Brescki kaniuszycz/III
| ← II | Brescki kaniuszycz Аўтар: Каятан Крашэўскі 1875 (пераклад 2026) Арыгінальная назва: Koniuszyc Brzeski Пераклад: Nejrust |
Praz wosiem hadoŭ paśla apisanych wyszej padziej pa Litwie, jak każuć paety, raspaŭsiudziłasia stowusnaja, bolsz taho — tysiaczawusnaja czutka, szto kniaź Karal Radziwił, wajawoda Wilenski, wiartajecca ŭ krainu. Sapraŭdy, jaszcze ŭ 1776 hodzie ŭsie litoŭskija pasłancy na sojmie ŭ Warszawie atrymliwali ŭ swaich sojmikawych uchwałach instrukcyi prasić dazwołu na wiartańnie ŭsieahulna lubimaha kniazia. I woś my czytajem u tahaczasnym rukapisie dadzienaj instrukcyi: «Pasłam ad Bresckaha Lit. wajawodstwa JWIMPanom Ihnacyju Wyhanoŭskamu, padkamoramu, i Jaceku Paszkoŭskamu, kaniuszamu, rekamiendacyja nastupnaha sensu:
«Dwojczy wyhnany z krainy z-za szmatlikich niaszczasnych wypadkaŭ i biedaŭ, pakryŭdżany kanfiskacyjaj i źniszczeńniem jaho bahaćciaŭ i ŭsioj majomaści, Jasnaaświeczany kniaź IMC. Karal Radziwił, wajawoda Wilenski, jak u swajoj krainie, u swaim narodzie siarod hramadzian, tak i za miażoj wierny swajoj Radzimie, zaŭsiody rupliwy apiekun relihii, prawoŭ i swabod Ajczynnych, i wydatny naszczadak swaich sławutych prodkaŭ , znachodzić u nas udziacznaść, zachawanuju da ciapieraszniaha czasu, za jakoha JWW. Ichmość PP. pasły pawinny wystupać i zajmacca jak maha maćniej i lepsz siarod pierszych spraŭ, kab bahaćcie i ŭsia majomaść, jakoj jon wałodaŭ, jamu było adnoŭlena, i kab wiarnuŭsia ŭ krainu z usioj harantawanaj biaśpiekaj asoby i honaru, i z pradastaŭleńniem peŭnaj sprawiadliwaści, dahetul schawanaj, i kampiensacyjaj za ŭsie straty, z jakoj by krynicy i abstawin jany nie wynikli. U hetym my kanczatkowa abawiazwajem wieru, honar i sumlennaść JWW. Ichmość PP. pasłoŭ.”
Dalej, u druhim rukapisie ŭchwały Wałynskaha sojmika, instrukcyi deputataŭ: «Kajatanu Alizaru, Stolniku Kar., Szym. Alszanskamu, Stolniku Wałynskamu, Fielicyjanu Jabłonskamu, Aboz. Kar., Kajat. Każanioŭskamu, rehientu, Kajatanu, kniaziu Czaćwiartynskamu, staraście Woranaŭskamu, i Filipu Nier. Alizaru, padkam. nadworn. nakazana:
«Kab Jasnaaświeczany kniaź IMC. Radziwił, wajawoda Wilenski, jak maha chutczej wiarnuŭsia pad łasku Najjaśniejszaha Pana i wa ŭłońnie toj Ajczyny, u jakoj jaho rod zasłużyŭ stolki prychilnaści swaimi znacznymi sprawami, i niachaj sumy, użo pryznaczanyja jamu Stanami, buduć wypłaczany Jamu, pasły pastarajucca zrabić heta». Hetaja ŭchwała była zaniesiena ŭ hrodskija knihi Łuckaha zamku. Toje ż samaje można znajści ŭ instrukcyjach, dadzienych usim litoŭskim deputatam na wajawodskich sojmikach.
U wyniku 23 kastrycznika na 44-j siesii ahitacyjnaha sojma ŭ stalicy hetaje pytańnie było ŭźniata, szto dało nahodu dla peŭnaj ahitacyi [1] .
Spaczatku siesiju adkryŭ IMCPan Marszałak Kanfiederacyi Karony, Andrej Makranoŭski, jaki źwiarnuŭsia da Najjaśniejszaha Pana i Praświaciejszych Stanaŭ z prośbaj ab tym, jak jany chacia b paczali abmierkawańnie. Zatym słowa ŭziaŭ IMP. Kasztalan Poznański, nahadaŭszy pra swaju prapanowu ab tym, kab sasłoŭi addali należnaje zasłuham rodu Załuskich, — prapanowu, jakaja była nieadkładna adkładziena ad deliberandum[2] . Zatym pa wajennych pytańniach wystupiŭ IMCPan Sasnoŭski, hietman polny Lit.; da taho czasu kniaź IMC biskup Wilenski Ihnacy Masalski ŭźniaŭ prajekt kamisii kniazioŭ Radziwiłaŭ z kredytorami , prosiaczy pryniać jaho, bo ŭ daczynieńni da Litwy heta ŭżo było ŭzhodniena na prawincyjnaj siesii.
Pry hetaj nahodzie ŭziaŭ słowa IMCPan polny hietman karonny, Siewiaryn Rżawuski, szwahier kniazia Karala Radziwiła, jaki wysoka acaniŭ dasiahnieńni wilenskaha wajawody. Jon usio bolsz zachaplaŭsia hetaj sprawaj, amal zabywajuczy, szto wystupaje pierad karalom, suprać jakoha wajawoda raniej tak raszucza wystupaŭ u Radamskaj kanfiederacyi, a ciapier u Barskaj. Jon paśpiaszaŭsia skonczyć swaju pramowu i ŭskliknuŭ:
«Praz stolki hadoŭ wilenski wajawoda, adpaŭszy ad swaich majontkaŭ, patrabuje siońnia, kab Recz Paspalitaja wiarnuła ich jamu, i z hetaj metaj prosić u Najświatlejszych stanaŭ pra kamisiju.
«Haworuczy za jaho, ja każu za pryhnieczanuju niawinnaść», — dadaŭ jon, — «ja nie praszu nowaj łaski, ale sprawiadliwaści; ci chutczej sprawiadliwaści, czym łaski, bo haworka idzie nie pra toje, kab dać jamu nowyja majontki ad Reczy Paspalitaj, a pra toje, kab wiarnuć jamu jaho ŭłasnyja majontki».
Tut Stanisłaŭ Aŭhust, wostra kranuty słowami hietmana, sklikaŭ ministraŭ i paśpiaszaŭsia adkazać, wystupajuczy z wialikaj siłaj, ale i z adkrytaj niezadawolenaściu.
«Wiadoma, jakija dziejańni hety kniaź zrabiŭ suprać Naszaj Wialikaści, — uspomniŭ karol u swaim adkazie, — z jakoj aściarożnaściu ja sam umiaszaŭsia ŭ minuły sojm, kab u aposzni raz hety kniaź nie paciarpieŭ ad niaszczaścia, dajuczy jamu czas admianić tyja miery, jakija byli suprać mianie. Jon nie admianiŭ ich da hetaha czasu, i ŭsio ż szlach da wiartańnia nie tolki nie zaczynieny dla jaho, ale i naŭmysna pakinuty adkrytym».
