Перайсці да зместу

Старонка:Arlanio (1927).pdf/12

З пляцоўкі Вікікрыніцы
Гэта старонка не была вычытаная

Mazalowie čuŭ, što ad ich heta daloka i što žywuć tam niejkija pany.

Prywałokšy ŭ chatu, Katryna nie zabyłasia wyłupcawać jaho dobra, dy na heny raz z niejkaju asabliwaju achwotaju, kazaŭ-by chto, chacieła na doŭhi čas spahnać swaju złość. A chłapiec choć-by što: maŭčyć, nie akazwajecca.

Kinuła j Katryna pojas z ruk, zawiazała ŭ torbačku dobruju łustu świežaje bondy, dy nia hledziačy na Stasiuka, padała, kažučy:

— Biažy, tolki hladzi chutka, nia dlakajučysia, tymi hraničkami kala chwojak. Nie zahladajsia znoŭ na jakija tam ptuški, a to dam!… U Mazalowie papytaješsia staroha pana. Padasi jamu bondu i skažy, što ad mamy, ad Rykociaŭščychi. Jon užo wiedacimie…

— Chutčej, padła! Čaho znoŭ wysałapiŭ jazyk, wyčwarać niešta chočacca?!…

— Dalboh, mamačka, ja ničoha!… Ja tolki… čaho mnie niaści bondu, — da Mazalowa daloka, mnie bojazna…

I hołas pačaŭ jamu kryšku dryžać. Bo pakul mačycha łupcawała, jon usio dumaŭ, nawošta heta jamu zahadwajuć iści z chaty. I tutaka ŭspamianuŭ na nia raz čutyja pahrozy, što addaduć jaho ŭ pastuchi ŭ čužyja ludzi. I spałochna jamu stała, što woś sapraŭdy pražanuć jaho ad rodnaje, baćkaŭskaje chaty, što nia budzie bačyć ani kwietak pad woknami, jakija sam sadziŭ, ani Murzy, heta byŭ sabačka, jahony zaŭsiodny siabra, — ani taho busła j buślanicy… Dy šmat čaho inšaha łunała jamu ŭ hałoŭcy biednieńkaj, biezpatolnaj,