Hość z mahiły
| Hość z mahiły (Apawiadańnie kaściolnaha dziadka) Аўтар: Адам Плуг 1850 (пераклад 2025) Арыгінальная назва: Gość z grobu Пераклад: Nejrust |
| Pani A. W. na pamiać |
Budzie ŭżo tamu hod moża dwaccać, jak ja prajazdżaŭ z baćkami praz tuju samuju wiosaczku, dzie ciapier pierakazwaju ludziam paczutyja historyi. Tady ja, mabyć, byŭ zusim maleńkim dziciem, bo tolki ŭpierszyniu ŭ żyćci ja chadziŭ, wandrawaŭ, z siamjoj, jakaja nie mieła swajho kuta ŭ świecie i tamu była asudżana na wiecznuju pilihrymku pa dwarach panoŭ, jakija mianiajuć swaich słuh czaściej, czym samy zaŭziaty słuha mianiaje swaich koniej. My spynilisia ŭ wielmi cudoŭnaj karczmie, jakaja nazywałasia zajeznaj, kudy, paśla doŭhich prośbaŭ, hanarliwy arandatar, abo karczmar, dazwoliŭ nam zajechać z naszaj żabrackaj budkaj; i naczawać nie ŭ haściawych pakojach, a ŭ szynkarskaj chacie, na wiazancy sałomy, dzie szum dziŭnych haściej, jakija ŭsiu nocz balawali, nie dawaŭ nam ni chwiliny spać.
Na nastupny dzień na świtańni, pakul moj baćka źbiraŭ bryczku dla dalejszaha padarożża, maci pawiała mianie na szpacyr pa zialonym bierazie cudoŭnaj raki, nad jakoj, na ŭzhorku ŭdaleczyni, uzwyszaŭsia wielizarny pałac z wysokimi wieżami, krytymi załaczonaj blachaj, akrużany raskosznym sadam, atoczany wysokim muram, praz jaki wiała kasztoŭnaja hatycznaja brama. U sadzie, siarod jełak, chwoj, klonaŭ, tapolaŭ i biaroz, u sa smakam raskidanych kłumbach można było ŭbaczyć strojnyja wieży, kitajskija i szwiejcarskija nawiesy, kałony i statui, mudrahielistyja masty i pieszachodnyja pierachody, paromy i bociki. A paabapał pałacawaha hmachu, u formie amfiteatra, stajali wielizarnyja mury, taksama krytyja blachaj, haspadarczyja pabudowy, stajni, świrany i h.d.
Mahczyma, za niekalki tysiacz krokaŭ ad hetaha majontka, na piasczanaj wydmie, uzwyszalisia zakinutyja mury kaplicy, prykrytyja dzirawaj sałamianaj strachoj, uwianczanyja żaleznym kryżykam, jaki abapiraŭsia na hniły słup, na jakim siadzieła panuraja smuhlawaja sawa, ihnarujuczy kryki wialikaj zhrai wierabjoŭ, jakija praz raźbityja wokny kaściolika czasam kidalisia na jaje, czasam znoŭ urywalisia ŭnutr. Zusim pobacz z kaściolikam niejkija dwa słupy, źwiazanyja ŭwiersie trecim, jak szybienica, trymali dwa maleńkija zwany. Usio heta akrużana pawalenym, hniłym parkanam, jaki bolsz nie baraniŭ ŭwachod ad koz i świniej, jakija, apahańwajuczy mahiły, źniszczali kwołyja biarozy i jełki, jakija daremna sztohod sadżała siroczaja ruka, paliwała horkimi ślaźmi, i nawat wykopwali z ziamli kości! Dalej, za ćwintaram, u żudasnaj ruinie lażała plabanija, a za joj ciahnuŭsia doŭhi szerah żabrackich, zapałych, czornych, biez kominaŭ, a niekatoryja nawat biez dachaŭ, sialanskich chat.
Siońnia ja mahu nazwać usio heta pa imieni, mahu zdahadacca pra lohkuju dla ŭjaŭleńnia pryczynu takoha stanowiszcza reczaŭ, mahu, na żal, zrabić sumnyja wysnowy; ale ŭ toj czas ja baczyŭ tolki pradmiety, jakija tolki ŭpierszyniu ŭrazili maju abudżanuju fantaziju i napoŭnili mianie żywoj cikaŭnaściu. Tamu ja zakidwaŭ swaju darahuju maci biaskoncymi pytańniami i, pakazwajuczy na ŭsio palcam, usio kryczaŭ: szto heta? dla czaho heta?
I ŭrażany wyhladam cudoŭnych pałacaŭ,
— Szto heta, darahaja mama? — kryczaŭ.
— Heta pałac, — adkazała mama.
— Pałac! Szto takoje pałac? — znoŭ spytaŭ ja.
— Pałac, — adkazała mama, — heta dom wialikaha Pana.
— A szto takoje wialiki Pan? — znoŭ spytaŭ ja.
— Heta czaławiek, — adkazała jana, — jaki nikoli niczoha nie robić, akramia jak liczyć hroszy, bo inszyja ludzi pracujuć na jaho; jon jeść tolki prysmaki, pje sałodkija napoi, zaŭsiody bawicca, bo ŭ jaho szmat cacak i żywych lalek, pryhożyja sukienki, koni, sabaki, strelby i ŭsio, szto jon chocza. A tyja, chto tut żywie, służać tolki jamu.