« Heta ż można nazwać łaskaj! Asabliwa kali chtości chocza abmierkawać, jakija kroki i abstawiny prywiali kniazia da taho stanu, u jakim jon apynuŭsia».
«Kniaź Radziwił nie winawaty ŭ tym, szto ŭ hetym wypadku IMCPan, polny hietman karony, wykazaŭsia tak, jak tolki szto czuŭ».
« Ale prajekt nie projdzie , ja sam jaho spyniaju ! Pakul hety ż hietman nie zadawolić nie tolki mianie, ale i ŭsiu Recz Paspalituju; jon abraziŭ usiu Recz Paspalituju ŭ swajoj pramowie, ale wy czuli heta, Praświetłyja Stany? Wy zahadali mnie panawać nad wami, tamu heta wasza kryŭda; usio, szto supiareczyć hetaj waszaj woli, abrażaje was; kożny, chto adważycca sumniawacca ŭ sprawie waszych ruk».
Zatym karol dadaŭ:
— Ja bolsz niczoha nie skażu pa hetaj sprawie.
I jon pradstawiŭ prajekt ab admienie katawańniaŭ, jaki byŭ padpisany z ahulnaj zhody.
Kali polny hietman paczaŭ tłumaczyć swaju pramowu tym, szto jon nie mieŭ namieru nikoha pakryŭdzić, karol skazaŭ:
— Hetaja abraza zakranaje tron i stany; jaje nielha darawać, pakul WMPan nie paprosisz za jaje prabaczeńnia!
Niekatoryja prychilniki karala, nibyta wielmi zaŭziatyja, a na samoj sprawie prydwornyja i padchalimy, zakryczali, szto IMPana hietmana treba wyklikać na sud sojmu za źniawahu karala i stanaŭ.
Uźniataja ŭ hety momant sprawa pahrażała sprawaj ab złaczynstwie de crimen laesae majestatis [3], jakaja karałasia śmierciu. Karol zaŭważyŭ u hety momant, szto jaho praźmierna zaŭziatyja prychilniki zajszli zanadta daloka. Kniaź, IMPan wialiki marszałak karony, zrazumieŭszy, adkul dźmie wiecier, cum ministerio [4], padyszoŭ da trona i paczaŭ prasić karala darawać abrazu ich tawaryszu. Kali hietman z należnaj pawahaj paprasiŭ prabaczeńnia ŭ karala, sprawa była wyraszana mirna; i prajekt kniazioŭ Radziwiłaŭ byŭ adnahałosna pryniaty. Adnak wajawoda nie atrymaŭ amnistyi i dazwołu na wiartańnie, pakul nie padpisaŭ recess [5]z Kanfiederacyi. Doŭha abmiarkoŭwałasia forma hetaha wychadu — dwor zastaŭsia niepachisnym, i ŭ reszcie reszt kniaź musiŭ sastupić.
Spaczatku, nabliżajuczysia da krainy, kniaź adprawiŭ swoj bahaż z Wieny ŭ Budu pa Dunai, adkul jaho dastawili ŭ Żoŭkwu pa suszy. Jon sam nieŭzabawie prybyŭ tudy i 18 kastrycznika 1777 hoda adprawiŭ reces u patrebnaj formie razam z pakorliwym listom karalu praz Kamianieckaha łoŭczaha Kaminskaha . Pakinuŭszy Żoŭkwu tolki ŭ siaredzinie maja, u nastupnym hodzie jon prybyŭ u Ałyku , dzie jaho sustreła wialikaja kolkaść siabroŭ i damasznich. Paśla karotkaha znachodżańnia, kab wyraszyć najważniejszyja sprawy, jon adprawiŭsia ŭ Niaświż , kudy nareszcie prybyŭ 23 lipienia.
Niaświżski zamak byŭ nastolki paszkodżany wajnoj, szto żyć tam było niemahczyma . Tamu kniaź pasialiŭsia ŭ horadzie, u pałacy, pryznaczanym dla haściej.
Usia szlachta, jakaja liczyła kniazia praktyczna muczanikam swaich ŭłasnych fantazij, była wielmi rada jaho baczyć; usie, chto moh, pryjechali sustreć jaho, liczaczy heta hramadzianskim abawiazkam. Zrazumieŭszy, szto jaho palitycznaja rola skonczyłasia, kniaź całkam pryświaciŭ siabie asabistamu żyćciu. Kab pakazać, szto hetyja amal naŭmysnyja źniszczeńni jaho majomaści nie mohuć zaciamnić blask rodu Radziwiłaŭ, jon nieadkładna paczaŭ rabić zachady, jakija ŭźniali b Niaświżski dwor na jaszcze bolsz bliskuczy ŭzrowień.
Pierszym krokam była rearhanizacyja prydwornaha wojska, jakaja enierhiczna rabiłasia raniej pa zahadu kniazia, tak szto da momantu jaho wiartańnia jano ŭżo było ŭ najlepszym stanie.
Tym czasam nasz znajomy, I.M. Pan Kaniuszycz Paszkoŭski, paśla toj niaszczasnaj dueli z Witynhofam, niekalki tydniaŭ pralażaŭ u Hrozaŭcy. Rana zusim nie była niebiaśpiecznaj, bo słuszna każuć, szto haława polskaha szlachcicza samaja ćwiordaja, woś i tut skura była parezana tolki na czerapie , a szabla śliznuła pa kruhłaj kości. Kantuzija ad mocnaha ŭdaru tolki czasowa źbiła jaho z prytomnaści, paśla czaho jaho wyzdaraŭleńnie pajszło wielmi chutka.
Stary Pan Jacak, brescki kaniuszy, dawiedaŭszysia pra biadu swajho syna, adrazu ż pryjechaŭ u Hrozaŭku; ale adrazu ż supakoiŭsia, ubaczyŭszy jaho stan, jaki zusim nie byŭ trywożnym, i wielmi piaszczotny dohlad, jaki jon atrymaŭ. Nareszcie, staraja pani Lutomskaja paśla hetaha zdareńnia niejak astyła da niemca. Małady Paszkoŭski, adnak, zusim byŭ zadawoleny swajoj ranaj i słabaściu, bo jaho baćka, paznajomiŭszysia z pannaj Kuniehundaj asabista, zdawałasia, hladzieŭ na jaje bolsz łaskawym pozirkam.
Dyk woś, jak było skazana, chutka aczuniaŭszy i sardeczna raźwitaŭszysia z dobrymi Lutomskimi, z jakimi hetaja padzieja jaszcze bolsz zbliziła jaho, jon znoŭ adprawiŭsia na miesca wajennych dziejańniaŭ, dzie, na szczaście, daczakaŭszysia kanca, ureszcie wyklikany wajawodam, doŭha wandrawaŭ z im za miażoj. Adtul, jak dawierany czaławiek, nie raz byŭ pasyłany z roznymi ważnymi daruczeńniami, a adnojczy nawat apynuŭsia ŭ wialikaj niebiaśpiecy, kali byŭ adpraŭleny kniaziem Karalem Radziwiłam u Frejna da kniahini Kaciaryny Sapieżyny, żonki łoŭczaha Wialikaha Litoŭskaha, a potym u Koźmin da kniazia Paŭła Sapiehi, wajawody smalenskaha; pra szto, kali Boh daść, my raskażam wam u inszym miescy. Adnak Kaniuszycz wiarnuŭsia ŭ krainu nieŭzabawie pierad kniaziem wajawodaj, i jak tolki jaho wojska było rearhanizawana, jon paśpiaszaŭsia ŭ Niaświż, dzie jaho eo instante [6] raźmiaścili ŭ 13-m lohkim kawaleryjskim pałku ŭ zwańni parucznika.
