Herad — Chto śmieje tut piejać?! Hej, słuhi!
(Uchodzić pryhoża prybrany naczalnik słuhaǔ Apollo).
Apollo (kłaniajuczysia) — Żdu prykazaŭ Waszaj Karaleŭskaj Miłaści!..
Herad — Chto śmieŭ tutka śpiewać?…
Apollo — Nie adchodziŭ ja z hetul ani na chwilu, ale nia czuŭ, kab chto koleczy tutka śpiewaŭ…
Herad (pazialanieǔszy ad złości) Ha, woś jakaja twaja wiernaść!
(bjeć u dałoni, uchodziać wajaki sa straży, Herad paka- zwajuczy na Apollona).
U turmu i na muki!
(Wajaki choczuć wypaǔnić prykaz Herada, ale Apollo wy- stupajeć upierad).
Apollo — Wialiki Karol! Służyǔ ja tabie dobra praz cełaje żyćcio, a ciapier treba mnie ǔmierci niawinna. Chaj budzie i tak, ale pakul jaszcze nia umior ja, pazwol skazać aposzniaje słowo dziela Twajej ŭłasnaj karyści…
Herad (zacikaǔleny) Każy…
Apollo — Pry służakach nie mahu.
(Herad daje im znak, kab wyszli).
Apollo — Iznoŭ robiać zmowy nawokał twajho tronu. Ścieražysia, bo zhiniesz z ruk tej, katoraj wierysz.
(Herad piersz napiersz spa- lochaǔsia, a posla prymilennym hałaskom).