— Dobra być wialikim Panam! — zakryczaŭ ja, zachapiŭszysia karcinaj.
— O! I wielmi dobra! — adkazała mama z uzdycham.
— A szto heta? — znoŭ spytaŭ ja, pakazwajuczy na zakinutuju carkwu.
— Heta kaplica, — adkazała mama.
— Szto takoje kaplica?
— Heta damok Boha.
— Znaczyć, hety Boh, jaki tut żywie, służyć hetamu wialikamu Panu?
Dobraja maci ŭśmichnułasia i adkazała:
— Nie, majo żyćcio! Nie każy tak, bo heta niaprawilna! Boh nikomu nie służyć; bo Boh — Pan nad Panami, bo Jamu służać Nieba i ŭsia ziamla, i ŭsio, szto jość na Niebie i na ziamli, bo ŭsio heta Jahonaje, i ŭsio, szto my majem, Jon daŭ nam pa swajoj łascy.
— Dyk hety wialiki Pan służyć Jamu? — spytaŭ ja sa zdziŭleńniem, — i hety pryhoży pałac, i ŭsio, i ŭsio astatniaje jon maje z Jaho łaski?
— Tak, majo żyćcio.
— I czamu hety Boh sam żywie ŭ takim biednym domiku i daje takija pryhożyja pałacy?
Zbianteżanaja maci paśla niekatorych rozdumaŭ adkazała mnie:
— Boh nie żywie tut, dzicia majo; jaho żyllo na Niebie, pryhażejszaje za najpryhażejszyja pałacy najwialikszych Panoŭ, dzie my ŭsie kali-niebudź budziem żyć z Im, kali budziem dobrymi.
— A czamu maci każa, szto hety biedny dom — Boży dom?
— Tamu szto Boh sychodzić z Nieba, kali ludzi prosiać Jaho.
— Jany, napeŭna, wielmi dobra prosiać Jaho, kali Jon, buduczy Panam nad Panami i majuczy takoje pryhożaje żyllo na Niabiosach, prychodzić u taki niaszczasny maleńki domik pa ich prośbie?
— Tak, żyćcio majo; jon prychodzić u naszu biednuju chacinu, kali my dobra prosim Jaho, bo Jon wielmi, wielmi dobry Pan!
— I ci budziem my żyć z Im?
— Budziem, kali zasłużym hetaha.
— A toj wialiki Pan budzie?
— Budzie, kali zasłużyć.
— A chto dziela hetaha dobraha Pana pabudawaŭ tut taki niaszczasny maleńki domik?
— Heta toj Pan, jaki żywie ŭ tym pałacy.
— Tady jak Boh prymie Jaho na Niabiosach, kali Jon tak drenna prymaje Jaho tut?
Maci jaszcze nie znajszła adkazu na majo dziŭnaje pytańnie, kali zaźwinieŭ kaściolny zwon, i prahuczaŭ inszy:
— A czaho jany zwoniać?
— Kliczuć ludziej iści dziakawać Bohu za Jaho dary, prasić u Jaho żyćcia i zdaroŭja, chleba sztodzionnaha i pryniać ich kali-niebudź u Swajo żyllo.
Ja zmoŭk. Tłum dziŭnych dumak cisnuŭ u maju mrojnuju haławu; i zwanoczak źwinieŭ i źwinieŭ; i z wioski iszoŭ natoŭp ludziej z kosami, hrablami, wiłami ci siakierami na placzach, a za imi chtości jechaŭ na kani z puhaj u ruce, — i nichto nie zachodziŭ u kaściolik!
— Maci! — zakryczaŭ ja, zdziŭleny, — czamu jany nie iduć dziakawać i prasić?
— Tamu szto ich zahaniajuć u panszczynu; tamu szto jany iduć służyć Panu, jaki żywie ŭ pałacy, a ŭ ich niama czasu iści ŭ kaściolik.
— Jak heta? Maci każa, szto Boh — Pan nad Panami, szto ŭsie służać Jamu, nawat i toj Pan z pałaca, a hetyja ludzi nie służać Bohu, a służać hetamu Panu; chiba jon bolszy Pan za Boha?
— Nie, żyćcio majo! ale Boh dobry i miłaserny; Jon lubić tych, chto pracuje, i ad ich prymie padziaku i prośbu nawat u poli i ŭ lesie, hetak ża, jak prymaje pieśniu żaŭruka nad zialonym polem, pieśniu sałaŭja na kwitniejuczym drewie, jakija chwalać Jaho pa-swojmu, — bo ŭsio, szto żywie, chwalić Pana Boha.
— I hety ż Pan, czamu jon nie idzie dziakawać Bohu, kali jon daŭ jamu taki pryhoży pałac i stolki roznych reczaŭ? Czamu jon nie idzie prasić, kab jaho kali-niebudź pryniali ŭ jaho żyllo? Ci nie razhniewajecca Boh za heta? A szto, kali jon usio ŭ jaho zabiare i nie puścić u swoj pałac?
Maci ŭzdychnuła i niczoha nie skazała, a pawiała mianie z saboj da ŭbohaha kaściolika, każuczy:
— Chadzi, żyćcio majo, padziakujem Bohu za siabie i za inszych.
I ŭpała na kaleni la paroha, i horkija ślozy paciakli z jaje waczej ruczajom.