Pra Witynhhofa, dla jakoha jon pastajanna i z asabliwaj dbajnaściu dapytwaŭ Barejsza ŭ roznych czastkach krainy, chadzili supiareczliwyja czutki. Adny śćwiardżali, szto jon wiarnuŭsia ŭ Liwoniju, inszyja — szto służyć u karonnaj armii, a trecija klalisia, szto jaho czasam baczyli ŭ Słucku, Słonimie ci Niaświży. Karaciej każuczy, pra jaho niczoha peŭnaha niemahczyma było wiedać .
Paśla wiartańnia kniaź-wajawoda nieadkładna zahadaŭ adnawić Niaświżski zamak. Dla hetaha wa ŭsie kutki świetu byli razasłany roznyja materyjały dla kupli, nieabchodnyja dla ŭpryhożwańnia panskaj siadziby.
Dyk woś, jany pasłali ŭ Saksoniju pa farforawuju plitku dla ablicoŭwańnia ścien wialikich zamkawych załaŭ i roznyja inszyja tawary. Kamisary pajechali ŭ Stambuł praz Wienhryju, kab nabyć tureckija dywany, habieleny, adamaszki i aksamity roznych koleraŭ. Lusterki i szkło byli zamoŭleny dla wyrabu na kniażackich fabrykach. Pracawali majstry-ramieśniki i budaŭniki. Z pasłancami, jakija wiarnulisia sa Stambuła, prybyli try paszy z padarunkami ad sułtana kniaziu-wajawodu, nibyta pryznaczanymi dla pakryćcia wajennych strat. Jany prywieźli sto dwaccać wiarbludaŭ, stolki ż mułaŭ i asłoŭ, nahrużanych hruzami, i sześćdziesiat najpryhażejszych tureckich koniej, u tym liku kabył i żarabiat. Było prywieziena sześć skryń z najpryhażejszym kitajskim i japonskim stałowym posudam i kawawym posudam, a taksama roznyja farforawyja wazy, statuetki, ptuszki, żywioły i talerki, jakija wykarystoŭwalisia dla ŭpryhożwańnia ścien. Czatyry skryni ŭtrymliwali bahatyja futry, czatyry — raskosznyja namioty, a adna ŭtrymliwała tolki sabalinyja szapki.
Paśla taho, jak kniaź pryniaŭ i paczastawaŭ pasłancoŭ sułtana, jon u adkaz pasłaŭ u Stambuł hienierała Fryczynskaha i Kuszaleŭskaha, jakija wiedali tureckuju mowu, z padarunkami dla sułtana. Tam byli miadźwiedżaje futra, łasinyja i aleniewyja rohi, apraŭlenyja srebram i zołatam, pryhożyja lusterki, a najbolsz paradawała paszaŭ i sułtana toje, szto kniaź dasłaŭ wosiem miadźwiedziaŭ, nawuczanych zbrui i służbie, tak szto kali miadźwiedziaŭ zaprahali, miadźwiedź taksama jechaŭ. Taksama była pradastaŭlena adpawiednaja kareta i zbruja z żoŭtaha jadwabu, azdoblenaja srebram.
Tamu paśla wiartańnia kniazia żyćcio i dziejnaść u Niaświży byli nieczuwanymi; źbiralisia hramadzianie nawat sa stalicy. Tam byli światy, uraczystaści, schody i biaskoncyja wieczarynki; a fabryki, administracyjnyja ŭstanowy — usio heta nie pakidała nawat kniaziu-wajawodu wolnaha czasu.
Kali ŭżo astatnija hości krychu pajszli na spad, i kniaź adczuŭ siabie walniejszym, jon, jak zwyczajna, rabiŭ czas ad czasu ahlad falwarkaŭ, jakija składali jaho majontki — Niaświżskija, Kleckija i Słuckija. Jon wyruszyŭ u darohu, jak zaŭsiody ŭ takich wypadkach, u suprawadżeńni swajho paŭnamocnaha pradstaŭnika, IMCPana Mikucia, niekalkich prydwornych i słuh, a taksama niewialikaj świty.
Byŭ żniwień. U Hrozaŭskaj siadzibie było cicha; za hetyja niekalki hadoŭ tam szmat szto źmianiłasia. Panna Kuniehunda, darosłaja dziaŭczyna niezwyczajnaj pryhażości, tym nie miensz była blednaja i sumnaja, bo niadaŭna straciła maci, jakaja pamierła niekalki miesiacaŭ tamu — jaszcze da śmierci jana paraiła daczce achoŭwać toj loch z załatoj radziwiłaŭskaj karetaj. Jaje dwa małodszyja braty ŭsio jaszcze wuczylisia ŭ szkole. Tamu jana zastałasia adna doma, z baćkam, jaki z ranicy da wieczara błukaŭ pa haspadarcy. Jana wiedała pra pieraszkody, jakija stary Kaniuszy Brescki ŭsio jaszcze stawiŭ pierad jaje sajuzam z Karalem; ale, adnojczy skazaŭszy sabie, szto wyjdzie za jaho abo ni za koha inszaha, jana czakała z niepachisnym rozumam, pakoraj i poŭnym spakojem. I bolsz za toje, jana nawat supakojwała nieciarpliwaha Kaniuszycza, rekamiendujuczy jamu tolki nastojliwaść, a ŭ hetym ciarpieńni i pawahu da baćkoŭskaj woli, albo taksama fantazii, harantujuczy niaźmiennaj nadziejaj ich uzjadnańnie i sapraŭdnaje szczaście. Adnak, prahnuczy hetaha, jana starałasia zapoŭnić kożnuju hadzinu dnia pracaj, ci to chatniaj, ci to intelektualnaj, jakaja, adciahwajuczy jaje dumki, prynosiła adzinaje palahczeńnie ŭ jaje czasam sumnym stanie duszy.
U toj dzień stary Lutomski tolki szto wiarnuŭsia z żniwa i, źniasileny, skinuŭ szapku, siadziaczy na hanku, wycirajuczy pot sa stomlenaha iłba kletczataj chustkaj. Raptam jaho pozirk upaŭ na wobłaka pyłu, jakoje ŭzdymałasia na Słuckim haścincy. Nie paśpieŭ jon zrazumieć, szto heta mahło być, jak ubaczyŭ kazaka, jaki imczaŭ napierad i zwyczajna apiaredżwaŭ kniażackuju kawalkadu. Lutomski jaszcze nie baczyŭ kniazia paśla jaho wiartańnia, nie majuczy mahczymaści adjechać ni z-za haspadarczych abawiazkaŭ, ni z-za pilnawańnia karety. I, pakolki jon byŭ addany wajawodu ŭsim sercam, jon pabieh sustrakać jaho da bramy. Tut, kali kniaź zahadaŭ koniam spynicca i łaskawa zahawaryŭ z im, stary, schiliŭszysia da kaleniaŭ pana, raptam straciŭ prytomnaść ad chwalawańnia i zwaliŭsia na ziamlu.
