dzić Stasiuk, i pomirsna jamu, struswaje im społach. Bačyć jon zarawa, čuje jenki j ślozy pačynajuć dušyć samoha. Usiudy ahoń, dym, smorad, byccam niešta žywoje haryć i hetak zdajecca biazkonca. Adzin abraz za druhim, adzin za adnym, a ŭsie biezpatolnyja, usie na adzin ład — sum, biazdolle, niehadzi, žyćcia. Zapluščyŭ jon wočki, bo strywać bolš nia moh. Znu dušyć hrudzi jamu, dy dušyć inakš, čymsia toj raz. Tady z radaści, dužaści, mahutnaści wialikaje, a ciapier z źniamohi, harkacieńnia, što zdajecca nadyšło ŭ jaho až pa samyja wusny.
I zakryčaŭ, zahałasiŭ jon.
— Tatu, dzie wy?! Čaho pakinuli mianie adnaho na hetkaje widowišča spałochnaje! Ja nie chaču, ja bajusia!…
Tatul, byccam pačuŭšy, apyniŭsia kala jaho. Staić maŭčkom śpiarša, z zadumlennaściu ŭ wačoch i twary, byccam poŭny zaśmiahšaha bolu ŭsiaredzinnaha, a potym pačaŭ hawaryć. Hołas dryžyć, chistajecca, kazaŭ-by chto, što ŭ hrudzioch jaho tamaka niešta trymaje. A wočy za toje harać, što zdajecca woś-woś ahoń adtul žychanie na ciabie. Pamaładzieŭ mahčyma stary Rykoć, pakinuŭšy ziamlu. Ci mo’ tolki inšy krychu čaławiek jon ciapier?! I zadumiennaść z wačej užo niedzie ščezła…
— Ty hladziš, synočku, pałochaješsia. Ty nia wiedaješ na što hladziš, što čaŭpiecca prad taboju! Ty mały, nia dužy, tabie dziwu niama. Ja byŭ nia nakšy, sam ja hladzieŭ dy nia bačyŭ, čuŭ dy nia ciamiŭ, woś dzie prawina maja biazwinnaha. Usie my nia nakšymi byli. Usim nam było błaha kaliś, błaha j na nowym