Ja stajaŭ kala jaje, byccam ukapany, skłaŭszy maleńkija ruczki na hrudziach i nieruchoma hledziaczy pierad saboj, byccam żadajuczy ŭbaczyć taho dobraha Boha, jaki pawinien byŭ pryjści paczuć padziaku i prośbu majoj darahoj maci; i, prasiaknuty niezrazumiełym paczućciom, choć ja Jaho i nie baczyŭ, ja byŭ upeŭnieny, szto Jon musiŭ być tam, i cicha szaptaŭ słowy malitwy, jakuju da hetaha dnia paŭtaraŭ ranicaj i ŭwieczary za maci, nie razumiejuczy dobra jaje sensu i nie ŭ stanie zapomnić słowy, a ciapier ja zrazumieŭ i znajszoŭ jaje ŭ pamiaci, i paŭtaraŭ usio: Boża, Boża! daj zdaroŭja i szczaścia baćku, maci i ŭsim ludziam!
O! dobry Boh, biezumoŭna, prysutniczaŭ tam i piestawaŭ maju dziciaczuju duszu na Swaim ułońni; bo hołyja ścieny kaplicy, wyćwiły malunak na ałtary z czatyrma żoŭtymi świeczkami i draŭlanym raśpiaćciem nie mahli achapić jaje tym wialikim, niezrazumiełym paczućciom, uspamin pra jaki dahetul abudżajecca ŭ joj i aświażaje majo serca sałodkimi ślaźmi.
My pakinuli Boży dom, i z wialikaj dumkaj u majoj maleńkaj hałoŭcy, z wialikim paczućciom u maim maleńkim sercajku, stawiaczysia surjozna da maci, ja bolsz nie turbawaŭ jaje swaimi pytańniami; i nieŭzabawie my pakinuli biednuju wiosku wialikaha Pana, sad jakoha byŭ poŭny marmurowych statuj, a kaścioł stajaŭ pusty, u jakoha nie tolki psary i stajnia byli bolsz zrucznymi, czym sialanskija chaty i żyllo światara; ale nawat pałac i haspadarczyja pabudowy, nawat karczma byli bolsz wielicznyja, czym Boży dom!!
I woś, praz dwaccać hadoŭ ja znoŭ na tym samym miescy, paśla czaho dziŭnyja ŭrażańni ŭ majoj duszy wyłuczajucca nad usimi inszymi, nieparaŭnalna bolsz świeżyja i, zdawałasia b, maćniejszyja.
Taja ż cudoŭnaja raka, taksama pahorki i drewy nad joj, toj ża most praz jaje, taksama darohi i ścieżki, i piejzaży wakoł; ale dzie toj maleńki damok Boży z dzirawaj sałamianaj strachoj? dzie ćwintar, usiejany biełymi kostkami? dzie taja niaszczasnaja plabanija? dzie wioska, jaszcze bolsz niaszczasnaja, czornaja, jak rospacz? dzie cudoŭnaja karczma? dzie wysokija wieży cudoŭnaha pałaca taho wialikaha Pana? Chto zamiest tych statuj u anhielskim sadzie pastawiŭ stolki kryżoŭ i nadmahilnych pomnikaŭ? Adkul toj pryhoży kaścioł na miescy byłoj ruiny, akrużany ścianoj i absadżany jełkami? Adkul toj zhrabny i zruczny, choć i ścipły, damok plabana? Jakaja czaroŭnaja pałaczka pieratwaryła staryja, zapałyja, razburanyja sialanskija chaty ŭ takija czaroŭnyja, wiasiołyja, biełyja i czystyja dworyki, akrużanyja pryjemnymi zialonymi drewami i jaszcze bolsz pryjemnymi wialikimi ścirtami zbożża? Czamu siońnia byłuju karczmu ci zajezny dwor nazywajuć parafijalnaj szkołkaj, byłuju stajniu — szpitalem, byłuju wielizarnuju kuchniu — łazaretam, byłuju winakurniu — achoŭnym domam, byłyja panskija świrny — hramadskim zapasnym mahazynam? Czamu hety cudoŭny pałac, pazbaŭleny załoczanaj blachi, pazbaŭleny woknaŭ, abłupleny ad tynkoŭki, staić u żudasnaj pusteczy ŭ ruinach na dwary, zarosłym pustaziellem? Szto heta za cudy? Czyja ruka heta zrabiła? Niaŭżo dobry Boh sapraŭdy razhniewaŭsia na hetaha wialikaha Pana i zabraŭ swaje dary? Ci pryniaŭ jon jaho chacia b u swoj niabiesny pałac?...
Woś kaściolny dziadok zwonić na «Anioł Panski» ; ja pajdu da jaho, i piersz czym pamalusia, jon pazwonić u jaho i rastłumaczyć mnie hetyja dziŭnyja reczy.
Skonczyŭ; ja padyszoŭ z prywietnym pakłonam:
— Niachaj budzie pachwalony Jezus Chrystus!
— Na wieki wiecznyja! — adkazaŭ jon, zdymajuczy szapku.
— Wy zwonicie ŭ pryhożyja zwany! Aż serca radujecca ich pryjemnamu huczańniu! Jak arhany hrajuć! A czuwać ich peŭna za dobruju milu; — skazaŭ ja, sprabujuczy paczać razmowu.