Kniaź adrazu ażywiŭsia, staŭ jaszcze bolsz wietliwy da jaho, i jon byŭ u samym wydatnym nastroi. Lutomski, prasiŭszy prabaczeńnia za swaju, choć i miżwolnuju, słabaść i witajuczy kniazia, jaszcze raz skazaŭ, całkam rasczuleny:
— Ja nie ŭmieju, pryznajusia wam, pawitać W. Kniaskuju Mość wytanczanymi słowami, ale ja witaju was szczyrym sercam, i ja zadawoleny tym, szto, niahledziaczy na stolki biedstwaŭ i niebiaśpiek świata zachawany depazit mahu całkam wiarncú u ruki W.Kn. Mości, majho Pana.
— Jaki, Panie Kachanku, depazit? — spytaŭ zdziŭleny wajawoda. — Szto heta?
— Ach! — pierapyniŭ jaho IMPan Mikuć, lapnuŭszy siabie pa łbie. — Ci nie zabylisia my skazać W. Kn. Mości, szto kali ŭżo nie zastałosia miesca dla zachoŭwańnia załatoj wiasielnaj karety, pra jakuju, szczyra każuczy, my ŭsie zabylisia, asabliwa Szabanski — bo heta, napeŭna, była jaho sprawa, — pan Lutomski nahadaŭ jamu pra jaje i, pakolki czas padciskaŭ, prywioz jaje siudy, da siabie ŭ Hrozaŭku, — i widawoczna, szto jon dobra jaje zachoŭwaŭ, szto, niahledziaczy na prachody i rasstanoŭku wojskaŭ, pieratrusy i roznyja wajennyja niaszczaści, jon tak dobra jaje zachoŭwaŭ dahetul.
Kniaź adkazaŭ:
— Waszmość sumlenny czaławiek, Mości Lutomski. I, palapaŭszy jaho pa placzy, dadaŭ z uśmieszkaj: — Nu, pakaży mnie, panie Kachanku, dzie tak dobra jaje zachoŭwaŭ.
Dyk akanom zaprasiŭ kniazia ŭ siadzibu; tut jon zawioŭ jaho ŭ alkier, cikaŭny natoŭp nacisnuŭsia, niekalki padłohawych doszak byli źniaty — zjawilisia prystupki, a ŭnizie byŭ uwachod u sklep z zamknionymi żaleznymi dźwiaryma; tam akuratna byli ŭstaŭleny pakunki z czastkami razabranaj karety.
Kniaź azirnuŭsia, uśmichnuŭsia i, padkruczwajuczy wusy, jakija zaŭsiody świedczyli pra dobry nastroj, wyjszaŭ z padziamiella.
— Hm, — sieŭszy na kanapu ŭ pierszym pakoi, pramarmytaŭ jon. — wiasielnaja kareta, Panie Kachanku, — mahczyma, heta prykmieta taho, szto ja maju żanicca ŭ treci raz, a tam niachaj by jaje djabły ŭziali, Panie Kachanku.
Ale nieŭzabawie, źwiarnuŭszysia da Lutomskaha, dadaŭ:
— Dobra Waszmość zrabiŭ, sumlenna, niama czaho kazać — inszy czaławiek u tyja czasy pradaŭ by karetu żydam , a sam by z hraszyma świsnuŭ. Nu, jak sprawy ŭ waszym haspadarstwie?
— Byli biedstwy, panie kniaź, wajennyja czasy, wiadoma, — adkazaŭ akanom, — ciapier bolsz-miensz prystojna.
— Nu, a dzie rejestry? — spytaŭ kniaź z surjoznym wyrazam twaru.
Na pytańnie kniazia Mikuć i inszyja prysutnyja abmianialisia zdziŭlenymi pozirkami. Kniaź prywyk prahladać rejestry, choć pawiarchoŭna, tolki kali, zychodziaczy z zaŭwah hienieralnaha ŭpaŭnaważanaha, było nieszta, za szto można było b pakrytykawać lustratara, jaki prawiaraŭ rejestr, abo kali lustratar majontku czasam wykazwaŭ surjoznyja abwinawaczwańni suprać akanoma. Tut takoha nie było, i, akramia taho, pakolki kniaź raniej lubiŭ Lutomskaha, ciapier jon, zdawałasia, byŭ jaszcze bolsz dobrazyczliwy da jaho.
Adnak u hety momant Lutomski dastaŭ z szuflady staroha kabinieta doŭhuju knihu rejestraŭ, czarniła i piaro — i raskłaŭ usio heta na stale pierad kniaziem.
Prysutnyja z poŭnym zdziŭleńniem nazirali, jak kniaź surjozna sieŭ za rejestry, prahartaŭ ich i, dajszoŭszy da kanca razdzieła, paciahnuŭsia da piara.
Heta było niezwyczajna — kniaź zaciata nienawidzieŭ pisać i zaŭsiody kazaŭ: «Niachaj toj, chto wynajszaŭ piśmienstwa, Panie Kachanku, nie wyjdzie z piekła». Dyk woś, kniaź akunuŭ piaro, zruczna ŭładkawaŭsia na miescy, nachiliŭsia napierad i, ciażka dychajuczy, z wysunutymi wusami, paczaŭ nieszta ćwiorda, staranna, pawolna pisać. Heta widawoczna byŭ nie prosta podpis, bo jon zajmaŭ niekalki radkoŭ — i doŭżyŭsia, badaj, z dwa paciery. Usie stajali ŭ hłybokaj ciszyni, czakajuczy czahości niezwyczajnaha, amal zataiŭszy dychańnie, tak szto czuwać było tolki milhańnie much, skryhat piara i dychańnie wajawody. Nareszcie, napisaŭszy niekalki radkoŭ, kniaź adkłaŭ piaro i, hłyboka ŭzdychnuŭszy, skazaŭ, surjozna źwiartajuczysia da prysutnych:
— Niadziŭna, darahi moj, szto pany tak karotka żywuć — takaja praca!» [7]
I kiŭnuŭszy Skirmuntu, dadaŭ:
— Czytaj, Waszmość.
Heta była nialohkaja zadacza — bo kniaź czasam pisaŭ tak, szto ni jon, ni chto-niebudź inszy nie moh praczytać, akramia Skirmunta, jaki mieŭ da hetaha asabliwy dar.
Skirmunt, uziaŭszy knihu, z niemałoj cikaŭnaściu paczaŭ czytać nastupnaje:
«Na dokaz prychilnaści, wysokaj dabryni i wysakarodnaj sumlennaści, dadzieny nam IMPanam Marcinam Lutomskim, falwarak Hrozaŭka, jaki dahetul należaŭ da naszych aładyjalnych majontkaŭ, u mieżach, jakija jon ciapier achopliwaje, z lasami, hajami, barami, łuhami, i h.d., z usim, szto na ziamli, razam z inwientarami zbożża, prypasaŭ i ruchomaj majomaści, ja daruju, achwiaruju i zapawiadaju hetamu IMPanu Marcinu Lutomskamu i jaho pierajemnikam na ŭsie czasy, biez jakich-niebudź wykluczeńniaŭ, - i rekamienduju skłaści adpawiedny dakumient i ŭnieści jaho ŭ Ziemskija knihi. Karal, kniaź Radziwił, wajawoda Wilenski».
