Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/42

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

chleb, ci nia čuła nikoli, što heta dokaz haścinnaści našaje wioski, kali kaho-kolečy častujuć świežaju bondaju?!

A Boža-ž moj! jon nia tolki nie saromicca, a jašče pachwalicimiecca mo’, što dastaŭ mužyckaje bondy!

I pačałosia ŭ ich za tuju niaščasnuju bondu. Biada, kali žančyna wyźwiarycca. Ci razumnaha, ci durnoha choča, treba zhadzicca, jaje ani pierehawaryć, ani pierakryčać, ani joj jakija dokazy. Biada dyj tolki. Musić i ciapier mužyk ustupiŭ žoncy, chacia doŭha čuwać było hamanliwuju hutarku ŭ ich. Jaki kančatak byŭ bondy, dyk niama wiedama. A słaŭnaju jana stała na ŭsiu kruhakolicu, a ŭ dwary pamiž dzieŭkami dy parabkami tolki j była hutarka ab tym.

Stasiuk nia wiedajučy ničoha ab nahodach, jakija sustrenuli bondu, addaŭšy jaje na kuchni, šukaŭ pastyra Felku. Toj wietliwa pryniaŭ pamahalnika, daŭ chapun pałatany, što byŭ u paŭtara razy daŭžejšy za swajho nowaha haspadaryka, pakazaŭ miesca, dzie dastawacimieŭ ježu j kazaŭ, kab na dziesiatuju hadzinu byŭ žywinu wyhaniać.

— Dziadźka! a dziadźka! ci daloka da Charužaŭcaŭ? — pytajecca ŭ staroha pastyra.

— Nie, my haniajem paświć pad samaje asielišča. A tabie čaho tudy?

— Ja chacieŭ światyńki pahladzieć dy… maju patrebu swaju.

— Hetki had, a ŭžo maje patreby. Nu dobra! Pojdzieš u suboty, kali dobra hladziecimieš karoŭ, a ciapier idzi laž, a to potym was žeŭžykaŭ nia zbudzić.

Sam zatuliŭšysia adusiul kažuchom, nia hledzia-