la, dyli-dyli hoca-ca-ca.., — dawaj dzyhać na miescy piajučy.
— Stasiuk — ej! Čaho duryš!… idzi žywinu pierajmaj! — kryčyć zdalok dziadźka. — Hladzi tolki piarestaha nie dračy, bo duža jon złosny, zapora rahami! Zachilaj ich da chaty — e-ej!
— Dobra! dobra! užo latu.
I zachilajučy adzadu stada pahladaŭ na piarestaha. Wialiki, praŭda, buhaj, wialikšy dy dužejšy za prawadyra. Prawadyrstwa jamu nie dawali dziela jaho złosnaści. Dawoli zhledzić jamu čyrwonuju chustačku ci chwartuch, a ŭžo rawie, lacić jak sam Lucypar i budź na kaho rahami. Inšyja sumysna dračyli, a potym chawaliś. Adzin raz niechta ŭciok na drewa. Mieŭ ščaście, što heta byŭ dub dy nie maleńki. Inakš prapaŭ-by. Bo buhaj kali pačaŭ piryć[1], kali pačaŭ piryć — ta što kara! Cełyja paleny lacieli. Ale što było heta na wiasnu, dyk chutka adzin, potym druhi roh piarestaha papadali. A łoba musić jon swajho škadawaŭ, bo haknuŭ paru razoŭ i dawoli. Ciapier nichto ab jom ničoha takoha j nie padumaŭ-by. Chodzić jak inšy skubiačy trawu.
Chutka pieraniali ŭsieńkaje stada, zahnali, paŭwiazwali ŭ chlawoch, a Stasiuk pawiačeraŭšy palez zaraz na wyški j zasnuŭ.
Hetak było štodzień. Stasiuk nia moh daždacca suboty, chacia da jaje niedaloka, bo pryšoŭ jon u sie-
- ↑ mocna bić.