Перайсці да зместу

Dudka Biełaruskaja i Smyk Biełaruski (1930)/Smyk Biełaruski/Skacinnaja apieka

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Achwiara Skacinnaja apieka
Верш
Аўтар: Францішак Багушэвіч
1930 год
Ballada
Іншыя публікацыі гэтага твора: Скацінная апека.

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




SKACINNAJA APIEKA.

* * *


I nie spadziawaŭsia i ŭ śnie nia śniŭ,

Što maja kabyła, dy maje apieku!

I bywała tak, što i dobra biŭ,

Jak taho zasłuža, nia to što dla ździeku.

Wot byli marozy, zdaraželi drowy:

Ja nakłaŭ na hniedku zo-try abiaremki

I papchaŭsia ŭ Hrodnu pad samy Hod Nowy.

Žonka dała jajek, kab kupiŭ cižemki,[1]

Zajac byŭ zabity i skurka šaškowa...

I jedu ŭ Hrodnu ja z hetym tawaram —

Daroha ciažkaja i syryja drowy,

Kabyła chudaja, ale z swaim daram,

Dyk pchaŭsia pamału dalej, dy dalej;

Pryjechaŭ na rynak, tut ździorli dziesiatku

Bramnaha, ci jak tam, za štości kazali,

Pakazali miejsca; staŭ ja za rahatku, —

Pania ščup za zajca i kupiła zaraz.

Žyd za skurku adličyŭ try złoty.

Wot tolki z drawami i jajkami ambaras.

Try baby da jajek nabrali achwoty...

Zastalisia drowy. Dziakuj tabie, Boža.

Až i žyd prychodzie i tarhuje drowy.

Wosiem złotych sule i hrošy pałoža,

Adskoča, padskoča — hanić, što jałowy,

Dajeć i z dziesiatkaj! — „Dawaj, kažu płatu!“, —

„Wiazi, wiazi zaraz!“ Dryžyć jak asina,

Sam lacić, a honić — musić tapić chatu.

Mianie ŭziała litaść sabačaha syna.

Haniu ja kabyłu bičam pa kaleńniach;

A ślizka, a ciažka, ciesnyja darohi;

Śniehu tolki zwańnie, usio pa kamieńniach

Kabyła rwanuła i pała na nohi:

„Kab ty nie daždała!“... A žydy śmiajucca!...

Dawaj ja bičyščam padymać skacinu.

Wot-wotža ŭstanie, kab troški napnucca.

Nu ŭžo-ž ustanie, a droŭ nie pakinu!

Až pan chap za ruki i treś mianie pa twary.

„Ja tut, kaža, členam — apiakun skaciny;

* * *


„A wy bjecio koni, sabačaje wiery?

„Wot zaraz i wašaj sprabujuć śpiny!..."

Kryknuŭ štoś tak kštałtam:

Hora dawi[2] — Jak tyc dwa wajaki!

Žydy zaraz drowy raschapali hwałtam,

A maskali ciahnuć mianie, jak sabaki.

Bili, bili ŭ plečy, paciahnuli hdzieści

Až u dom wialiki, što na im zwanica.

Adabrali hrošy, a nia dali jeści;

Choć užo kabyły-b mnie swajej dabicca!...

Pradziaržali try dni. „Stupaj da dziareŭni!“

— „Hdzie-ž, kažu, kabyła, i hrošy, i sani?“

— „Kabyła izdochła, ad paboju peŭnie,

— „A tabie za heta budzie nakazańnie!“

Wot dyk dažyŭsia! I znali-b ich złydni,

Što i nad kabyłaj takaja apieka,

Što z hoładu zdochła, prastajaŭšy try dni,

Ale bić nia možna! Mianie-ž, čaławieka,

Zbili jak chacieli i dabro mnie hinie,

I niama apieki nada mnoj nijakaj.

Z hetakaj apiekaj i nas zjaduć świni,

Ci musim zrabicca kuśliwaj sabakaj.

  1. Daŭniejšy abutak.
  2. Haradawy