Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/29

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

Pamiataješ tyja dźwie hramady ludziej, što zyšoŭšyś i stanuŭšy pobač z saboju wiesialiliś biazkonca, bo narod užo byŭ adnym, nichto nia śmieŭ adhetul swaryć jaho z saboju, uwodzić jakuju kałatniu.

Ale — słaŭnaja, załataja, jak kažuć, była taja para! Ci budzie kaliś jašče jana ŭ nas?!

Nia wiedaju, za jakija hrachi ci prawiny Boh nam usieńka pierajnakšyŭ. Zawialisia ŭ nas ludzi čužyja, što z nas žyli, dy śmiajalisia z nas. Šmat chto i z nas čužyncam nam staŭ, baćkoŭ, blizkich saromiŭsia, škieli stroiŭ nad imi, ździeku chwali haniaŭ. Światyni chacia j raŭnapraŭnyja prad Boham i ludźmi — nie adnolkawu dolu mieli. Taja, što nam swajackaj była, nia mieła pašany, hłum adusiul jaje apyniŭ.

A naša, našaja dola siarmiažnych harotnikaŭ jakoju była?! Bačyŭ ty sam jenki j stohny ludziej z abkrywaŭlenymi ruki, jany nia spyniajučyś nikoli, korškali ziamlu, ciahnuli bahaćcie adtul, kab addać jaho čužyncu, što zdalok sroha za imi nahladaŭ. Stali my horš za žywinu, nia jeŭšy, abhalełyja da zwańnia praz kolki stalećciaŭ, zabylisia my ab tym, što my ludzi, pakinuli niedzie čaławieckaść swaju.

A nas pradawali, handlawali dušoju j ciełam, bo-ž zhubili my woblik ludziej!…

Krumkačy, hruhany wojnaŭ łunali nad nami, zarawa zichacieła kruhom. Chawaliś pad ziamloju, kab śmierci pryždać nie takoje, kab lehčy supakojna na mahilnikach cichich…

Ech, synku! Soniejka našaje schawałaś ad nas i zdajecca, što nia pryždać było nam užo lepšych časin!…