Czytańnie hetaha dakumienta wyklikała na twarach usich prysutnych nie tolki zdziŭleńnie, ale i szczyraje zachapleńnie swaim kachanym kniaziem, jaki ŭmieŭ tak szczodra i wielikaduszna ŭznaharodżwać zyczliwaść i dobrasumlennaść, a taksama swaju prychilnaść.
Lutomski ledź nie straciŭ prytomnaść, nie moh wymawić ni słowa, nie moh pawieryć swaim wuszam, źbialeŭ, tolki paczyrwanieŭ i nareszcie ŭpaŭ da noh wajawody i zapłakaŭ, jak dzicia.
— Nu, nu, — uskliknuŭ kniaź, padniaŭszy jaho i zadawolena zaśmiajaŭszysia, — chopić, Panie Kachanku, chopić, i dzie ż haspadynia?
— Usiemahutny Boh upadabaŭ pieranieści jaje ŭ wiecznaść, — skazaŭ Lutomski, wycirajuczy ślozy, — usiaho niekalki miesiacaŭ tamu. Jana achoŭwała hety skarb da kanca żyćcia, i na samoj sprawie, uwieś hety czas jana amal nie wychodziła, nawat u kaścioł, a kali spawiadałasia pierad śmierciu, addała na światuju imszu za zdaroŭje i dabrabyt W. Kn. Mości. Maja daczka ciapier tolki wykonwaje abawiazki haspadyni, pakul maje dwa syny wuczacca ŭ szkole.
— Klicz daczku, Waszmość, — skazaŭ kniaź.
Praz chwilinu jana zjawiłasia na parozie, mocna paczyrwaniełaja. Kniaź, jak zwyczajna da żanczyn, byŭ poŭny wietliwaści. Ubaczyŭszy jaje, jon ustaŭ, kali jana pasprabawała nachilicca da jaho noh, padtrymaŭ jaje i, znoŭ zakruciŭszy wusy, paśla czaho nawakolnyja zrazumieli, szto jana jamu padabajecca, i adrazu spytaŭ: — Jak ciabie zawuć?
— Kuniehunda.
— Panie Kachanku! Heta imia majoj maci! — Mienawita, — skazaŭ Lutomski, — i jaje maci nasiła takoje ż imia.
Wajawoda na chwilinu zadumaŭsia.
— Toje, szto ty atrymaŭ, — nareszcie skazaŭ jon, — dadziena tabie nie Radziwiłam, a samim Boham, jaki lepsz za ŭsio wiedaje, jak uznaharodżwać dabraczynnaść praz czaławieczyja ruki. Starajsia, Waszmość, nakirawać swaich synoŭ i wychawać z ich sumlennych ludziej, a mnie dazwol pamiatać pra los twajoj daczki.
Lutomski i jaho daczka znoŭ padziakawali jamu, ale pani żorstka źbialeła pry aposznich słowach, a astatnija źlohku ŭśmichnulisia; usie wiedali, szto wajawoda maje asabliwy zapał da swataŭstwa i szlubnych sustrecz. Tamu czakałasia, szto jon adrazu ż padumaje pra chałaściaka dla panny Lutomskaj; i mienawita heta jaje i napałochała.
— A ciapier, — wiesieła ŭskliknuŭ kniaź, praczytaŭszy wam kazańnie, szto i ksiondz Kantembryk lepsz nie patrapić, — kali Radziwiła ŭżo nie ŭ siabie doma, a ŭ was u haściach, panie Kachanku, niachaj maładaja haspadynia pakłapocicca pra nas i paczastuje nas na darohu.
Zwiarnuŭszysia da paŭnamocnaha pradstaŭnika, jon dadaŭ:
— Panie Mikuć, praszu, kab Lutomski nieadkładna atrymaŭ darczuju hramatu i dazwoł na ŭstupleńnie ŭ Hrozaŭku.
Paśla szlachieckaha abiedu, na jakim, pawodle praŭdapadobnaj lehiendy, kniaź zjeŭ kuczu litoŭskich kałdunoŭ, kali ŭżo raźwitwalisia i kareta źbirałasia adjechać ad siadziby, wajawoda skazaŭ Lutomskamu:
— Każy, Waszmość, pakłaści pakunki z karetaj na furmanki i adprawić u Niaświż.
Kniaź sam zahadaŭ pawiarnuć dadomu, i kali prybuduć furmanki i pakunki , na ich treba było zahruzić niekalki boczak wina, z ukazańniem zachoŭwać ich u sklepie ŭ Hrozaŭcy, dzie stajała kareta, i nie czapać ich da wiasiella Kuniehundy.
Tady raźniesłasia wiestka pra szczodraść kniazia i jaho abawiazak zabiaśpieczyć los daczki Lutomskaha.
Paszkoŭski sam nie wiedaŭ, szto dumać; jon byŭ adnaczasowa i ŭzradawany, i napałochany hetaj aposzniaj nawinoj. Moża, kniaź wydaść jaje zamuż za kahości inszaha? — padumaŭ jon. Padobnyja dumki prychodzili ŭ haławu i pańnie Kuniehundzie; situacyja tady stanie nadzwyczaj składanaj — fatalnaj; jak można supraciŭlacca ci ihnarawać wolu takoha dabradzieja? Kaniuszycz, adnak, dawiaraŭ charaktaru i sercu swajoj naraczonaj, ale nie moh pazbawicca trywohi.
Tym czasam, jak usiudy i zaŭsiody, tak i ciapier u asiarodździ kniazia pastajanna razmowa pawaroczwałasia da Hrozaŭki, jak na świeży wypadak, tym bolsz szto kniaziu widawoczna nie ciarpiełasia paczać swataŭstwo. Heta było jaho słabym miescam i samym pryjemnym zaniatkam, bo z nahody wiasiella jon moh by arhanizawać pysznuju wieczarynu. Warta taksama wiedać, szto kniaź z wyklucznaj starannaściu wykonwaŭ usie staradaŭnija zwyczai i abrady, i niby nasupierak zamieżnym nawinam, tak nastojliwa i horacza rekamiendawanym dwarom i samim karalom, jon staraŭsia, nakolki heta było mahczyma, strymać hety nibyta cywilizacyjny impuls i zachawać staramodnyja zwyczai ŭ Litwie. I chto wiedaje — ci nie ŭłasna jamu hetyja wakolicy i dahetul abawiazany swaim patryjarchalnym charaktaram.
Tamu, kali kniaź raz ci dwa zhadaŭ pra pannu Lutomskuju, pan Baroŭski, jaki prysutniczaŭ, skazaŭ:
— Kniaź, żadajuczy wydać zamuż pannu Lutomskuju, wy, widać, uzialisia za nialohkuju zadaczu
— Czamu? Panie Kachanku, — trywożna spytaŭ kniaź.
— Bo panienka, choć dahetul i była biez srodkaŭ, dy jaszcze i biednaja, użo razdała stolki harbuzoŭ, szto mahła b prakarmić sto wałoŭ — i szto jaszcze...
— Dzie wy czuli, panie Leonie, — pierapyniŭ kniaź, — kab chtości, panie Kachanku, karmiŭ wałoŭ harbuzami?
