Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/36

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

sim iłžy, što šałahidaju jon nikoli nia byŭ, usio chaty hladzieŭ, nie lanawaŭsia j pasłuchmianym byŭ. A mama kryčała na jaho najbolš za toje, što jon ptuški, drewy, kraski lubiŭ, što chacieŭ jon choć na kryšačku paŭsłuchacca homanu lasoŭ, pačuć ab čym hutarki wiaduć ptuški, usmaktać u siabie pach dy bahaćcie abrazoŭ krasak na łuhoch dy murahoch…

Hawaryŭ jon koratka, skazy płaŭna wychodzili z wusnaŭ, nichto nie skazaŭ-by, što heta toj samy chłapčuk, jaki niekalkinaccać minut nazad nia moh pajaśnić, dzie i skul jon idzie. Swiatar z cikaŭnaściu hladzić na jaho praz uwieś čas, dziwicca, skul takaja hutarka, skul toje bahaćcie, charastwo mowy, roznajakaść i abojm paniaćcia, pačućcio mastackaje. I dziŭna, što dahetulašniaje ŭzhadawańnie jašče ničoha ŭ hetaj dušy nie zadušyła. Prawid łunaje nad im, achoŭwaje dziela nam niawiedamych metaŭ! — padumaŭ pry kančatku, bo byŭ jon wierujučym paprostamu, chacia i ŭ knihach światych wučonym.

A Stasiuk nia spyniajučysia dawaj pierakazywać padziei siańniašniaje nočy. Tutaka hołas jahony zaŭsiody zwonki jašče zwančejčym zrabiŭsia, malujučy toj abraz, dzie bačyŭ ludziej zahnanych, abkrywaŭlenych… A z jakim zachopleńniem pakazwaŭ znoŭ byccam na žywyja malunki, jakija, maŭlaŭ, byli ŭ jaho pierad wačyma, na pieršuju dy apošniuju źjawu! Prosta hołasu jamu nie chapała, kab hawaryć tak, jak tatul z im hawaryŭ. Pačyrwanieŭ ad napružańnia, kab paŭtaryć pačatnyja słowy pieśniaŭ, jakija čuŭ. I ciapier pacichieńku sam sabie piaje, zabyŭšysia j na susieda: „Nie pahasnuć zorki ŭ niebie, pakul nieba budzie“…