— Chwała Bohu! — adkazaŭ stary; — praŭda, szto jany pryhożyja! Praŭda, szto jany pryjemna źwiniać i ich czuwać daloka ludziam na ziamli; niachaj Boh paczuje ich i pryjemna prymie ich na Niabiosach! Niachaj malitwy, da jakich jany zaklikajuć, uprosiać Jaho miłasernaść da hresznaj duszy! I jon skłaŭ ruki i z hłybokim uzdycham uźniaŭ woczy da Niabiosaŭ.
— Pra jakuju hresznuju duszu ty każasz, dziedu? — z cikaŭnaściu spytaŭ ja.
— Ci mała hresznikaŭ na świecie? — skazaŭ stary i, dastaŭszy biarostnuju tabakierku, wietliwa paczastawaŭ mianie zialonym tabakom. My abodwa ŭziali, czchnuli i pażadali adzin adnamu sto hadoŭ; i ja znoŭ skazaŭ:
— Ale i dom Boży cudoŭny! Na jaho tak pryjemna hladzieć! Padobnaha niama wa ŭsioj miascowaści, nawat u pawiatowym mieście niama takoj światyni.
— Chwała Bohu na niabiosach! — uskliknuŭ stary, pabożna schiliŭszy haławu. — Kali b tolki ludzi, jakija tam molacca, atrymali Bożuju miłasernaść dla hresznaj duszy!
— Każuć, — praciahwaŭ ja, — tut dwaccać hadoŭ tamu ŭsio było inaksz... ci niejki inszy Pan pryjszoŭ siudy?
— Nie inszy, nie inszy, moj darahi Panie; stary Pan usio heta rabiŭ, ale z inszym sercam, ale z pakajańniem.
— A jak heta było? Raskaży mnie, darahi dziadula! daj mnie paczuć pra Bożyja cudy. Nu, kali choczasz, pojdziem da szynkara na szklanku piwa, tady, moża, z łaski swajoj, raskażasz mnie?
— Daj tabie Boh zdaroŭja! dobry panicz; i nawoszta mnie znoŭ chawać Bożyja cudy?
I my pajszli; i, sieŭszy na pień pad karczmoj, my paprasili paŭharszka martaŭskaha piwa, i stary paczaŭ hawaryć tak: «O, praŭda, szto dwaccać hadoŭ tamu tut było inaksz! Niabożczyk staraścicz, daruj jamu Panie, choć i byŭ z malenstwa wiedzieny sumlennaj rukoj, bo i Pan starasta, i Pani staraścina żyli ŭ strachu Bożym i kłapacilisia pra luboŭ ludziej; woś ża i jon spaczatku nieszta dobraje pradkazwaŭ i radawaŭ sercy ludziej i baćkoŭ; ale jak wyras, jak nawuczyŭsia ad niejkaha niemca nieczaławieczaj mowie i nieczaławieczym zwyczajam, jak paźniej błukaŭ pa czużych krainach, zabyŭsia i swaje zwyczai, i chatnija zwyczai i addaŭ usio serca zamorszczynie, źnienawidzieŭszy rodnuju ziamlu i ludziej, jakija żyli na ich, — tak usio i pajszło inaksz! A jak wiarnuŭsia dadomu, jak paczaŭ hulać i dziŭna siabie pawodzić; tak i swaich sumlennych baćkoŭ horam zabiŭ i adszturchnuŭ ad siabie sumlennych ludziej.
U biednych trunach jon pachawaŭ cieły swaich baćkoŭ woś tam, pad kaściołam, i nie tolki nie ŭszanawaŭ ich błażennaj pamiaci synoŭnim smutkam i pryhożym nadmahilnym pomnikam, ale jon nawat zabyŭsia pra ich duszy. Nie było jamu czasu pra heta dumać, bo treba było pić i palawać, i budawać cudoŭnyja pałacy, bo nowyja siabry i nowyja zwyczai byli zanadta ciesnyja pad ścipłym baćkoŭskim dacham!.. Tak i światynia Panskaja była spustoszana, pieratwaryŭszysia ŭ ruiny, byccam choczaczy nasypać imi pomnik trupam swaich dabradziejaŭ; wiaskowyja chaty paczarnieli, byccam jany apranuli żałobu pa swaim kachanym Panu, jany prawalilisia ŭ ziamlu, byccam chacieli ŭwajści ŭ mahiłu razam z im; kaliści pryhożyja twary wiaskoŭcaŭ zbladnieli i stali niaszczasnymi, i woczy ich nie wysychali ad śloz, byccam pamierłyja byli baćkami ŭsim im, a nie ŭłasnamu dziciaci! Ale zamiest hetaha byli pabudawany tyja cudoŭnyja pałacy, jakija ciapier abwalwaje ŭ ruiny ruka Bożaja, zatoje staraścicz dni i noczy hulaje z wybranym tawarystwam!...