— Nu, — adkazaŭ Baroŭski, — kali nie wałoŭ, to asłoŭ, roźnicy mała.
— Waszmość bo zaŭsiody trymajecca błazienstwa, panie Kachanku, — dobra wiedajesz, szto ja surjoznaja asoba, mnie padabajecca, panie Kachanku, — woś, jak każa pan padkanćler, kali chłusić — histarycznyja praŭdy... — a tamu lepsz hawary, szto adbywajecca, wyrazna jak rydloŭka, i ŭsio.
— Usio prosta, — adkazaŭ Baroŭski, — panienka daŭno b wyjszła zamuż biez dapamohi kniazia, kali b nie nieszta.
— Ale... pf! Panie Kachanku, jakoje nieszta? Nu, skaży mnie wyrazna, ja nie manaszka.
— Kali pa-prostu, jana prosta ŭżo hadoŭ dziesiać zakachanaja ŭ Paszkoŭskaha, Kaniuszycza, rotmistra kniazia, a stary Kaniuszy nie dazwalaje.
— Tak! — peŭna heta wiedajesz? — uskliknuŭ kniaź, wielmi abradawany.
— Najpeŭniej, usie wiedajuć.
— O! I nichto mnie niczoha nie skazaŭ, i ŭsio ż, moj panie Leonie, pawiedamiŭ mnie dziŭnuju nawinu. — O, woś szto, — zaśmiajaŭsia kniaź, uzradawany, — i, źwiarnuŭszysia da adnaho z prydwornych, uskliknuŭ:
— Paprasicie mnie siudy pana Biernatowicza.
A jon byŭ hałoŭnym sakratarom kniazia, bo Wieczarynski, jaki pajechaŭ z kniaziem u Biełuju, zastawaŭsia pad jaho wyklucznaj uładaj, jak i niekalki inszych.
— Słuchaj, Waszmość, — skazaŭ kniaź Biernatowiczu, — napiszy nieadkładna wietliwy list i daj mnie na podpis.
— Kamu i pra szto? Praszu prabaczeńnia, WKnMość, bo ja nie czuŭ.
— A praŭda, — da Bresckaha Kaniuszaha Jacaka Paszkoŭskaha — z zapraszeńniem u Niaświż pa terminowaj sprawie. Wy mnie, panie Kachanku, wielmi dahadzili, panie Leonie, — ale praszu was i ŭsich was ni słowa pra heta — motus [8] .
— Budźcie aściarożnyja, panowie, — skazaŭ Baroŭski, z surjoznym wyrazam twaru źwiartajuczysia da prysutnych. — Kniaź skazaŭ motus — pa-łacinsku, a pa-sialansku, motuz — szto aznaczaje wiaroŭka, — ergo [9] — chto piśnie, taho i źwiaża!
— Cha! cha! — zaśmiajaŭsia wajawoda. — U Baroŭskaha zaŭsiody najlepszyja arhumienty, Panie Kachanku.
List, nieŭzabawie aformleny i padpisany kniaziem, byŭ nieadkładna adpraŭleny Bresckamu kaniuszamu. Prykładna praz czatyry dni, pad wieczar, prybyŭ stary Paszkoŭski. Pa zahadu kniazia jaho nieadkładna prawiali ŭ kabiniet, dzie jaho z wyklucznaj wietliwaściu sustreŭ paważany haspadar. Da wiaczery zastawałasia jaszcze niekalki hadzin , tamu dla kanfidencyjnaj razmowy semotis arbitris[10] kab pramaczyć horła pierad im pastawili butlu z toŭstaha zialonaha szkła, jaszcze taŭściejszaha ad czasu. Kaniuszy, prastaduszny szlachcicz z niewialikim bahaćciem i, jak kazali, sapraŭdny szaraczok, choć i karmazynawaha pachodżańnia, byŭ wielmi zdziŭleny, ale i ŭzradawany takim kanfidencyjnym i wietliwym pryjomam wajawody. Kniaź sam naliŭ pa czarkach miedawuchu i zaachwociŭ usich wypić — i miedawucha była cudoŭnaja; użo paśla druhoj czarki stary kaniuszy paczaŭ adczuwać siabie niejak ciopła i szczaśliwa. Jany bałbatali pra roznyja padziei niadaŭniaj wajny, pra palitycznyja sprawy — i, nareszcie, pra niadaŭniaje znachodżańnie kaniuszaha ŭ Biełaj, pakul kniaź nie skazaŭ:
— Daŭno my nie baczylisia, szanoŭny Kaniuszy, panie Kachanku, amal dziesiacihodździe.
— My pastareli, Wasza kn. Mość, — adkazaŭ kaniuszy sa ŭzdycham.
— Fugaces labuntur anni [11], — pramowiŭ kniaź z udawanaj surjoznaściu, — tak każa Haracyj; bo kaliści ja wiedaŭ usiaho Haracyja na pamiać, moj darahi, ale ŭ hetych kłopatach usio wyśliznuła z haławy.
— W.Kn.Mość użo mieŭ szmat prablem.
— Ba - ba!... panie Kachanku, wy nie pawierycie, kolki ja naciarpieŭsia. Lepsz było być kucharam u pani Haleckaj, światoje żyćcio, panie kachanku, in comporatio[12] z tym, szto ja pieranios u hetym padarożży. Pakul ja byŭ jaszcze ŭ Silezii, usio było tak sabie, bo heta nibyta była maja ŭłasnaja kraina, una ecclesia, una fides [13] , ale kali ja trapiŭ u Wienhryju — barani Boża! — panie Kachanku, ci pawierycie, Waszmość, mnie ŭwieś czas dawiałosia siadzieć, jak sabaka, u Budzie.
— Boża barani! — dabraduszna ŭskliknuŭ kaniuszy. — Niaŭżo takoje mahczyma?
— Ale tak, tak, panie Kachanku, z paszanaj da Asana... u Budzie... woś da czaho ja dajszoŭ!
— Nu! — pramarmytaŭ kaniuszy, pakruciŭszy haławoj.
— Baczysz, Waszmość, — praciahwaŭ kniaź, paciahwajuczy sabie i naliwajuczy miod staromu kaniuszamu, — mnie wielmi balucza, panie kachanku, ad usiaho, i każu tabie woś szto, Waszmość , ja hoły, wielmi hoły, i niadaŭna mianie pasłaŭ turecki sułtan — wy, napeŭna, czuli pra heta?
— Czuŭ, W.Kn.Mość.
— A ci wiedajesz, szto jon pasłaŭ?
— Widać, padarunki, jak każuć.
— Mienawita, panie kachanku, padarunki; turecki sułtan chacieŭ zachapić mianie, wiedajuczy, szto ja hoły, — abwiaścić mianie, heta znaczyć kananizawać mianie, tureckim światym, — i heta nie zważajuczy na maje ciażkija hrachi, bo jany mała na heta źwiartajuć uwahu. — Jon pasłaŭ aż troch paszaŭ, tamu, kali ja admowiŭsia i ciapier adsunuŭsia ad usialakaj palitycznaj pracy ŭ krainie, mnie ŭ reszcie reszt dawiałosia pahadzicca na pasadu Safan-Duły Dardanełskaha , prapanawanuju mnie sułtanam ; ale nawat heta, panie Kachanku, zanadta wysokaja pasada dla mianie; lepsz by jana należała naszamu Jahamości Karalu.
