|
Za ciabie, što niawinna byŭ bity.
Och, idzi ty sa mnoj, začarpnuŭšy wady,
Az da čyscu taho, až na dnie,
I wybač ty mianie, što jak byŭ małady,
Twaja žonka-krasa spadabałasia mnie.
I pali ty wadoj mnie na serca, Maciej,
Budu Boha malić za ciabie, za dziaciej!“
Ja zapłakaŭ z žalu, ale dumaju: dość
Naciarpieŭsia i jon, dobra, što jšče žywy,
Hetak ssoch ad ahniu, — tolki skura dy kość.
Pajdu ŭ čyścieć ja toj, pahladžu na dziwy!
I dziwy-ž, bracie moj, u tym čyscy, ale!
Čerci kormiać smałoj i hatujuć u smale,
I ciahajuć, i rwuć, zaprahajuć u woz,
Kručkom ciahnuć kiški i zubami za nos;
Wočy kolać ražnom, pazurami rwuć twar,
Skrabuć skuru nažom, jak na boty tawar.
I kaho-z tut niama? Tut i pan i žabrak,
Hienarał i sałdat, akanom i mužyk.
A što bab i dziawok, — skazać tak, —
Utraja bolš, jak mužčyn jość na lik.
Chto za što, a jak bab, dyk najbolš za jazyk.
Jazyki-ž daŭžyni — tak, jak dobry ručnik.
Ich i palać smałoj i nažami skrabuć,
I nijak da-bieła prapalić nie mahuć.
Nadta šmat maładych, što duryli mužoŭ,
Čaraŭnic, a i zwodniaŭ starych...
Tut ja šmat i znajomych znajšoŭ,
Ale tak — nie čapaŭ užo ich.
Z mužykoŭ tut nia nadta, kab šmat,
A ŭsio bolš dyk bahatych panoŭ.
Na ziamli adciarpieŭšy, naš brat
Na toj świet, jak pa maśle pajšoŭ!
A panom dyk i trudna ciarpieć —
Biaz prywyčki, dyk stohnuć, až strach!
Hlanieš — pan, jak, zdajecca, miadźwiedź,
|