Jon hulaŭ, zabyŭszy pra ludziej, pra jakich jon dawiedaŭsia na czużoj ziamli, szto jany bydlatki; zabywajuczy pra Boha, pra jakoha niejkija farmazony kazali jamu, szto jaho nie turbujuć sprawy czaławieczyja, szto jon nie czuje biazbożnaha śmiechu ci szczyrych płaczaŭ!.. Ale słuhi majho staroha baćki kazali mnie, szto czasam da jaho prychodziła chwilina pakajańnia, szto czasta, paśla raspusnaj hulanki, jon zamykaŭsia ŭ swaim pakoi, a potym biehaŭ, jak warjat, rwaŭ wałasy na haławie z baluczym stohnam i mocna bjuczy siabie ŭ hrudzi, potym padaŭsia twaram nicma pierad wyjawaj swajoj maci i płakaŭ żałasnym płaczam, jaki razrywaŭ jamu serca! I niekalki dzion paśla hetaha ludziam było lahczej; a jon, niaszczasny, bledny, byccam źniaty z kryża, chadziŭ zadumienna i panura. Kali b tolki znajszłasia jakaja-niebudź sumlennaja ruka, kab pawieści jaho na prawilny szlach, jon by napeŭna pakajaŭsia nazaŭżdy; ale dobryja ludzi, siabry baćkoŭ, adwiarnulisia ad jaho, a złyja, uwarwaŭszysia szumnym natoŭpam, adrazu ż pawiali jaho pa prataptanaj ścieżcy pahibieli! I ścipłaja kwietka cnoty, szto ŭźnikła ŭ jaho sercy, wymalenaja ŭ Boha malitwami światych dusz baćkoŭ, źwiała i zasochła, zaduszanaja pysznym pustaziellem; bieły hałubok dziciaczych uspaminaŭ zahinuŭ biedny ŭ kipciurach lutaha jastraba nieprystojnych straściej, wypuszczany piakielnymi palaŭniczymi!...
Ale piatnaccać hadoŭ tamu, jak siońnia pamiataju, na świata światoha Kazimira Karalewicza, imia jakoha nasiŭ stary kaścioł i jaki byŭ zastupnikam i pamierłaha starasty, i jaho syna, — było kala treciaha dnia Wialikaha postu, zjechałasia tut mnostwa Panstwa na adpust, adny z pabożnaści, inszyja dla czaławieczaha woka, a inszyja znoŭ, jak siabry staraścicza, jakija nie wieryli ŭ Boha, kab pahladzieć na pryhożych panienak i pachwalicca saboj! Staraścicz taksama pryjechaŭ u pazałoczanaj karecie, ci to pa toj ża pryczynie, ci, moża, kab zaprasić swaich tawaryszaŭ na raskosznaje świata, jakoje adznaczałasia ŭ dzień jaho światoha zastupnika; bo, akramia taho, jon nikoli nie byŭ u światyni Panskaj, adkul światatackaj rukoj wynies u swoj pałac najpryhażejszyja abrazy! Jon nie zatrymaŭsia nadoŭha, a pawiarnuŭsia i adrazu ż wybieh, padświstwajuczy; a ja stajaŭ la zwana, źbiraŭsia zwanić na kazańnie, i baczyŭ usio heta na swaje woczy.
Niejak u tym hodzie zima chutka ŭciakła ad nas, i ćwintar ŭżo pabialeŭ ad kostak, wykapanych z piasku. Staraścicz, wybiahajuczy z kaścioła, spatyknuŭsia ab niejki czerap i, stuknuŭszy jaho nahoj, widać, pa padbuchtorwańni satany, zakryczaŭ sa śmiecham: «Ha! Panie muzyka! (bo każuć, szto dzie czaławiek spatykniecca, tam lażyć niejki muzyka), praszu was pryjści da mianie na świata!» U mianie wałasy ŭstali dybam ad hetaj źniawahi miortwych!.. i trupnaja haława, kaczajuczysia pa żwiry, pramowiła mahilnym hołasam: budu! — Staraścicz azirnuŭsia, pabialeŭ, jak chustka, chacieŭ pierachryścicca; ale potym plunuŭ, zarahataŭ, uskoczyŭ u karetu i pamczaŭsia! I hrymotny tresk puhi zahłuszyŭ i huki zwanoŭ, i arhana, i napałochaŭ rudych soŭ pad kaściolnaj strachoj, jakija, wypaŭszy z nor, zławiesna załapali kryłami nad haławoj biazbożnika.
U pałacy na świacie była cełaja ćma haściej; i nasz paważany probaszcz usiu nocz prawioŭ u ślazach u malitwie, prosiaczy Bożaj miłaści dla duszy staraścicza, jakoha jon abmyŭ ad pierszarodnaha hrachu i nawuczyŭ malicca; i siońnia jaho ledź nie pahardliwa wyhnali z pałaca, kali jon pryjszoŭ z baćkoŭskaj paradaj, kab imianińnik adkłaŭ szumnaje świata na potym i nie spakuszaŭ sumlennych ludziej hucznaj biasiedaj na treci dzień Wialikaha postu!
Nazaŭtra, na świtańni, ja pajszoŭ, jak zwyczajna, zwanić na malitwu «Anioł Panski» ; ale mahutny Boża! Szto ż ja znajszoŭ na ćwintary!... Jakraz na mahile starasty lażaŭ jaho niaszczasny syn, raskinuŭszysia, z warjackimi waczyma, z blednym twaram, z rastrapanymi wałasami, z wusnami, zapeckanymi zapieczanaj krywioju, zusim pramokły pad dażdżom, źmierzły na choładzie i pakryty brudam!...
Napałochany hetym strasznym widowiszczam, zabyŭszysia pra zwany, hwałtam kryczuczy, ja kinuŭsia ŭ plabaniju, razbudziŭ probaszcza i zakrystyjanina, my pabiehli na ćwintar i panieśli amal miortwaha staraścicza na swaich rukach u pałac.
