pieśniary, a dzieić jana niaświedama na čutkuju dušu našaha čaławieka.
Pačuŭ toj homan-hutarku Stasiuk. Spyniŭsia, pahladaje na nieba wysok je, na hojdajučajesia drewa j byccam na klič rodnaje maciery adkazwaje cichieńkim hałaskom:
— Čaho pryždu ja?! Jakija nahody sustračacimuć mianie na čužoj staranie? Ach, Božańka-ž Ty moj miły…
A čužaja starana mroicca, prydajecca jamu byccam niejki wialiki pałac, jaki bačyŭ na malunku ŭ knižcy, dy ŭznoŭ byccam les wahromnisty, a ŭ jom sadžałka z maleńkaju chatkaju. A ŭ tym pałacy, ci chatcy, strojnyja ludzi, usie dobryja, łaskawa-hukajučyja, woś zusim tatul, pakul jašče žyŭ. A tatul dobry byŭ. Bywała woźmie synka na ruki, hojdaje wysoka, wysoka… A pieśni jakija pryhožyja jamu piajaŭ! Jašče j ciapier jany jamu ŭ haławie siadziać:
|
„U niadzielku ranieńka |
I sapraŭdy hetkim žałasnym hołasam piajaŭ tatul, što j ŭ Stasiuka ślozki z wočkaŭ — kap… kap, kap… kap, kap…
Abcior tatul twar i piajaŭ ab tym synje, jaki maniŭsia jści na wajnu. A heta tatul złosna ŭžo piajaŭ, bo strašenna nia lubiŭ wajny. Chaj Boh ścieraže!… Dyk bywała nia skončyć henaje, a pačynaje inšuju pieśniu, wiasioleńkuju.