry kożnym skrypu dźwiarej kidaŭ pohlada na ich, dumajuczy, szto jon użo ŭbiahaje ŭ zalu...

 I szto wy na heta skażacie? Pad wieczar zjawiŭsia pasłaniec! Praŭda, wyhladaŭ inaczaj, inaczaj da nas pramaŭlaŭ, i my nie kinulisia zaraz ża ŭ bajawy taniec; tym nie miensz, nie adzin z nas, zdolnych trymać zbroju, szto byli na tym wiasielli, nie adkupilisia ad krywawaj daniny krywawamu wiasielnamu mirtu. Usio naszaje maładoje tawarystwa razam z panam Uładysławam jaszcze na tym tydni pabiehła ŭ świet szyroki i nieŭzabawie pawiarnułasia pad baćkoŭskija strechi…

 Szmat minuła hadoŭ z taho czasu. Ja nikoli nie byŭ na wiasielli kahości z rodu pana Uładysława; tamu ja nie wiedaju, ci rastuć jaszcze ŭ jahonym domie krywawyja mirty. Ale jahonaje apawiadańnie nastolki ŭjełasia mnie ŭ pamiać, nastolki zabłytała moj rozum, szto jaszcze da siońnia, kożny raz, kali ja apyniajusia na wiasielli, mnie mroicca, jak niawiesta ŭ żałobie i wianku z krywawaha mirtu idzie da ałtaru, i byccam usio wiasielnaje koła prybranaje ŭ czornaje; i badzioraja muzyka abrażaje mianie, i radasnyja tancy aburajuć mianie!.. Heta dratuje mianie zwysz usiakich słoŭ i nawat pałochaje mianie, jak simptom warjactwa; tamu pry kożnym szlubie ja horacza malusia, kab miłaserny Boh nareszcie źniaŭ toje dziŭnaje zaklaćcie z maich niaszczasnych waczej i dazwoliŭ mnie pabaczyć świet u bolsz radasnych farbach!!...

Гэты твор пашыраецца на умовах ліцэнзіі Creative Commons Attribution-ShareAlike 4.0 Unported, якая дазваляе вольнае карыстаньне, пашырэньне й стварэньне вытворных з гэтага твораў згодна з умовамі прытрымліваньня і пазнакі ліцэнзіі ды аўтара арыгінальнага твора. Усе вытворныя творы будуць абараняцца той жа самай ліцэнзіяй, што й гэты.