Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/43

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

čy na haračaje sonka, palez pa lesach na wyški. Stasiuk pryloh śledam za im, spać adnolka-ž nia moh. Za šmat dumak hojdała im siańnia, zašmat uražańniaŭ łunała nad im. Tolki zapluščyć wočy, tak i mrojacca jamu roznyja widawoki; asabliwa dziwicca jon nito z žančyny, nito z dziaŭčyny, abo zusim stareńkaje babulki, jakija prydajucca jamu adnej i toj samaj asobaj, bo twary ich adnolkawyja, tolki hladziać jany jnakš dyj apranieny pa roznamu. Kožnaja wyhladaje na jaho, kliča rukoju, śmiajecca da jaho, a jak rastulić jon tolki wiečajki[1], dyk ich užo j niama. Udohadź jamu nijak nia prychodzić, čaho jany chočać ad jaho.

Hetak i minuła paru hadzin i pačuwaje jon, što dziadźka Felka kratajecca. Padchaplajecca chutčej da dziadźki j u dwoch iduć budzić rešnich padpaskaŭ-pastuškoŭ. Pabudziŭšy, źjeli ŭsie dobry padpałudzień. Wiasnoju pastuchi tak što j nie pałudnujuć, bo žanuć — dyk sonku da stoci daloka, haspadynia nie nawaryla, a pryhaniajuć sutunkam, kali wiačerać para. Dziela taho jany wiačerajuć i pałudnujuć adnačasna, a da žywiny dajuć im chleba ŭ torbački j syra. Biaručy chleb kumpany Stasiukowyja, a było ich troch, dawaj dračyć jaho bondaju. Chutka adnača pakinuli, bo j Staśka byŭ uspadobu dy stary dziadźka na ichnija wyščyrki wielmi skrywiŭsia. Zhodna ŭsieńkija adwiazwali z łancuhoŭ žywiołu, a potym čarodna prapuščali da warociaŭ, dzie stajaŭ pastyr z prawadyrom-buhajom, jaki wadziŭ za saboju stada. Praz piatnaccać, dwaccać minut abładzili ŭsieńka i ciapier dzie chto, ci ad zadu ci zboku, sa-

  1. pawieki.