U pałacy i ŭsie słuhi pa kutach, i muzyki na swaich łaŭkach, i ŭsie hości za światocznym stałom spali, jak zabityja, byccam chtości abnios ich świeczkaj z trupnaha tłuszczu! U pakojach byli raskidany butelki, kielichi i karty; stajali stały, zawalenyja dukatami, a ŭ srebnych padświecznikach pałajuczyja świeczki, pławiaczysia niepadciortymi, kapali na tonkija abrusy, na darahija habieleny i dywany! Boża moj! padumaŭ ja pra siabie - kali b tolki sotaja czastka hetaha bahaćcia była dla naszaj ubohaj Swiatyni! I ja sumna ŭzdychnuŭ, bo serca zabaleła, i na woczy nawiarnulisia horkija ślozy.
My pakłali staraścicza na łożak, paczali ćwiarozić jaho i prywodzić da prytomnaści to wadoj, to wocatam; i nareszcie zakrystyjanin i słuhi dabudzilisia jaho, i strasznaja wiestka razyszłasia pa ŭsim hmachu, jaki praz paŭhadziny stajaŭ pusty, byccam u im nikoli nie było hościa.
Ksiondz probaszcz chutka pasłaŭ pa doktara, a tym czasam, jak moh, dapamahaŭ chworamu. Jamu dali suchuju bializnu, wadu, kab abmyć krywawyja wusny, ale jak tolki jon uziaŭ ich u rot, jon plunuŭ u srebny taz krywioju, żachliwa zastahnaŭ i, adszturchnuŭszy szklanku ŭ żachu, zakryczaŭ dzikim hołasam: Bolsz nie chaczu! Bolsz nie chaczu! Dosyć hetaha pitwa! Dosyć hetaj krywi i śloz!... Zmiłujsia, ojcza!...
Pryjechaŭ doktar, wypisaŭ leki i paśla niekalkich dzion kłapatliwaha dohladu prywioŭ da prytomnaści chworaha, jaki nareszcie pierastaŭ hawaryć pra kroŭ i ślozy i ŭspaminać baćku. Ale, lażaczy ŭ niejkaj dziŭnaj słabaści, jon użo nie moh ustać z łożka da samaj śmierci; piać hadoŭ biedny chwareŭ i chwareŭ, i nareszcie, jakraz u hadawinu hetaj padziei, addaŭ Bohu duszu.
I my pachawali jaho, pawodle jaho zapawietu, u biednaj trunie, jak Łazara, u szerahu z baćkami, i nakryli ŭsie try mahiły adnym kamieniem. I ŭsia wołaść, i staryja siabry baćkoŭ niabożczyka aświacili jaho pamiać sumnymi ślaźmi.
Bo wy pawinny wiedać, darahi panicz, szto z toj noczy, z toj lichamanki, staraścicz staŭ zusim inszym czaławiekam. Jak tolki jon aczuniaŭ, jon adrazu pasłaŭ zaprasić da siabie staroha probaszcza, jaki i biez hetaha nawiedwaŭ jaho kożny dzień, ale jon tady nikoha nie paznaŭ. Dyk woś, zaprasiŭszy jaho da siabie, jon z horkimi ślaźmi paczaŭ prasić prabaczeńnia za swaje minułyja sprawy i, rydajuczy, jak dzicia, i całujuczy jamu ruki, abiacaŭ palepszyć jaho żyćcio i prasiŭ jaho nie pakidać, nie admaŭlać jamu ŭ paradach i suciaszeńni. Nasz sumlenny probaszczy i sam raspłakaŭsia, bo zaŭsiody lubiŭ jaho, jak rodnaha syna, i, abniaŭszy i pacaławaŭszy jaho, dabrasławiŭ jaho dobryja namiery i abiacaŭ jamu swaju apieku.
I adrazu ż jon pajszoŭ pa dwarach starych siabroŭ starasty, jakija addalilisia ad staraścicza ŭ jaho warjactwie; i, źmiakczyŭszy ich sercy prośbaj i ŭhaworami, prywioŭ ich da swajho łożka sa słowami suciaszeńnia i prabaczeńnia. Jaho byłyja tawaryszy pa swawolstwie, baczaczy jaho ŭżo addalenym ad ich i nieachwotnym, zusim wyraklisia jaho; i zacnyja ludzi, czasta nawiedwajuczy jaho, i dobry probaszcz, prawodziaczy z im usie swaje wolnyja chwiliny, dawali jamu karysnyja parady i wykonwali jaho nabożnyja namiery. Jon ża wyliwaŭ swajo serca na dabradziejnyja sprawy, tak całkam pryświaciŭ siabie ludziam, szto zusim zabyŭsia pra siabie. I choć praŭda, szto ŭ minułym jon zrabiŭ szmat kryŭdy swaim susiedziam, jon szczodra zapłaciŭ za ŭsio heta i zrabiŭ stolki dabra, szto Boh napeŭna prabaczyć jamu, kali nawat ludzi prabaczyli.
I za pierszyja dwa hady try wialikija wołaści, jakija, jak i tutejszaja, byli źniszczany jaho raspustaj, znoŭ zakwitnieli, ale jak jany zakwitnieli!... A za druhija dwa hady byli pabudawany szkołka i dabraczynnyja ŭstanowy, pra jakija nawat pry niabożczyku staraście nichto nie maryŭ; a na piaty hod pad Niebam blisnuŭ załaty kryż na pryhożaj światyni, dzie tysiaczy hałasoŭ, chwalaczy imia Bożaje, i dahetul bahasłaŭlajuć pamiać staraścicza!
