Ale, i twar Stasiukowy dawaj krywicca kryšku… Mama mianie prahnała z chaty, kab ja paświŭ u Mazalowie žywinu… a ja chaču da chaty — ślozki dawaj kapać pa ščočkach.
— Idzi siadaj na woz, ja padwiazu ciabie, raskažaš mnie ŭsieńka… — Uziaŭšy za ručku chłopčyka padyšli ŭ dwoch da drabiej, dzie koni pasłuchmiana stajali, skubučy trawu kala kalain.
— Ej, Franuk, jedźma!!! — kliknuŭ dramaŭšaha waźnika. Koniki znoŭ zatruchcieli. Da Mazalowa astałosia jašče wiorst wosiem. Duchoŭniku treba było-b pawiarnuć naprawa, kab naprastki zajechać da chaty. Nadumaŭ adnača padwiaźci chłapčuka, a adtul namanicami[1]; dyk mała i dlacimiecca, da chaty na paru pryjedzie.
Stasiuk užo aswojkaŭsia z pałochaŭšaju jaho čornaju wopratkaju. Bačyŭ z wačej swajho padarožnika, što jon dobry, błahoha na dumcy nia maje, dyk chutčej tak i dryžaŭ, kab pierakazać jamu ŭsieńka, što bačyŭ jon siańnia, prosta jazyk świarbieŭ. Dziela taho, kali tolki światar źwiarnuŭsia pytajučysia, čamu-ž heta jaho maci z chaty prahnała, ci mo’ byŭ jon niepasłuchmianym, šałahidničaŭ[2], ci byŭ lanučkaju? Stasiuk tutaka koratka, byccam ab niečym maławažnym, pierakazaŭ ab sabie, swaich złybiadach, minuŭšym žyćci, pakul byŭ tatul i što ŭ jaho nia było matki, a mačycha, što jana jaho łupcawała biazupynna, a tata dyk dobry byŭ. Kazaŭ, praŭda nia było tam zu-