— Hm, — pramarmytaŭ kaniuszy, — cikawa!
— Hetaja pasada, panie Kachanku, heta siniekura, — praciahwaŭ kniaź . — Pracy niama, ale jość siakaja-takaja piensija. — Nu, wiedajesz szto, panie Kachanku, mnie tak ciapier patrebnyja hroszy, szto ja pawinien pryznacca, ja tolki szto wyklikaŭ Ciabie, kab pazyczyć mnie tysiaczu dukataŭ.
— Ci mahczyma heta? — uskliknuŭ zdziŭleny kaniuszy i, strymaŭszysia, dadaŭ: — Tak, z wialikim zadawalnieńniem, ale ja pryznajusia W.Kn. Mości, szto ŭ mianie ledźwie stolki ŭsiaho majho bahaćcia, i tamu ja z radaściu budu służyć.
— Baczysz, kachany panie Kaniuszy, ja nie chaczu rabić tabie kryŭdy; za heta ja dam wam wiosku ŭ zakład.
Tut paklikaŭ kniaź i skazaŭ jamu spytać pra pana Mikucia.
— Jakija wioski ŭ was jość u rejestry dla zakładu? — skazaŭ jon upaŭnaważanamu, jaki padyszoŭ.
Pan Mikuć źlohku ŭśmichnuŭsia, widawoczna wiedajuczy, i skazaŭ:
— Nie wiedaju — na jaki zakładny kapitał?
— Praŭda, — pierapyniŭ wajawoda, — na tysiaczu dukataŭ.
I pan Mikuć adkazaŭ, byccam prahladajuczy swoj doŭhi wuzki rejestr.
— Heta moża być, naprykład, Dambrowica.
— Ci taja, szto ŭ Słuczczyźnie, na miaży z Hrozaŭkaj? — spytaŭ Kaniuszy.
— Taja samaja.
— Ja wiedaju hetuju wiosku, — adkazaŭ stary kaniuszy, pakruciŭszy haławoj, — ale, napeŭna, kali jaje trymaŭ niabożczyk Hraboŭski, jana kasztawała czatyry tysiaczy dukataŭ, a tut, z pracentami za tysiaczu dukataŭ, niama nijakaha paraŭnańnia, i heta na szkodu kniaziu.
— Zusim nie na szkodu, panie Kachanku, — uskliknuŭ wajawoda. — Ja zakładwaju wam Dambrowicu, i kali źbirajeszsia aformić tut, ja daju jaje na imia Karala, twajho syna, jaki zasłużyŭ maju prychilnaść, ale ŭzamien, darahi kaniuszy, dasi mnie słowa, szto pawinien pryniać adnu ŭmowu.
— Jakuju? — spytaŭ Paszkoŭski.
— Cikawa, Waszmość, nie wierysz, panie kachanku, Radziwiłu, ha? heta takoje siabroŭstwa? Ja nie budu sprabawać atrymać ad Waszmości nieszta niemahczymaje.
— Ha! — źbianteżana skazaŭ kaniuszy, ściskajuczy kalena kniazia. — Kali heta wola Jaho Kn. Mości, to ja prymaju ŭmowu.
— I dajesz verbum [14]? — spytaŭ wajawoda, praciahwajuczy ruku.
Stary praciahnuŭ ruku.
— Ja spadziajusia na zyczliwaść i łasku W.Kn. Mości, tamu daju.
— Takim czynam, — skazaŭ wajawoda, — ŭmowa ŭ tym, szto dazwolisz mnie, panie kachanku, wydać wyswatać twajho syna pawodle majoj woli.
— Heta wola W.Kn.Mości, ja schilajusia da noh za hetuju łasku, ale z kim ża? — spytaŭ kaniuszy, trochi niespakojny.
— Z pannaj Kuniehundaj Lutomskaj.
Stary chutka wyprastaŭsia.
— Wolnyja żarty W.Kn.Mości.
— Ale zusim nie, panie Kachanku.
Ciażka ŭzdychnuŭ stary Paszkoŭski.
— Ja daŭ słowa, niama czaho skazać, ale dazwolcie W.Kn.Mości zaŭważyć, szto, wiedajuczy pachodżańnie naszaha szlachieckaha imia, W.Kn.Mość dobra razumieje, szto moj syn Karal usio ż taki moh by znajści spadarożnicu żyćcia, nie abawiazkowa z domu akanoma.
— Szto wam da hetaha? Pan Kaniuszy, jakoha akanoma?
— A jak ża, — adkazaŭ Paszkoŭski. — Bo hety Lutomski — akanom u falwarku W.Kn.Mości ŭ Hrozaŭcy.
— Chto wam takuju łuchtu naploŭ ? Jaki akanom? Panie Kachanku, jon moj najlepszy susied, a Hrozaŭka — heta jaho ŭłasnaja wioska.
Kaniuszy na chwilinu zmoŭk, pahladzieŭ to na kniazia, to na Mikucia i nareszcie skazaŭ:
— Mnie zdajecca, szto W.Kn.Mość zdziekujecca sa swajho staroha słuhi.
— Boża barani, — pierapyniŭ Mikuć, — Hrozaŭka sapraŭdy ŭłasnaść I.M. Pana Lutomskaha.
— A akramia taho, — dadaŭ kniaź, jakomu wielmi spadabałasia hetaja scena z Kaniuszym, — choć ja dobra wiedaju pachodżańnie doma Paszkoŭskich, dyk i Lutomskija Karabiczy — taksama radawitaja szlachta z dziadoŭ pradziedaŭ.
— Nu! Cikawostka! — paŭtaraŭ Kaniuszy, paciskajuczy placzyma. — Ci heta Lutomski prykidwaŭsia pierada mnoj akanomam?
— O, niesumnienna, panie Kachanku, jon stary chitrun, o! Jon, napeŭna, chacieŭ adczuć niaźmiennaść prychilnaści waszaha syna.
— Nu! Cikawostka! Niachaj budzie tak, bo ja daŭ słowa, i takaja wola W.Kn.Mości , — skazaŭ Paszkoŭski i dadaŭ: — I ja pakorliwa praszu wykanać prysiahu, bo heta falwarak sa Słuczczyny!
— Takim czynam, zhoda, panie kachanku, zhoda, — wiesieła ŭskliknuŭ kniaź, — zastanieisia ŭ mianie na niekatory czas, my paraimsia, szto i jak rabić, a pakul szto silentium [15], ni słowa pra heta nawat synu, i, kali łaska, padumajcie pra moj płan, my pahaworym pra heta zaŭtra.
Na treci dzień wajawoda znoŭ adprawiŭsia ŭ Słuck u suprawadżeńni znacznaj kolkaści swaich prydwornych i aficeraŭ, u tym liku Kaniuszycza Paszkoŭskaha. Paśla naczlehu tam usio tawarystwa praciahnuła swoj szlach, zdawałasia b, znoŭ ahladajuczy falwarki, i kala poŭdnia dabralisia da Hrozaŭki.
Stary Lutomski i jaho daczka wyjszli sustreć kniazia, ale pa ich ubory było zrazumieła, szto jany ŭżo czakali pryjezdu haściej; chtości sa Słucka widawoczna abwiaszczaŭ ich prybyćcio.