Aposzniaj była pabudawana plabanija; bo szanoŭny probaszcz uprasiŭ staraścicza, jaki chacieŭ nieadkładna pabudawać kaścioł i plabaniju, adkłaści heta na potym, a najpiersz pamirycca z ludźmi i kampiensawać im kryŭdy, kali heta mahczyma; bo, kazaŭ jon, miłaserny Boh prymie heta bolsz łaskawa, czym lubuju inszuju achwiaru, i niczym nie dapamoża nawat sto kaściołaŭ, kali chacia b u adnym czuwać hołas pakryŭdżanaha brata, jaki nielha zahłuszyć kuplenymi malitwami, ci pieśniami, ci arhanami i zwanami. A szto da plabanii, to jon chacieŭ zusim admowicca ad jaje, bo kazaŭ, szto nie chocza, kab drennyja ludzi pakryŭdzilisia na jaho, dumajuczy, szto jon bianteżyć staraścicza i nażywajecca na im dla siabie; — woś heta sumlennaja dusza! ale niczoha nie dapamahała, bo taki i plabanija była pabudawana.
Adkupiŭszy ŭsie swaje hrachi z takoj świataściu, na piaty hod, jakraz u hadawinu padziei na mohiłkach, jak ja wam użo kazaŭ, jon addaŭ swaju duszu Bohu, u poŭnaj prysutnaści rozumu, z najwialikszaj, najprykładniejszaj pabożnaściu, z czaławieczym nastaŭleńniem. I, pakinuŭszy swoj majontak biednym swajakam, jon zabiaśpieczyŭ pastajanny fundusz na szkołku i dla dabraczynnych ustanoŭ dla sialan, abawiazki jakich jon taksama skaraciŭ napałowu na wiecznaść. I dziŭnaje żadańnie! — jon dadaŭ u swaim testamiencie, szto heta jaho niaźmiennaja wola, kab nichto paśla jaho nie żyŭ u hetym pałacy, i kab hety pryhoży sad byŭ pieratworany ŭ ćwintar. Tak i stałasia: pałac razburajecca, i ŭ aświaczonym sadzie spaczatku pachawali raskidanyja kości, sabranyja na starych ćwintary, byccam by kampiensujuczy byłuju paniawierku, a potym da jaho pryjszło niamała, jak baczycie, paniczu, haściej! Tam i ksiondz probaszcz spaczyŭ, Panie, supakoj jaho duszu! Tam i ja paniasu swaju siwuju haławu kali-niebudź, i moj syn, uziaŭszy paśla mianie zwany i matyku, upierszyniu zjawicca ŭ swaim nowym abawiazku, kapajuczy dla mianie mahiłu i zwoniaczy za maju duszu!
Pra niemacz staraścicza kazali, szto heta suchoty, i tłumaczyli, szto na toj biasiedzie, razahreŭszysia tancami i napojami i nadzwyczaj uzbudżony, jon pjany wybieh z pałaca, zabłukaŭ na ćwintary i, walajuczysia siarod mahił, syszoŭ krywioj i paraniŭsia, i, nie ŭstaŭszy na nohi, lażaŭ tam da ranicy; i heta wyklikała ŭ jaho tuju strasznuju chwarobu, jakaja zabrała jaho sa świetu ŭ samym roskwicie sił.
Ach! wiadoma, ludzi, jak ludzi, usio tłumaczać pa-czaławieczy i nie choczuć nidzie baczyć palca Bożaha; i ŭsio ż ciażka nie baczyć jaho tut?!... Woś tak, i ja sam trochi zdahadwaŭsia, prymiarajuczy roznyja reczy; ale jaki sens hawaryć pra swaje zdahadki, kali probaszcz słowa ŭ słowa paŭtaryŭ mnie apawiadańnie samoha staraścicza? - Woś jak heta było:
Pamiatajecie, paniczu, jak jon, wybiahajuczy z kaścioła, spatyknuŭsia ab trupnuju haławu i zaprasiŭ jaje na świata? Nu, ja sam czuŭ, i staraścicz czuŭ, jak jana skazała: «budu!»
Wiarnuŭszysia ŭ pałac, jon zaniaŭsia padrychtoŭkaj da pryjomu haściej; i kożny raz, kali jon uspaminaŭ pra czakanych bankietnikaŭ, jamu adrazu ż uspaminaŭ hość z mahiły, i miżwoli jaho achopliwaŭ strach.
Zjechalisia hości, biazbożnyja paniczy i płatnyja panienki, paczałosia dzikaje światkawańnie; i za wiaczeraj, pad zwon kielichaŭ, pad śmiech i kryki, staraścicz, użo dobra padwypiŭszy, raskazaŭ pra swajo zdareńnie. Usie chapalisia za baki ad śmiechu, i kpili, i naśmichalisia, i szkadawali, szto hość z mahiły jaszcze nie pryjszoŭ, ale niejak nawat z napojem chałodnyja dryżyki prabiehli pa haspadary; niahledziaczy na ŭsie jaho namahańni, niejki dziŭny strach usio jaszcze lażaŭ u jaho sercy, i jon nijak nie moh pazbawicca ad jaho.
