Перайсці да зместу

Старонка:Dudka Biełaruskaja i Smyk Biełaruski (1930).pdf/98

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка была вычытаная


* * *


Jon jak ryknie: — „Hej wy, ludzi,

Tut razboj! Prymicie miery!...

Tut ryštant, bradziaha skryty!

Woś i łob kaliś byŭ bryty!

Wiažy ŭsich, naradžajsia!“...

Mianie laś! — „Ty chto? Saznajsia!“

— „Skalindar, — kažu, — sirota!“

Paciahnuli pa darozie,

Zawiazali i waroty,

My-ž spynulisia ŭ astrozie...

Astroh, bratcy, pahladzieŭsy

Mimachodam, wyhladaje

I ničoha; bo-ž nia jeŭšy

I ŭ wastrozie nia bywaje.

Ale lepšy ŭ chacie hoład,

U darozie wielki choład,

Najciažejša praca ŭ poli,

Jak u toj astrožnaj doli!

Widzieŭ ptašku ja u kletcy,

Jak hałoŭkaj potul bjecca,

Až kryłočkam zatrapoča

I skanaje... žyć nia choča!

Raz lisicu, atkapaŭšy,

Prywiazali my da koła:

Stała-ž hryści što papaŭšy,

Sabie brucha rasparoła,

Rastrybušyłaś na čaści,

Kab nia žyć tak, choć prapaści!...

Našto — hadzinu, miadzianku,

Puści ŭ šklanaje načyńnie, —

Sama siabie biaz prastanku

Budzie žalić, pakul zhinie!...

Jak užo-ž skacina taja,

Abo hadzina praklata,

I ta canu woli znaje, —

Sto-ž dla našaha-to brata,

Mieŭšy rozum nie skaciny,

Jak znać wolu my pawinny!?...

A ŭ wastrozie-ž niama woli,

Ni u čom niama j nikoli!

U žalezie tyja dźwiery,

Pry dźwiaroch stajać žaŭniery