|
I Boha całujuć, — a ŭsio-taki precie,[1]
Jak kamień u wodu, tak praŭda prapała!
Sudoŭ narabili, načalstwaŭ ci mała:
Pasrednik i wołaść, synod i senaty,
Prysuctwy i wokruh, uprawy, pałaty;
A najbolš mirawych, učastkowych i źjezdaŭ,
Što ŭ poli kamieńnia, što źwiezdaŭ!
Zatoje-ž žyćcio ciapier trudnaje stała:
U świedki uleźci: ni sieła — ni pała,
Ad sudu da sudu praz leta ciahacca
Tak lohka, što nawat nia treba staracca.
Raz jedu ja ŭ Wilniu adwiedać synka,
Ažno pry darozie pasiecca kabyła,
Staić čaławiek jakiś la młynka,
Za młynam suka tam brachała, ci wyła,
I hdzieści „ratujcie“ kryčała kabieta,
A mostam lacieła jakajaś kareta...
I što-ž tut takoje było? Mnie zdajecca:
Chto jedzie, chto wyje, chto moža — śmiajecca
(A mielnik stajaŭ u dźwiarach i śmiajaŭsia;
Čaho jon śmiajecca? Dyk ja-ž nia pytaŭsia!)
Minuŭšy ja młyn toj, jedu ŭžo lesam, —
Lažyć čaławiek pad kustom la darohi
Biaz šapki i bosy, tak kštałtam ubohi.
Ale ja jedu z swaim intaresam,
Mnie niama dzieła bolš ni da koha.
Lažačaha-ž ludu usiudy jość mnoha!
Ja ahlanuŭsia, až honicca chtości,
Kliča: „Pastoj-ža dla Boskaj miłości!“...
Staŭ ja, čakaju; az jon i pytaje:
Chto ja, adkul jość i chto mianie znaje?
I kaža wiarnucca mnie až da młynu,
Świedkam uradnik zawie na hadzinu.
Wiarnuŭsia, hladžu, až kareta u rečcy,
Mielnik ciapier užo nie śmiajecca,
Kabyłu sotnik ciahnie da stanu,
Cyrulik kroŭ kinuŭ abmokšamu panu,
Dziura na moście, tak jak na chatu,
Dwa chłopcy łowiać sučku kudłatu,
Baba staić u parwanaj spadnicy
|