Kniaź nie zahadaŭ karetam adjazdżać, a pacaławaŭszy ruku pańnie Kuniehundzie pry prywitańni, adrazu ż wystupiŭ u roli swata; takim czynam, pawodle staroha zwyczaju, jon pieraliczyŭ pysznaść damoŭ i paprasiŭ ruki maładoj pani dla Kaniuszycza.
Małady Paszkoŭski, zusim nie papiaredżany pra heta, spaczatku byŭ niewierahodna źbianteżany, ale piersz czym kniaź skonczyŭ swaju pramowu, jon niejak awałodaŭ saboj i czakaŭ zawiarszeńnia, i kali jano nadyszło, padyszoŭ z wialikaj pawahaj i hołasam, jaki wydawaŭ mocnaje chwalawańnie:
— Ja nie mahu szczyra wykazać Waszaj Kniaskaj Mości maju ŭdziacznaść za Waszu dabryniu, jakuju Wy zaŭsiody prajaŭlali da mianie, i ante omnia [16] ŭ hetym wypadku, ale ciapier ja apynuŭsia ŭ wielmi niaszczasnym stanowiszczy, bo ja nie mahu ni skarystacca łaskaj majho dabradzieja, ni zadawolić samyja ciopłyja żadańni majho serca, tamu szto moj baćka, IMPan kaniuszy Brescki, nie zhadżajecca na nasz sajuz z pannaj Kuniehundaj, i ja...
Tut jon zrabiŭ paŭzu, byccam zadychaŭsia, — nareszcie, pryhłuszanym hołasam skonczyŭ.
— I ja nie mahu supiareczyć jaho woli .
— Ja wielmi hanarusia Waszmościu— wielmi! — pierapyniŭ jaho hłyboka ŭzruszany kniaź, paciskajuczy ruku kaniuszyczu i całujuczy jaho ŭ haławu. — hetaja pawaha da baćkoŭskaj woli wielmi pachwalnaja; ułasna hetaha ja i czakaŭ ad Waszmości i nie byŭ rasczarawany, Panie Kachanku. Tamu my pasprabujem likwidawać hetuju pieraszkodu.
Ledź kniaź wymawiŭ hetyja słowy, i heta ŭżo adbywałasia ŭ pierszym pakoi, jak la dźwiarej u alkier zjawiŭsia z zadawolenaj uśmieszkaj na twary IMPan Kaniuszy, jaki czakaŭ tam pa zahadu kniazia. Dabrasłaŭleńnie było adrazu ż abwieszczana, i paśla niekalkich tostaŭ za pośpiech maładoj pary wajawoda i ŭsio jaho tawarystwa, akramia żanicha, wiarnulisia ŭ Niaświż.
Miensz czym praz miesiac kniaź zładziŭ pysznaje trochdzionnaje wiasielle dla maładych Paszkoŭskich u Niaświży; tym czasam kuchary kniazia pa jaho zahadu rychtawali pryjom u Hrozaŭcy, kudy znoŭ adprawiłasia ŭsio wiasielnaje tawarystwa. Tolki tut jany pasprabawali wino, spaczatku prysłanaje na furmankach, jakija pierawozili karetu. Kali maładaja para zjazdżała z Niaświża, ich sustreła nowieńkaja Danhłoŭskaja kareta, wielmi pryhożaja, całkam żoŭtaja, amal załacistaja, ułasny ekipaż kniazia, zapreżany paradnaj szaściorkaj hniadych koniej.
Paśla pysznaha wiasiella de noviter[17] paśla troch dzion wiesiałości i szmatlikich napojaŭ u Hrozaŭcy, kali wajawoda byŭ u najlepszym nastroi, usio jaszcze raźwitwajuczysia z maładymi, jon skazaŭ na hanku:
— Liczycie toje, szto ja ŭczyniŭ dla Was, panie Kachanku, daram Prowidu. Dziakujuczy Bohu, żywicie sumlenna, wychoŭwajcie swaich dziaciej u cnocie i starażytnych zwyczajach, prytrymliwajuczysia tradycyj naszych dziadoŭ i pradziedaŭ. A żoŭtaja kareta, jakaja prywiazła was siudy, razam z cuham stanowicca waszaj ułasnaściu, kab wy, panie Kachanku, pabożna nawiedwajuczy kaścioł u Niaświży, i mianie nie abminali, szto ja budu liczyć dokazam boni affectus[18] ; i Radziwił nie pierastanie dawać wam parady i dapamohu ŭ kożnaj patrebie.
Ledź jon skonczyŭ, i maładyja i ich baćki, płaczuczy ad rasczuleńnia, szczyra dziakawali swajmu dabradzieju, na dwary razdaŭsia huczny kryk, jaki adhuknuŭsia ad usiaho schodu:
— Wiwat — wiwat — chaj żywie nasz kachany kniaź!
Ale ŭ toj ża czas pobacz, amal adnaczasowa, paczuŭsia streł.
U imhnieńnie woka zapanawała miortwaja ciszynia.
Usie niby zastyli na miescach, nie ŭ stanie zrazumieć, szto moh aznaczać streł.
— Szto heta? Panie Kachanku, — pierszy pierapyniŭ kniaź .
— Dzie byŭ streł?
— Chto streliŭ?
— Chtości, napeŭna, streliŭ u wiwat.
— Szto heta mahło być? — pasypalisia tysiaczy pytańniaŭ, ale nichto nie moh na ich adkazać.
— Zdajecca, heta było ŭ sadzie, — kryknuŭ chtości.
Cikaŭnyja raźbiehlisia wa ŭsie baki; praz niekalki chwilin sprawa była wyraszana. Adrazu za sadam, u biarozawym hai, byŭ znojdzieny niaszczasny parucznik Witynhof, z raźbitaj haławoj ad pistaletnaj kuli.
— Ha, — skazaŭ wajawoda, kali jamu pawiedamili pra heta; «sic fata tulere[19] », abo, panie Kachanku, jak każa pan Leon, tak maty kazała; szkada hetaha niemca, bo jon byŭ i razumnym, i prystojnym czaławiekam!
— Kniaź wiedaŭ jaho ? — spytaŭ pan Baroŭski.
— Ja? Panie Kachanku... ja nikoli raniej jaho nie baczyŭ.
— A adkul kniaź wiedaje, szto jon byŭ razumny i prystojny?
— Nu... i heta zrazumieła... kali b jon byŭ złym ci durnym, jon moh by strelić z-za płota albo ŭ Waszmość, panie Leonie, albo ŭ mianie, albo ŭ żanicha... i heta, panie Kachanku, było b znaczna horsz.
- ↑ Histaryczna
- ↑ dla dalejszaha razhladu
- ↑ abrazy majastatu
- ↑ zhodna z pasadaj
- ↑ wychad
- ↑ adrazu ż
- ↑ Autentyczna
- ↑ Tak skazana zamiest słowa : mutus - maŭczók.
- ↑ takim czynam
- ↑ prybraŭszy świedkaŭ
- ↑ Mimalotnyja hady biahuć
- ↑ u paraŭnańni
- ↑ adzin kaścioł, adna wiera
- ↑ słowa
- ↑ maŭczycie
- ↑ piersz za ŭsio
- ↑ niezŭzabawie
- ↑ dobrych paczućciaŭ
- ↑ tak wyraszyŭ los