Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/38

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

waŭ u ščočku Stasiuka, jaki chacieŭ dać jamu busi ŭ ruku.

Staśka źlez z drabiej, ahlanuŭsia na woz, za jakim kurawa padniałasia, bo imhła była ŭžo čysta ščezła, a kosy sonka wysušyli rasu.

Idzie nie pałochajučysia, pačuwajučy abaroncu sabie ŭ tym świataru, što hetak łaskawa słuchaŭ jaho j hutaryŭ z im. A dumki nowyja płojmami lotajuć pa hałoŭcy, dumki ab Biełarusi, Biełarusach…

V.

Dwor nia spaŭ, kali Staśka padychodziŭ da jaho, a prynamsia častka pracoŭnaja była za rabotaju. Hnali žywinu sa spožžanak maleńkija pastuški j prapuściŭšy kala siabie stada mukajučaje j mykajučaje na ŭsieńkija mahčymyja łady, Stasiuk źwiarnuŭsia da adnaho z małych rabotnikaŭ, pytajučysia — dzie pan?

— A tabie na što pana treba?! — zaraz usie na jaho.

— Mama kazali bondy pryniaści…

— Cha! cha! cha… bondy panawi prynios. A kab ty byŭ zdaroŭ, wo škielnik jaki!… Cha! cha! cha… — j palacieli rahočačy na panadworak začyniać žywinu. A tam dawaj rapartawać dzieŭkam, što jšli karowy daić, ab chłapcu, jaki bondy prynios panawi. I praz niekalki minut dwor wiedaŭ nawinu. Pany jašče nia byli ŭstaŭšy. Za hadzinu adnačaj stary pan daznaŭsia, što pryjšoŭ da jaho niechta z bondaju j nieadkładna choča pabačycca.