Kasia. Dobra. (Uhladajecca na jełačku.) Treba choć siahońnia paskakać kala hetaj halinki, bo zaŭtra nia ŭdasca. (prytancowywaje) Zyla, nu dawaj uškwarym panskaha walca, albo polku! A nu… (Ciahnie jaho, paziraje ǔ wočy.) Dy nu jaho pahanaha Zylu, jašče i browy ǔ šnuročak. Na što tabie Zyla, hetyja browy, addaj ich mnie! Bo mnie zaraz patrebnyja charošyja browy, kab aż-aż-aż!
Tac. Dy dajcie i mnie pahladzieć, jakija tam użo browy ŭ taho Zyli (hladzić.)
Kasia. Woś pryhladzieciesia lepiej… Usio adno, jak ǔ taho… (adrazu) Tacianka! Ci wy wiedajcie što? (Pryhladajecca da Zyli) Heta nia Zyla! Zyla nie taki byǔ!
Zyla. (Ahladaje siabie.) Jak nia Zyla? A chto-ż taki?
Kasia. Moża heta toj Karalewič, ale prykidwajecca Zyleju. Pahladziecie-pahladziecie, i wočy takija…
Zyla. A heta praŭda. Što sa mnoju siahońnia takoje robicca ja i sam nia znaju. Moża i ŭzapraǔdy ja ŭżo nia Zyla. Dość tabie pa kirmašoch jeździć dy tawar pradawać — para tabie ziemli wajawać!
Kasia. Začakaj. Stanawisia pierad Taciankaj na kalenki (biare za šyju i pryhinaje.) Każy: addam za ciabie ŭsie carstwy i panstwy, trony i karony.
Zyla. Oj… pabojciesia Boha! Biary i carstwy, i panstwy, i łaty, i šmaty, i boty padrany, dy nie dawi za šyju, bo tam namulana.