Raptam samy straszny huł ścich, hucznaja muzyka zmoŭkła, stała cicha, jak u mahile! Staraścicz zirnuŭ na haściej - usie jak siadzieli, tak i zasnuli raptam, jak zaczarawanyja!.. Jon tuzanuŭ adnaho, druhoha, choczuczy ich razbudzić; daremna! Kryknuŭ słuham, - nichto nie adkazaŭ, tolki hłuchoje recha prajszło pa pakojach i sowy zaskuholili na dachu!.. i hadzińnik na wieży, straszna, byccam na trywohu, paczaŭ bić poŭnacz; wiecier dzika zastahnaŭ u kominach, wokny zadryżeli, dźwiery z hrukatam rasczynilisia, i ŭ stalowych daśpiechach, sa szałomam na łbie, z apuszczanym zabrałam, z wielizarnym miaczom pry baku ŭwajszoŭ rycar wielizarnaha rostu i pawolnym, surjoznym krokam padyszoŭ da biasiednaha stała i, pakłaŭszy ciażkuju ruku na placzo staraścicza, pahroźliwa skazaŭ: — Ja pryjszoŭ pa zapraszeńni; dzie majo miesca za twaim stałom?
Staraścicz, dziakujuczy napoju, jaki szumieŭ u jaho haławie, aczuniaŭszy ad pierszaha żachu i pryniaŭszy ŭsio heta za żart swaich kaleh, wietliwa paczaŭ prasić prabaczeńnia ŭ nowaha hościa, każuczy, szto nie czakaŭ jaho; jon daŭ jamu kresła, pastawiŭ pierad im poŭny kubak i paczaŭ pleści łuchtu i naliwać; a hość moŭczki tolki napaŭniaŭ adzin czarku za czarkaj i aziraŭsia bliskuczymi waczyma z-pad zabrała.
Nareszcie jon ustaŭ i skazaŭ: — Dziakuj! A ciapier haścinnaść za haścinnaść; chadziem sa mnoj!
I jon uziaŭ nieprytomnaha za ruku żaleznaj rukoj i wywieŭ jaho z pałaca. I pryjszli jany na ćwintar, i stali na mahile starasty. Rycar adkaciŭ nadmahilny kamień miaczom i paciahnuŭ swajho tawarysza, aszałomlenaha żacham, pa ciomnym lochu. I spynilisia jany ŭ żabrackaj, truchlawaj, razburanaj chacinie, biez dachu, z dzirawymi ścienami, brudnaj i wilhotnaj, biez pieczy, biez stała, biez ławak i biez usialakaj mebli, — padobnaj da mnohich chałupaŭ u wioskach staraścicza.
Tut rycar uźniaŭ zabrała, i napałochany starasta paznaŭ twar baćki swajho, zmroczny, panury, pahroźliwy... — Woś moj majontak! — zakryczaŭ starasta, — daruj, szto nie pryniaŭ ciabie tak pyszna, jak ty mianie... U mianie tolki czatyry hniłyja ścieny, i bolsz niczoha! U mianie nawat paduszki niama pad hetuju siwuju haławu, jakaja ceły wiek nasiła ćwiordy szałom, służaczy ajczynie, i jakuju siońnia moj ułasny syn szturchaje nahoj! U ciabie jość cudoŭnyja pałacy, pabudawanyja na czaławieczych chrybtach, pryhożyja habieleny i dywany, abmienienyja na ciażkuju pracu waszych paddanych, kasztoŭnyja winy, sztuczna zwaranyja z ich śloz i potu; ty pan, ty majesz, dzie i czym pryniać hościa!.. A czym ża ja ciabie prymu?... Czym chata bahata, tym rada — szto ja tut sam pju, tym i ciabie napaju.
I, źniaŭszy szałom z haławy, jon padnios jaho da lewaha boku, a druhoj rukoj udaryŭ siabie ŭ serca aholenym miaczom. Z jaho chłynuŭ bledna-rużowy strumień i napoŭniŭ rycarski kubak, jaki jon padaŭ synu. Pi! — skazaŭ starasta; heta twoj zwyczajny napoj, ale tolki czysty, niesałodki, heta czystaja kroŭ, i czysty pot, i czystyja ślozy sialan, jakija załatym strumieniem ciakuć u twaje hrudzi, a ŭ maju duszu piakielnym połymiem. Pi ża, synie-wyradak!
I jon schapiŭ paŭżywoha za szyju żaleznaj rukoj, i szałomam rasczapiŭ jamu zuby, ścisnutyja ad żachu, uliŭ jamu ŭ rot hety krywawy napoj... I biedny staraścicz straciŭ prytomnaść...
Astatniaje wy wiedajecie.
Woś jak heta zdaryłasia, moj darahi panie! Ale raskażycie ludziam!... nichto nie pawieryć u strasznyja Bożyja sudy, pakul sam ich nie adczuje!...
14 śnieżnia 1850 h.
Гэты твор пашыраецца на умовах ліцэнзіі Creative Commons Attribution-ShareAlike 4.0 Unported, якая дазваляе вольнае карыстаньне, пашырэньне й стварэньне вытворных з гэтага твораў згодна з умовамі прытрымліваньня і пазнакі ліцэнзіі ды аўтара арыгінальнага твора. Усе вытворныя творы будуць абараняцца той жа самай ліцэнзіяй, што й гэты.