Ananija naš wiasioły
Užo wielmi stary staŭ,
A choć byŭ biedny i hoły,
Kožen jaho šanawaŭ.
U karčmu ŭžo nie chadziŭ,
Skrypku ŭnuku darawaŭ,
Łapci ploŭ, Boha chwaliŭ,
I skazački raspraŭlaŭ.
Za tož takoj wiečarnicy
I ŭ susiedaŭ nie syskać,
Jak u staroha światlicy
Kali woźmie kazki łhać.
I woś ciapier dawiałosia,
Što u wiačerniu paru
Mnoha k jamu sabrałosia,
I pačuli reč taku:
„Dzietački kachany — dzietački mileńki!
Dy dziakuj že wam, što wy tut pryšli;
Kab že tak daŭ Boh, štob wy wiesialeńki,
Maŭlaŭ u zdaroŭji, u ščaści žyli.